Reklama

Nowe Horyzonty 2011

"Doktor Żywago" i filmy porno

Na miano "Hanekego w spódnicy" zasłużyła sobie Urszula Antoniak, reżyserka pokazywanego w konkursie festiwalu Nowe Horyzonty filmu "Code Blue". Jej najnowszy obraz od czasu majowej premiery w Cannes wzbudza nieustające kontrowersje.

Mieszkająca w Holandii Antoniak znana jest w Polsce ze swego debiutanckiego filmu "Nic osobistego", opowiadającego o wiodącej samotnicze życie dziewczynie, która pewnego dnia postanawia nagle wyjechać z rodzinnej Holandii. Bohaterką "Code Blue" także jest kobieta. Marian jest pielęgniarką, pracującą w szpitalu - "umieralni", każdego dnia doświadczającą bliskiej śmierci pacjentów.

Reklama

Reżyserka koncentruje się jednak na osobistym życiu swej bohaterki, która widzie samotne życie w sterylnym miejskim blokowisku. Jej jedyną przyjaciółką okazuje się przypadkowo poznana sąsiadka-emerytka. Marian zawiązuje jednak jeszcze jedną, milczącą znajomość z młodym mężczyzną, z którym stają się mimowolnymi świadkami osiedlowego gwałtu.

Podobnie jak "Pianistka" Michaela Hanekego, "Code Blue" Antoniak jest w istocie opowieścią o świecie ukrytych perwersji. Główna bohaterka jest stałą bywalczynią wypożyczalni filmów DVD. Kiedy przypadkowo zauważa w niej wspomnianego mężczyznę, bez wahania postanawia wypożyczyć filmy, które właśnie zwrócił. Jednym z nich jest "Doktor Żywago", drugi to krwawy film pornograficzny. Między skrytym pragnieniem wielkiej romantycznej miłości, a brutalnym porno-seksem rozgrywa się ta chłodna, pachnąca śmiercią opowieść o niemożliwości ludzkiej komunikacji. Wstrząsająca diagnoza współczesnego emocjonalnego kalectwa.

Antoniak zachowuje przez cały film żelazną reżyserską dyscyplinę. "Code Blue" jest bowiem obrazem o niezwykle intensywnej ascezie - dość powiedzieć, że w pierwsza część filmu rozgrywa się w całkowitej ciszy, niemal bezdialogowo. Tylko twarze i ciała. Tak jak filmy austriackiego mistrza, tak obraz Antoniak jest nie tylko kawałkiem świetnego, analitycznego kina, lecz również zaproszeniem do gorącej dyskusji, dotyczącej ważnych problemów kondycji współczesnego człowieka.


O wiele lżejszy kaliber miał kolejny konkursowy pokaz. "Jesteś tutaj" uznanego kanadyjskiego twórcy wideo-artów Daniela Cockburna to inteligentna filmowa łamigłówka, której nie powstydziłby się sam Charlie Kaufman, autor tak pokręconych scenariuszy, jak "Być jak John Malkovich", czy "Zakochany bez pamięci".

Cockburn opowiada historię pewnej archiwistki, która z pieczołowitością kataloguje znajdowane w różnych miejscach nagrania: taśmy VHS, kasety magnetofonowe, lingwistyczne zagadki. Odtwarzając te materiały, automatycznie włącza się do tajemniczej gry, w jaką Cockburn wciąga nie tylko swoich bohaterów, lecz również widzów. Bohaterów jest w tym filmie jednak o wielu więcej, kto rozwikła wszystkie fabularne "zagwozdki" i narracyjne połączenia, ten w nagrodę powinien otrzymać rozwiązanie filmowej "jolki". Brzmi ono "Ból głowy".

Reżyser "Jesteś tutaj" zachowuje się bowiem trochę jak kaznodzieja, trochę jak prestidigitator. Obiecuje widzowi natchnione rewelacje dotyczące pracy ludzkiego umysłu, kończy na sprytnej, lecz jednak tylko zabawie w myślowe podchody. Zdarzają się w tym filmie naprawdę zabawne momenty, "Jesteś tutaj" sprawia jednak ogólnie wrażenie zbioru skeczy, połączonych "metadetektywistycznymi" synapsami. Czyżby życie było tylko grą, w którą - naszym kosztem - zabawia się ktoś potężniejszy od nas? Reżyser?


Mimo że bieżąca edycja Nowych Horyzontów znajduje się dopiero na starcie, już teraz wiadomo, który z festiwalowych tytułów cieszy się największym zainteresowaniem publiczności. Karnetowe rezerwacje na "Pinę 3D" Wima Wendersa rozeszły w ciągu niespełna 5 minut. Ale to niejedyny seans, na który spóźnialscy nie mogli już dokonać rezerwacji. Największym zainteresowaniem cieszą się filmy startujące w konkursie Nowe Filmy Polskie. Czyżby wrocławskiej publiczności przejadła się już nowohoryzontowa estetyka i zapragnęła ona krajowej zwyczajności? Nic z tego, zarówno seans "Code Blue", jak i pokaz "Jesteś tutaj" zostały wyprzedane do ostatniego miejsca! Przed nami weekend, o miejsca w kinie będzie jeszcze trudniej.

Tomasz Bielenia, Wrocław

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Urszula Antoniak | \ Film