Reklama

Oscary 2010

Zabrakło oddechu

"The Hurt Locker. W pułapce wojny", reż. Kathryn Bigelow, USA 2008, dystrybutor Kino Świat, premiera DVD 5 lutego 2010 roku.

Emocjonujący dramat wojenny o saperach, rozbrajających bomby w Iraku, debiutuje w Polsce na płytach DVD. Mamy do czynienia z rzadkim przypadkiem filmu, który będąc jednym z faworytów oscarowej rywalizacji, nie doczekał się premiery kinowej. Szkoda, bo na wielkim ekranie widowisko Kathryn Bigelow oglądałoby się znakomicie.

Autorka "W pułapce wojny" jest znana z hitów kina akcji, chociażby popularnego "Na fali" z Patrickiem Swayze i Keanu Reevesem. Wyreżyserowała również "Dziwne dni", osobliwą wizję świata opanowanego przez "wirtualne narkotyki". Jej najnowszy film to solidne, znakomite warsztatowo kino wojenne, opowiadające o wybranych (czyli najbardziej emocjonujących) epizodach służby oddziału amerykańskich saperów w ogarniętym wojną Iraku.

Reklama

Po tragicznej akcji, w której ginie dowódca oddziału, w bazie pojawia się William James (znakomity Jeremy Renner), rekordzista pod względem liczby rozbrojonych ładunków. Szybko daje się poznać jako zuchwały indywidualista, który uwielbia ryzyko. Taka postawa nie podoba się jednak jego kolegom z oddziału i rodzi konflikty.

Bigelow interesuje specyficzna praca saperów, igranie ze śmiercią wpisane w ich zawód, uzależnienie od adrenaliny, która towarzyszy wykonywaniu obowiązków, dlatego też pomiędzy sekwencjami, ukazującymi kolejne misje młodych żołnierzy, reżyserka próbuje pogłębić ich portrety psychologiczne. Udaje się to połowicznie. Trudno jest bowiem ochłonąć po ogromnej dawce emocji i nagle przestawić się na kameralny przekaz. Bigelow nie potrafi znaleźć złotego środka pomiędzy wybuchowymi sekwencjami, pokazującymi pole walki (każda z nich jest rozbudowana dramaturgicznie i trwa kilkanaście minut), a wyciszonymi scenami z obozu żołnierzy (są dość krótkie i nie pozostają w pamięci), gdzie panuje nuda i nerwowe oczekiwanie na kolejne zadanie.

Autorka filmu operuje przy tym niestety dość stereotypowymi postaciami z filmów wojennych: James jest typowym wariatem, nie straszne mu rozbrajanie bomby bez specjalnego kombinezonu, Sanborn to służbista, starający się sumiennie wypełniać obowiązki, zaś Eldridge to oddziałowy tchórz, którego wojna przytłacza i przeraża. Taki dość konwencjonalny podział ról oraz konstrukcja filmu, będąca jakby katalogiem urozmaiconych misji, przypomina fabułę gry komputerowej. Przeżywamy ekranowe wydarzenia, jednak trudno naprawdę utożsamić się z którymś z bohaterów.

Sekwencje kolejnych misji są skonstruowane z wyczuciem dramaturgii, co jest zasługą paradokumentalnych zdjęć oraz świetnego montażu dźwięku i obrazu. W filmie Bigelow nie uświadczymy patetycznego przesłania antywojennego, zjadliwej satyry na politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych, czy też laurki dla amerykańskich wyzwolicieli - to pełne napięcia widowisko, które ogląda się z przyspieszonym biciem serca. Mamy do czynienia z prostym, dobrze oglądającym się kinem wojennym, niekiedy przypominającym klasyczne pozycje gatunku. Dla Bigelow najważniejsza jest energia obrazu i dźwięku, suspens, widowiskowość osiągnięta niekiedy minimalistycznymi środkami. Na głębszy przekaz, mimo usilnych starań reżyserki, zabrakło miejsca i oddechu.

6/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: oddech | DVD | kino | wojny | bomby

Reklama