Reklama

"Nic się nie stało": Afera wokół filmu TVP

Doda jest przekonana, że gwiazdy pokazane w filmie Latkowskiego ukrywają informacje

Dorota Rabczewska jest jedną z niewielu gwiazd, które po emisji filmu "Nic się nie stało" stanęła po stronie jego twórcy Sylwestra Latkowskiego. Teraz wróciła do tej sprawy i stwierdziła, że celebryci, których reżyser pokazał w tym filmie, mogą mieć dostęp do informacji, których nie znali zwykli ludzie odwiedzający Zatokę Sztuki.

Doda

Wokalistka była gościem relacji na żywo, którą w środę wieczorem na swoim instagramowym profilu prowadziła redakcja magazynu "Party". Podczas rozmowy Doda ponownie wypowiedziała się w sprawie filmu "Nic się nie stało" Sylwestra Latkowskiego. I znów stanęła w obronie reżysera.

Film poruszał temat wykorzystywania seksualnego nieletnich dziewczyn w trójmiejskich lokalach, m.in. w sopockiej Zatoce Sztuki, klubie, w którym bywało wielu celebrytów. Latkowski sugerował, że niektórzy z nich, m.in. Borys Szyc, Radosław Majdan, Kuba Wojewódzki czy Natalia Siwiec mogą posiadać informacje na temat tego, co działo się w lokalu. I zachęcał ich do tego, by je ujawnili.

Reklama

Wymienione przez niego gwiazdy stanowczo jednak zaprzeczyły, a Latkowskiemu zarzuciły, że wmieszał je w sprawę, z którą nie mają nic wspólnego. Padły też argumenty o tym, że Latkowski w swoim filmie nie przedstawił żadnych dowodów na to, że celebryci wiedzieli o przestępczym procederze w Zatoce Sztuki.

"Bardzo trudno zebrać dowody, gdy prokuratura tuszuje ślady, sąd tuszuje ślady, policja tuszuje ślady, a ludzie, którzy są związani z tą aferą, cały czas 'ręka rękę myje'" - odpowiedziała na ten argument Doda.

Piosenkarka powiedziała też, że jej zdaniem społeczeństwo powinno być wdzięczne za to, że ktoś poruszył tak trudny temat i dać Latkowskiemu takie wsparcie, jakie otrzymał Tomasz Sekielski, tworząc filmy o pedofilii wśród księży. "Tak jak jest lawendowa mafia, która się chroni i wspiera, to w show-biznesie jest jeszcze lepiej" - stwierdziła Doda.

Wokalistka uważa też, że wymienione przez Latkowskiego osoby nie pojawiły się w jego filmie przypadkowo. "Maria Sadowska grała tam kilkanaście koncertów i jakoś jej wizerunek nie został wykorzystany, podobnie jak dziesiątek innych artystów" - zauważyła piosenkarka. A po chwili dodała: "Skoro Latkowski wykorzystuje ten wizerunek, to chyba jest na tyle pewny, że robi to świadomie. Inaczej pokazałby dziesięć razy więcej celebrytów, którzy tam się pojawiali".

Zdaniem Dody osoby z show-biznesu mogą mieć dostęp do informacji, o których nie wiedzą inni bywalcy wspomnianych w filmie klubów. "Będąc celebrytą, człowiek inaczej się bawi. Znasz się automatycznie z właścicielem, wchodzisz w zupełnie inne rejony niż człowiek z ulicy" - stwierdziła piosenkarka.

Po raz kolejny odniosła się także do swoich znajomości z wymienionymi przez Latkowskiego celebrytami. W jego filmie przewija się były mąż piosenkarki Radosław Majdan, jej były narzeczony Nergal oraz Blanka Lipińska, z którą Doda się przyjaźni. "Nergal przez dwa lata, jak byłam z nim w narzeczeństwie, nie wykazywał pedofilskich zaciągów, tak samo mój były mąż. Jeśli chodzi o Blankę, to w tym okresie całkowicie nie miałyśmy kontaktu" - powiedziała piosenkarka.

Wokalistka rozwinęła tę kwestię w lajfie, który prowadziła późnym wieczorem na swoim Instagramie. "Ustalmy jedną rzecz: nie przyjaźnię się z Blanką Lipińską, to nie jest przyjaźń (...). Blanka jest moją znajomą, a kontakt urwał się, gdy przeprowadziła się do Trójmiasta. Nigdy się jej nie pytałam, jak wyglądała tam praca, i co tam się działo, nie sądzę też, że powiedziałaby mi prawdę, gdyby miała coś na sumieniu" - stwierdziła stanowczo Doda.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nic się nie stało | Doda