Reklama

Gdynia 2012

"Obława": Czas wojny

"Obława" Marcina Krzyształowicza - partyzancka ballada i wojenny thriller w jednym - z Marcinem Dorocińskim w roli głównej, została na 37. Gdynia Film Festival wyróżniona drugą pod względem ważności nagrodą, czyli Srebrnymi Lwami.

Oglądając "Obławę" nie sposób nie przypomnieć sobie słynnego "Memento" Christophera Nolana. Sposób, w jaki Krzyształowicz opowiada swą najnowszą filmową historię, przypomina rewolucyjny zabieg przyszłego twórcy "Incepcji".

Reklama

Zacznijmy jednak, choć w przypadku tego filmu to niezwykle trudne, od początku. Akcja "Obławy" rozgrywa się pod koniec II wojny światowej, bohaterem jest zaś żołnierz AK - kapral Wydra (Marcin Dorociński), który w stacjonującym w lesie partyzanckim oddziale pełni funkcję egzekutora. Jego zadaniem jest więc strzelanie w tył głowy zdemaskowanym konfidentom. Kiedy porucznik Mak (Andrzej Zieliński) zleci Wydrze likwidację Kondolewicza (Maciej Stuhr), okaże się, że obaj panowie znają się z przeszłości.

Streszczanie "Obławy" jest jednak z góry skazane na niepowodzenie - sposób, w jaki Marcin Krzyształowicz opowiada swój film, wpływa bowiem esencjonalnie na jego treść. Nie sama historia, ale narracyjny chwyt czasowego poszatkowania kolejnych wydarzeń stanowi siłę tego niezwykle konsekwentnego filmu. Opowiedzieć go chronologicznie, znaczyłoby zniweczyć wysiłek reżysera. Tak jak w "Memento", gdzie fakt odwróconej chronologii konstytuował ekranowe wydarzenia, tak i tu zdani jesteśmy wyłącznie na filmowe środki wyrazu.

Seans "Obławy" nasuwa skojarzenie z innym polskim obrazem - "Różą" Wojtka Smarzowskiego. Po pierwsze - wybranie przez reżysera historycznej tematyki, która pomijana była dotychczas w rodzimej kinematografii. To nie jest wojna, którą znamy z kart podręczników do historii. To nie jest historia przez duże H. Zamiast tego Krzyształowicz serwuje nam porażającą opowieść o ambiwalencji ludzkiej moralności. Tu nikt nie jest jednoznacznie zły, ani jednoznacznie dobry... Historia zdaje się być pułapką, w której szamoce się poczucie ludzkiej przyzwoitości.

Po drugie - główna rola Marcina Dorocińskiego, który w "Obławie" odgrywa wariację na temat Tadeusza z "Róży". Wydaje się, że rola w filmie Krzyształowicza jest jeszcze lepsza, wyrazistsza i o wiele bardziej nieoczywista niż w obrazie Smarzowskiego. Ale Dorocińskiemu nie ustępują partnerujący mu w życiowych rolach: Maciej Stuhr (jako konfident Kondolewicz), Sonia Bohosiewicz (żona Kondolewicza) oraz Weronika Rosati (sanitariuszka Pestka). Każda kreacja odbija się tu w innej postaci, wielowymiarowość bohaterów "Obławy" zawdzięcza wiele zarówno chronologicznym woltom, które komplikują psychologię protagonistów, jak i samym aktorom, grającym najlepsze partie w karierze (Rosati, Bohosiewicz, także Stuhr).

Ale "Obława" broni się przede wszystkim jako oryginalne, konsekwentnie zrealizowane kino. Nie uciekające od brutalności (np. pełnokrwista scena z "zupą z trupa"), wyczulone na piękno obrazu (fantastyczne, klasycznie skręcone zdjęcia Arkadiusza Tomiaka), ascetyczne w formie (doskonałym przykładem jest tu oszczędna, ale odgrywająca ważną rolę muzyka Michała Woźniaka ), zaskakujące narracyjnie (m.in. wątek Pestki).

Miejmy nadzieję, że Marcin Krzyształowicz nie da nam czekać na swój kolejny obraz kolejnych 11 lat, reżyser przyznał bowiem, że "Obława" miała być kartą przetargową przy pozyskiwaniu środków na realizację wysokobudżetowego filmu wojennego. Scenariusz jest podobno gotowy, kredyt zaufania - zaciągnięty.

8/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Obława", Polska 2012, dystrybutor: Kino Świat International, premiera kinowa 19 października 2012 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | W roli głównej | wojny