Reklama

Gdynia 2007

Udawany orgazm Danuty Stenki

Polskie kino ugrzęzło w twardym realizmie - dowodzą filmy prezentowane podczas 31. festiwalu w Gdyni. Polotu w nich jednak tak samo mało, jak perwersji, która dla naszych twórców nadal wydaje się być tematem tabu.

Jeśli już jakiś seks, to koniecznie z bohaterem przeżywającym przy okazji egzystencjalne katusze. Jedną z nielicznych "pieprznych" i udanych scen to udawany orgazm Danuty Stenki w "Wymiarze sprawiedliwości" Wiesława Saniewskiego.

Reklama

O kondycji polskiego kina w tej materii niech świadczy fakt, że jest ona tylko powtórzeniem słynnego ujęcia z filmu "Kiedy Harry poznał Sally", w którym Meg Ryan udaje przed Billy'm Crystalem orgazm podczas wizyty w restauracji.

W "Wymiarze sprawiedliwości" grający adwokata Jan Frycz udaje się ze swoją małżonką (Danuta Stenka) do restauracji. Kiedy ona zwierza mu się, że najpiękniejszą sceną erotyczną w historii kina jest ta z "Ducha" między Patrikiem Swayze a Demi Moore - Frycz dziwi się: "Ale z duchem?"... i wspomina "Kiedy Harry poznał Sally".

Stenka zaczyna więc - ku zdziwieniu restauracyjnych gości - odtwarzać legendarną kreację Ryan. Jednak siedząca przy sąsiednim stoliku pani (gra ją Krystyna Sienkiewicz) zamiast rzec do kelnerki "Poproszę to samo, co ta pani" (tak stało w oryginale), ubiera się i wzburzona rzuca w kierunku Stenki i Frycza: "To jest skandal".

Erotycznego skandalu w polskim kinie jest jednak jak na lekarstwo. We wszystkich 24 konkursowych filmach tylko dwukrotnie obserwujemy tak powszechne już we współczesnej kinematografii sceny masturbacji (za to wymiotuje się w co drugim obrazie). W pierwszym przypadku mamy do czynienia z onanizmem ironicznym - to Wojciech Mecwaldowski w "Sztuce masażu" gra nałogowego masturbanta i nie tylko to robi (pod prysznicem - jak Kevin Spacey w "American Beauty") ale także o tym mówi (próbuje się ze swego autoseksoholizmu wyleczyć).

Drugi onanizm jest rodzaju żeńskiego i utrzymany jest w bardziej egzystencjalnym nastroju. Oto Magdalena Cielecka (Ewa) w "Samotności w sieci" czekając w Paryżu na Andrzeja Chyrę (Jakub) zaczyna oddawać się tęsknym pieszczotom. Wizualny zmysł podpowiada reżyserowi, by nam to tylko zasugerować: kamera bowiem wprost z opartych o parapet stóp bohaterki wyjeżdża za okno, by zaprezentować symbol Paryża - nie trzeba dodawać: Miasta Miłości - wieżę Eifela.

Erotyczne perwersje pojawiają się jeszcze w filmach Michała Rosy "Co słonko widziało" oraz Piotra Matwiejczyka "Wstyd". W pierwszym przypadku mamy seksualną scenę między kilkunastoletnim chłopcem a jego dziadkiem, w filmie Matwiejczyka chodzi zaś o sugestię gwałtu na nastolatce.

I to tyle. Czyżby polskie kino zupełnie nie interesowało się ludzką seksualnością? Powtarzając za Krystyną Sienkiewicz: "To jest skandal".

Tomasz Bielenia, Gdynia

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: samo | kino | udawanie orgazmu | stenka | orgazm | udawany orgazm