Reklama

Off Plus Camera 2012

Gwiazdor kina oczarowany Polską

Legendarny megagwiazdor Bollywoodu, Amitabh Bachchan, był gościem festiwalu Off Plus Camera. - Nie spodziewałem się, że moja osoba jest znana tak wielu ludziom w Polsce - skromnie wyznał aktor, który w Indiach jest traktowany jak uosobienie bóstwa.

W Polsce Bachchan zwiedził studia filmowe Alvernia Studios w Alwerni pod Krakowem oraz wykonał odcisk swojej dłoni na płycie, która zostanie wmurowana w Krakowskiej Alei Gwiazd na Bulwarach Wiślanych.

Reklama

Spotkał się także m.in. ze krakowskimi studentami oraz wystąpił w roli recytatora, prezentując wiersze swojego ojca, sławnego hinduskiego poety, Harivansha Rai Bachchana.

Artysta otrzymał też z rąk prezydenta Jacka Majchrowskiego klucz do bram miasta. Wziął również udział w uroczystej projekcji jednego ze swoich najsłynniejszych filmów - "Black", która odbyła się w krakowskim Kinie Kijów.

- Słyszałem już wcześniej o Krakowie, czytałem o tym mieście - ale to, czego doświadczyłem w ciągu tych kilku ostatnich dni, po przybyciu tutaj, okazało się absolutnie wyjątkowe. Nie wiem, od czego zacząć, ale na pewno chcę powiedzieć: 'Dziękuję Bogu, że mogę być tutaj, i mam nadzieję, że niedługo znów tutaj zawitam' - powiedział aktor na konferencji prasowej.

- Nie spodziewałem się, że moja osoba jest znana tak wielu ludziom w Polsce, podobnie jak indyjskie kino. W poniedziałek spotkaliśmy się z prezydentem Krakowa i zapoznałem się z głównymi atrakcjami Krakowa. Moja żona zasugerowała, że w Indiach powinno się zorganizować festiwal polskich filmów. Kreatywnością trzeba się dzielić, obojętnie, jakiej dziedziny ona dotyczy - dodał Bachchan.

Już niebawem światło dzienne ujrzą kolejny filmy gwiazdora, który ma na swoim koncie ponad 150 produkcji.

- Obecnie zakończone są dwa nowe projekty, nad którymi pracowałem. Jeden z nich to film pod tytułem 'Aarakshan', co oznacza 'rezerwacja'. Porusza on kwestię rezerwowania miejsc pracy w Indiach, co ma związek z systemem kastowym; z tym, że części społeczeństwa przysługują mniejsze prawa; a także z przeszkodami mającymi swoje źródło w kulturze i tradycji, które uniemożliwiają ludziom z niższych kast awans społeczny w życiu. Pracuję też nad filmem pod tytułem 'Buddha', co oznacza 'stary człowiek'. Oczywiście, nie muszę wam mówić, skąd ten tytuł - to dlatego, że ja w nim gram. To zabawny film; bardzo wesoła, czysto komercyjna historia, lekka w odbiorze. To opowieść o starym człowieku i o tym, jak sobie radzi w życiu - zdradził artysta.

Co ciekawe, aktor mimo swoich niemal siedemdziesięciu lat regularnie prowadzi bloga, w którym dzieli się swoimi myślami z fanami.

- Zacząłem pisać bloga niejako dla rozrywki, ale odkryłem, że jest to fantastyczne narzędzie do komunikowania się z ludźmi. Korzystam z aplikacji, dzięki którym mogę poznać reakcje ludzi, i sam mogę odpowiadać na ich komentarze. Mogę dołączać zdjęcia, materiały multimedialne - to bardzo ciekawy format. Wszystkie osoby, które odwiedzają mojego bloga, nazywam teraz moją 'dalszą rodziną' - tworzymy obecnie świetną grupę bardzo oddanych sobie ludzi, którzy kontaktują się ze sobą regularnie, każdego dnia. Dodaję nowe wpisy codziennie; od pierwszego dnia, w którym zacząłem pisać bloga. Dziś jest tysiąc osiemdziesiąty szósty dzień, bez jednej przerwy - przyznał Bachchan.

Artysta odniósł się również do swojej sytuacji w Indiach i tego, że wielu ludzi traktuje go niemal jak wcielenie bóstwa.

- Nie jesteśmy bogami, jesteśmy zwyczajnymi ludźmi. Nasz zawód związany jest z tym, że robimy rzeczy niezwykłe, ale na ekranie. Mogą się one wydawać 'boskie', jesteśmy jednak tylko aktorami. Wydaje mi się, że w każdym zawodzie osoba stawiająca pierwsze kroki musi liczyć się z trudnościami. Ważne, by wiedzieć, jakie są twoje słabości. Nie mogę oczekiwać, że pierwsza lepsza osoba z ulicy może zostać zaangażowana do głównej roli w filmie i zdobyć popularność, chociaż oczywiście można tu powołać się na pewne przykłady i wyjątki - stwierdził gwiazdor.

Aktor zawsze podkreśla, że bardzo dużo zawdzięcza rodzicom.

- Siłę i motywację otrzymałem od mojej matki. Była sikhijką. Poślubiła mojego ojca, który pochodził z prowincji Uttar Pradesh. Było to małżeństwo międzykastowe, co w tamtych czasach było czymś niesłychanym. Rodzicie pobrali się w 1942 roku. Towarzyszyło temu ogromne oburzenie. Kiedy ojciec przywiózł matkę do swojego miasta, były protesty; ludzie nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego. Mój ojciec jednak nigdy nie wierzył w system kastowy; nie wierzył w różnego rodzaju rytuały, będące utrapieniem naszego społeczeństwa. Ojciec pochodzi z kasty o nazwie Kayastha. To Srivasta. Po moim urodzeniu, kiedy przyszedł czas, żeby zapisać mnie do szkoły, dyrekcja chciała wiedzieć, jakie nazwisko mam nosić. Mój ojciec powiedział wówczas, że nie chce, aby w przypadku jego dzieci w nazwisku zawierała się nazwa kasty. Być może wiecie państwo, że większość imion w Indiach jako główną część składową ma nazwisko, które sugeruje, do jakiej kasty należy dana osoba, albo z którego regionu kraju pochodzi. Ojciec jednak celowo zmienił ten zwyczaj: moje nazwisko brzmi Bachchan. Jest to pseudonim literacki, jaki przybrał mój ojciec, który jest poetą - wyznał artysta.

- Jestem bardzo dumny, że jako pierwszy w rodzinie nosiłem to nazwisko. Waleczny charakter mojej matki był dla mnie zawsze największą inspiracją. Kiedy byłem w złym nastroju, kiedy czułem się pokonany albo czułem, że mi się w czymś nie powiedzie, ona zawsze dopingowała mnie, mówiąc: Nie przestawaj walczyć, wszystko będzie dobrze. Jak sądzę, wszyscy rodzice są tacy. Chcą, żeby ich dzieciom się powiodło; dopingują je - moi rodzice nie wyróżniali się pod tym względem. To właśnie od nich otrzymałem największe wsparcie - podsumował Bachchan.

Tłum. Katarzyna Kasińska

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Amitabh Bachchan | Nie