Reklama

Gdynia 2013

Gdynia 2013: Jedna ręka nie klaszcze

Długie brawa po pokazie prasowym "Chce się żyć" Macieja Pieprzycy i absolutna cisza w trakcie napisów końcowych "Idy" Pawła Pawlikowskiego. Są filmy, które można nagradzać owacjami, są i takie, które lepiej przeżywać w milczeniu.

Zanim jednak zaczniemy typować faworytów do Złotych Lwów, możemy po trzecim dniu festiwalu nieśmiało zaryzykować próbę zakładu w innej kategorii: Dawid Ogrodnik ("Chce się żyć") i Agata Kulesza ("Ida") to w tym roku poważni kandydaci do głównych nagród aktorskich.

Żywot Mateusza

Reklama

Najnowszy film Macieja Pieprzycy, autora "Drzazg" i telewizyjnego "Inferno", przyjechał do Gdyni w chwale niedawnego montrealskiego sukcesu. Międzynarodowy triumf zrobił swoje, prasowy pokaz "Chce się żyć" zgromadził chyba najliczniejszą widownię ze wszystkich dziennikarskich seansów; ja jednak podchodziłem do tego obrazu z wyjątkową rezerwą. Czy to sprawka zielono-mi-optymistycznego plakatu, czy też samej tematyki filmu Pieprzycy (o tym za chwilę), podjąłem wszelkie środki ostrożności, by nie dać się ponieść ogólnej euforii. Najpierw oglądamy, potem chwalimy.

Inspiracją do powstania filmu Pieprzycy by dokument Ewy Pięty "Jak motyl" (2004), opowiadający niezwykłą historię Przemka, cierpiącego na porażenie mózgowe 23-latka, który po latach wegetacji, dzięki nauczeniu się złożonego z graficznych symboli języka Blissa, mógł nawiązać kontakt ze światem ("Nie jestem rośliną" to z kolei tytuł artykułu w "Super Expressie", który był impulsem dla Pięty). Pieprzyca kontynuował pracę rozpoczętą przez zmarłą w 2006 roku dokumentalistkę, przeprowadzając kilkuletnią dokumentację. Jej efektem jest debiutancka powieść reżysera "Chce się żyć", będąca z kolei punktem wyjścia dla scenariusza.

Pieprzyca rozpoczyna swój film w 1987 roku, kiedy główny bohater, jego ekranowe imię to Mateusz, jest kilkuletnim chłopcem. Mimo że lekarze nie pozostawiają rodzicom żadnych złudzeń co do umysłowego kalectwa syna, matka i ojciec chłopca (w tych rolach Beata Kolak i Arkadiusz Jakubik) nie tracą wiary w możliwość kontaktu ze swym dzieckiem. Pieprzyca maluje swoją opowieść ciepłymi kolorami, niebagatelną rolę odgrywa tu, obok pełnego nostalgii spojrzenia na czasy przełomu lat 80. i 90., oddanie głos samemu Mateuszowi, który pełni w filmie funkcję narratora (i wprowadzenie pieprznych akcentów: główny bohater ma bowiem hyzia na punkcie gwiazd i kobiecych piersi).

W postać kilkuletniego Mateusza wciela się debiutant Kamil Tkacz, dorosły Mateusz pojawia się dopiero po około 30 minutach seansu w osobie Dawida Ogrodnika, znanego z ubiegłorocznego "Jesteś bogiem" (jako Rahim). Stopień zespolenia aktora z upośledzonym umysłowo bohaterem jest doprawdy imponujący - Ogrodnik przyznał, że w pracy nad rolą niebagatelną rolę odegrała pomoc znanego pantomimisty Bartosza Ostapczuka. Cielesna transformacja Ogrodnika jest bowiem w wysokim stopniu organiczna: z poskręcanymi kończynami, ptasio nastroszoną głową, ściągniętą mimiką - jego kreacja wykracza poza zwyczajne zadanie aktorskie, stając się fizyczno-psychologicznym wyzwaniem (pytanie: gdyby w istocie jury zdecydowało się o przyznaniu Ogrodnikowi nagrody aktorskiej, czy nie powinien podzielić jej z Tkaczem?).

Pieprzyca jest specjalistą od pokazywania zwyczajnych, ludzkich emocji, jednak mimo iż "Chce się żyć" jest klasycznym wyciskaczem łez, ciężko zarzucić reżyserowi wyrachowanie w graniu na uczuciach widza. To prawda, że muzyka Bartosza Chajdeckiego ("Czas honoru") bywa momentami nieznośnie wzruszająca, zdjęcia Pawła Dyllusa ("Zgorszenie publiczne") wdzięczą się zaś przytulną kolorystyką; całość broni się jednak dzięki niezłemu aktorstwu - obok wspomnianych Kolak i Jakubika warto odnotować także udział Anny Nehrebeckiej i Katarzyny Zawadzkiej. Wydaje się więc, że "Chce się żyć" to film skazany na sukces. Ma szansę zapunktować nie tylko u krytyków, lecz posiada także potencjał, by podbić kinową widownię. Co zaś do festiwalu w Gdyni - szkoda, że nie przyznaje tu swego wyróżnienia Jury Ekumeniczne. Film Pieprzycy byłby idealnym adresatem tej nagrody.


