Reklama

Oscary 2011

Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone

"Incepcja" ("Inception"), reż. Christopher Nolan, USA 2010, dystrybutor Warner Bros., premiera kinowa 30 lipca 2010 roku.

Mężczyzn od chłopców odróżnia cena ich zabawek, Orson Welles powtarzał natomiast, że kino jest najwspanialszą elektryczną zabawką, jaką kiedykolwiek podarowano ludzkości. Mając szesnaście lat Christopher Nolan fascynował się zagadnieniem "świadomego śnienia", a scenariusz "Incepcji" napisał około dekady temu. Później, już jako twórca kasowego "Mrocznego rycerza", dostał na wyśnioną zabawkę łączną kwotę 160 milionów dolarów.

Reklama

Zasłużył sobie na nią. Urodzony w Wielkiej Brytanii, obecnie 40-letni reżyser jest perfekcjonistą. Zwiastowało to już debiutanckie "Śledząc", a potwierdziło skonstruowane z precyzją godną szwajcarskich zegarmistrzów "Memento". Nolan zdaje się podchodzić do swojej pracy całkowicie serio i nawet przy "popcornowych" projektach pokroju dylogii o Batmanie zachowywał śmiertelną powagę. Jeśli nie miał zbyt wysoko ustawionej poprzeczki, to i tak w przeskoczenie jej wkładał wszystkie siły. Amerykański Sen o pracy znajdującej wreszcie godziwe wynagrodzenie okazał się wciąż żywy, pucybut został milionerem i zafundował sobie oraz widzom przejażdżkę do granic wyobraźni.

"Incepcja" to "Ocean's Eleven" na kwasie, części składowe są podobne, ale ich faktura i skala uległy zmianie. Grupa profesjonalistów, genialny plan, wysoka stawka i przysłowiowy "ostatni skok w życiu". Różnica polega na tym, że kasyna i banki zastępuje ludzki umysł, a zamiast pieniędzy kradnie się tutaj idee. Główny bohater, Dom Cobb (Leonardo DiCaprio), jest człowiekiem z przeszłością, pokancerowanym i wystarczająco zdesperowanym, aby podjąć się misji niemożliwej: zasadzenia w umyśle spadkobiercy fortuny (Cillian Murphy) myśli o zrujnowaniu imperium swojego ojca.

W filmach o wielkich skokach gorsetem dla wyobraźni scenarzystów były fizyka i szeroko pojęte prawdopodobieństwo, ponadto świat przedstawiony rządził się w nich własnymi prawami: strażnicy zaczynali obchód o wyznaczonej godzinie, drzwi do sejfu miały określoną grubość, policja przyjeżdżała po skrupulatnie obliczonym czasie. Można by przypuszczać, że "Incepcją" w tej kwestii będzie rządzić absolutna "licencia fantastica", ale Nolan nie zasłania się żadnym zawieszeniem niewiary. Stworzone przez niego uniwersum rządzi się ściśle określonymi zasadami - w tym szaleństwie jest metoda.

"Incepcja" staje się przez to ćwiczeniem narracyjnym, w czasie którego reżyser nakłada sam na siebie ograniczenia i stara się opowiedzieć nieprawdopodobną historię w najmożliwiej prawdopodobny sposób. Brawura idzie tutaj w parze z dyscypliną, dzięki czemu w ostatniej fazie filmu akcja - bez żadnego uszczerbku dla suspensu - rozgrywa się aż na czterech płaszczyznach. Strzelaniny, samochodowe pościgi, wybuchające budynki, bohaterowie zasypiający w czyimś śnie, przepracowywanie traumy z przeszłości - ten gigantyczny domek z kart mógłby zburzyć najmniejszy fałszywy ruch, ale Nolan nie pozwala sobie na żadne potknięcie. Jeśli rzemieślnika-wirtuoza nie można nazwać artystą, to chyba coś jest bardzo nie tak z definicją sztuki.

Snując historię o blednącej granicy między rzeczywistością a fikcją, reżyser "Prestiżu" nie popełnia tego samego błędu co bracia Wachowscy przy "Matriksie" - nie sili się na pseudointelektualizm, nie kleci z przeczytanych gdzieś aforyzmów i kwestii usłyszanych w filmach kung-fu autorskiej filozofii. "Incepcję" można by reklamować nawiązaniami do Williama Gibsona czy Philipa K. Dicka, ale Nolan nie potrzebuje symulować głębi za pomocą cytatów. Jego obraz zdaje się być samowystarczalnym tworem, prywatnym placem zabaw człowieka, którego pasją jest snucie opowieści.

W tej czynności pomagają mu realizacyjny kunszt oraz współpracownicy. Posępna muzyka Hansa Zimmera stawia na ciele wszystkie włoski, sceny akcji są równie dynamiczne co czytelne, a aktorzy świetnie pasują do swoich ról. Kilka filmów temu na twarzy DiCaprio zagościł permanentny weltschmerz i wydaje się on być idealną osobą do grania bohaterów, mających w sercu dziurę o głębokości Rowu Mariańskiego; Ellen Page natomiast znów sprawdza się jako dziecko o umyśle dorosłego.

Sen się ziścił. Na "Incepcję" spadł deszcz pieniędzy, a w powietrzu wisi ich jeszcze więcej. Nolan obronił pozycję najciekawszego reżysera współczesnego kina wysokobudżetowego i może nawet zaprzyjaźni się wreszcie z Amerykańską Akademią Sztuki i Wiedzy Filmowej, która ma pewną słabość do dobrze zrealizowanej rozrywki. Nie wiem, kto zaszczepił w umyśle twórcy "Memento" ideę "Incepcji", ale coś czuję, że odbierze on za rok w jego imieniu Oscara.

9/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: USA | Warner Bros. | Nolan | Nie