Reklama

#MeToo - zaczęło się od Harveya Weinsteina

Reklama

Obrońca Harveya Weinsteina: Wszyscy w Hollywood dobijali interesy seksem

Od mów wstępnych adwokatów rozpoczął się w poniedziałek w Los Angeles kolejny proces producenta filmowego Harveya Weinsteina. "To nie Brad Pitt, ani George Clooney. Piękne kobiety spały z nim, bo był wpływowy, a nie przystojny" - argumentował na początek obrońca Weinsteina. A potem dodał, że przed erą MeToo każdy w Hollywood dobijał targu przy pomocy tzw. "transactional sex", czyli seksu na zakończenie udanej transakcji.

Od mów wstępnych adwokatów rozpoczął się w poniedziałek w Los Angeles kolejny proces producenta filmowego Harveya Weinsteina. "To nie Brad Pitt, ani George Clooney. Piękne kobiety spały z nim, bo był wpływowy, a nie przystojny" - argumentował na początek obrońca Weinsteina. A potem dodał, że przed erą MeToo każdy w Hollywood dobijał targu przy pomocy tzw. "transactional sex", czyli seksu na zakończenie udanej transakcji.
Harvey Weinstein ze swoim obrońcą Markiem Werksmanem / Etienne Laurent-Pool/Getty Images /Getty Images

Harvey Weinstein odsiaduje obecnie karę 23 lat pozbawienia wolności za czyny, za które skazał go sąd w Nowym Jorku. Ale to nie koniec jego problemów. Teraz w procesie odbywającym się w Los Angeles producent oskarżony jest o 11 kolejnych przestępstw, których miał dokonać w latach 2004-2013. Oskarża go o to pięć kobiet, wśród nich Jennifer Siebel Newsom, żona gubernatora Kalifornii, Gavina Newsoma.

W poniedziałek swoje mowy wygłosili adwokaci producenta. Jak podaje portal "Variety", starali się przekonać ławę przysięgłych, że nie ma żadnych dowodów przeciwko ich klientowi, a każda z oskarżających go kobiet to aktorka, która odegra na sali sądowej swoją rolę. Rolę pasującą narracją do argumentów ruchu #MeToo, który ich zdaniem "wypalił się jak supernowa". Weinsteina z kolei określili mianem postaci z plakatu tego ruchu. A także "hollywoodzkiego Czarnobylu".

Reklama

"Spójrzcie na mojego klienta. To nie Brad Pitt, ani George Clooney. Myślicie, że te wszystkie piękne kobiety uprawiały z nim seks, bo jest ciachem? Nie, robiły to, bo jest wpływowy" - przekonywał adwokat Mark Werksman, uczulając członków ławy przysięgłych na to, że muszą przygotować się na fałszywe oskarżenia z ust kobiet, które zgodziły się spać z Weinsteinem, a po latach kłamią na ten temat.

"Dzisiejsze Hollywood się zmieniło, ale w tamtych czasach seks transakcyjny był na porządku dziennym. Seks był towarem dla potężnych i wpływowych mężczyzn, takich jak mój klient. Nawet dorobił się swojego przydomku: kanapa castingowa. Seks transakcyjny mógł być nieprzyjemny, ale wszyscy to robili. On to robił, oni to robili. Oskarżające go kobiety będą teraz grać role zagrożonych panienek w starciu z tą bestią. Same siebie okłamują, a teraz okłamią też ławę przysięgłych. Oto obraz całkowitej hipokryzji" - argumentował dalej Werksman.

W trakcie przemowy adwokat nawiązał też do ujawnionych wcześniej zeznań Jennifer Siebel Newsom. Oskarżyła ona Weinsteina o to, że zgwałcił ją w 2005 roku. "Wybiła się na prominentną figurę ruchu MeToo. Ale na początku XXI wieku była aspirującą aktorką i reżyserką. Jak zeznała, udawała orgazm, by gwałt szybciej się zakończył. Trudno o bardziej entuzjastyczną zgodę, niż 'tak, tak, tak!', co Weinstein zinterpretował jako przyzwolenie. To kolejna lalunia, która spała z Weinsteinem, by robić karierę" - powiedział Werksman.

Przypomniał, że w kolejnych latach Newsomowie bywali na imprezach organizowanych przez producenta, który wspierał też kampanię wyborczą gubernatora Kalifornii. "Zaprowadziła męża na imprezę urządzaną przez swojego gwałciciela? Kto tak robi? Przyjął pieniądze na swoją kampanię od gwałciciela swojej żony?" - powiedział na zakończenie przemowy adwokat.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Harvey Weinstein

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy