Reklama

Nowe Horyzonty 2012

Eva, matka Antychrysta

"Musimy porozmawiać o Kevinie", reż. Lynne Ramsay, Wielka Brytania, USA 2011, dystrybutor Best Film, premiera kinowa 13 stycznia 2012 roku.

Trzynaście lat minęło już od czasu masakry w liceum Columbine. Trzynaście lat od dnia, kiedy to dwójka uzbrojonych socjopatów weszła do swojej szkoły, gdzie zamordowała kilkanaście osób, a potem popełniła samobójstwo. Dawno wywietrzał zapach prochu, uprzątnięto korytarze z kałuż krwi oraz rozbryzganych mózgów, ale wciąż zbiorową świadomość Amerykanów znaczy długa blizna. "Musimy porozmawiać o Kevinie", film w reżyserii Lynne Ramsay, to próba sprawdzenia, jak przebiega proces jej gojenia.

Masakra w liceum Columbine - nie pierwszy i nie ostatni taki incydent w historia USA, ale jeden z największych i najszerzej dyskutowanych - doczekała się wielu filmowych komentarzy, z czego dwa odbiły się w mediach naprawdę głośnym echem.

Reklama

Pierwszy z nich, "Słoń" Gusa Van Santa, odmawiał jakiejkolwiek interpretacji i zamiast tego stawiał na chłodną i hipnotyczną relację. Dokładnie po przeciwnym biegunie stały dokumentalne "Zabawy z bronią" Michaela Moore'a, gdzie tragedia zostawała wprzęgnięta w machinę demagogicznego wywodu. Z czasem tamte wydarzenia okrzepły na tyle, że stały się pożywką dla popkultury - na ich podstawie stworzono grę komputerową i nawiązano do nich, tym razem w niemalże parodystycznej formie, w serialu "American Horror Story".

"Musimy porozmawiać... ", nakręcony na podstawie powieści Lionel Shriver, pokazuje właśnie ten moment, kiedy prawdziwa tragedia zmienia się w fantazmat, możliwy do wpisania w jakąś narrację.

Owego procesu, idącego w parze z rekonstruowaniem traumatycznych wspomnień, dokonuje tu główna bohaterka, Eva (Tilda Swinton). Jej nastoletni syn, Kevin (Ezra Miller), nie dość, że urządził w szkole krwawą łaźnię, to zabił jeszcze swojego ojca i siostrę. Eva jest z tego powodu traktowana w okolicy jak Kurwa Babilońska i matka Antychrysta - dostaje w twarz od przechodniów, a ktoś regularnie demoluje jej dom, brakuje tylko, żeby na jego trawniku pikietowały tłumy z pochodniami i widłami. Zgłuszona psychotropami i zdemolowana przez bezsenność, Eva stara się żyć w Teraźniejszości, ale Przeszłość powraca do niej coraz intensywniej.

Na początku są to tylko urywki scen, mętne przebłyski świadomości, jednak z czasem poznajemy całą historię, przy czym - podobnie i zarazem inaczej jak u Van Santa - nie dostajemy odpowiedzi. Podobnie, bo rekonstrukcja zdarzeń nie przynosi katharsis. Inaczej, bo jeśli "Słoń" miał coś z reportażu, to "Musimy porozmawiać..." ciąży w stronę horroru.

Nie ma tu żadnego złego dotyku czy zbyt ciężkich zabawek, żadnego racjonalnego wytłumaczenia - jest tylko Kevin, który od małego zdradzał oznaki socjopatii, idącej w parze z nieprzeciętną inteligencją, aż w końcu wyrósł na młodego demona, spoglądającego prowokacyjnie spod czarnej emo-grzywki i manipulującego dorosłymi niczym doktor Caligari posłusznym mu lunatykiem.

"Musimy porozmawiać o Kevinie" to film duszny, ciężki i uwierający niczym ból zęba. Balansuje na krawędzi kiczu (w scenie, w której tytułowy bohater, tuż po wybiciu swojej siostrze oka, w zwolnionym tempie pożera owoce, wpada prawie w pseudo-arthouse'owy kamp rodem z "Czarnego łabędzia"), ale nie pozwala sobie ostatecznie na przekroczenie jego granicy, co, być może, pozwoliłoby widzom i Evie poczuć pewną ulgę. Tragedia tylko w połowie zmienia się w fantazmat. Chociaż koszmary powracają każdej nocy, to rano trzeba doprowadzić się do stanu używalności i pojechać do pracy.

8/10


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Lynne Ramsay

Reklama