Czarno-biała fotografia

Kolejnym z konkursowych filmów, który pokazywany był w środę na festiwalu w Gdyni, jest "Ida" Pawła Pawlikowskiego. Urodzony w Polsce reżyser wraca do kraju po latach dobrowolnej artystycznej emigracji ("Lato miłości", "Dziewczyna z piątej dzielnicy"), prezentując kameralny, czarno-biały dramat, którego akcja rozgrywa się na początku lat 60. XX wieku. Tytułowa bohaterka (debiutująca na ekranie Agata Trzebuchowska) od dziecka wychowywała się w zakonie; teraz, jako wchodząca w dorosłość kobieta, przed złożeniem zakonnych ślubów ma obowiązek odwiedzenia jedynej żyjącej krewnej, nieznanej sobie ciotki Wandy (Agata Kulesza). Kiedy dziewczyna przybywa do mieszkania krewnej, ta odsłania przed przyszłą zakonnicą rodzinny sekret - Ida jest Żydówką, jej rodzice zostali zaś zamordowani w trakcie wojny. Kobiety wyruszają we wspólną podróż, mającą na celu dotarcie do miejsca ich pochówku.

"Ida" nie ma jednak ambicji "Pokłosia". Wątek haniebnego epizodu najnowszej historii służy tu tylko za tło do ukazania coraz bardziej intymnej relacji między dwoma kobietami. Na pierwszy rzut oka ciężko o dwie bardziej różniące się postaci. Jedna - wierząca, naiwna, czysta, druga - grzeszna, zacięta, agresywna. Znalazło to idealne odzwierciedlenie w sytuacji na planie. Jedna - absolutna amatorka, druga - doświadczona aktorka (wiecie, kto podsunął Pawlikowskiemu odtwórczynię tytułowej roli? Małgorzata Szumowska wiedząc o obsadowych rozterkach reżysera, wysłała twórcy "Idy" zdjęcie dziewczyny przypadkowo zauważonej w warszawskiej kawiarni Relax - tak zaczynają się wielkie aktorskie kariery). W tym szaleństwie musiała być jakaś metoda.

Dramaturgiczną osią "Idy" jest konflikt osobowości. Wanda skrywa mroczną przeszłość jako partyjna prokurator (zwana Krwawą Wandą), jest silną i obdarzoną niezwykłą charyzmą kobietą (Kulesza wygrywa wszystkie te szorstkości perfekcyjnie), Ida z kolei stanowi jej przeciwieństwo: jest ucieleśnieniem (choć lepszym słowem byłoby "uduchowienie") niewinności o dziecięcej twarzy. Obie kobiety odkrywają jednak w trakcie wspólnej podróży wzajemną fascynację. Dla obu spotkanie to okaże się też przełomowym życiowym doświadczeniem. Mimo iż tytułową rolę gra w "Idzie" Trzebuchowska, pierwszoplanową gwiazdą filmu jest Agata Kulesza, która tworzy tu kreację na miarę "Róży". To jednak postać Trzebuchowskiej wyznacza tematykę tego ascetycznego i pięknego filmu. "Ida" jest bowiem przede wszystkim opowieścią o wątpliwościach własnej wiary (w Boga, w siebie samego, w miłość, w przebaczenie).

Pawlikowski przyznał, że podczas pracy nad "Idą" oglądał "Żyć własnym życiem" Godarda, który to seans miał wyzwolić reżysera z oków, jak sam to nazwał, filmowego "opowiadactwa". Nie mniej ważny od następstwa ekranowych wydarzeń jest tu więc styl, w jakim operator Pawlikowskiego, debiutant Łukasz Żal fotografuje obie bohaterki (zastąpił pierwszego dnia zdjęciowego Ryszarda Lenczewskiego, który w związku z chorobą nie mógł kontynuować pracy nad "Idą"). Nawet niewprawne oko dostrzeże tu inspirację klasyczną czarno-białą fotografią, jakbyśmy dosłownie przenieśli się w czasie do lat 60. z ich dystynkcją, powiewem egzystencjalnego niepokoju, zmysłową chmurką papierosowego dymu. Ironia losu polega na tym, że dziennikarze nie mieli możliwości w pełni docenić pracy operatora, ponieważ pokaz prasowy został niedostatecznie naświetlony (reżyser skarżył się na konferencji na zbyt ciemny obraz).


Nie było jednak na tyle ciemno, by na ekranie nie zauważyć... Dawida Ogrodnika. U Pawlikowskiego wcielił się w postać saksofonisty, grającego z zespołem na potańcówce w restauracji hotelu, gdzie zatrzymały się na noc Ida i Wanda (wygląda trochę jak Sam Riley w "Control"). Na scenie, w wiązance przebojów lat 60., partneruje mu Joanna Kulig - całość przywołuje zaś klimat "Niewinnych czarodziejów" Wajdy. Bohaterka Trzebiuchowskiej ulega na moment urokowi muzyki Coltrane'a (Ogrodnik gra "Naimę"), a mi do głowy przychodzi złota myśl Ciorana: "Po co czytać Platona, jeśli saksofon może równie dobrze pozwolić dostrzec inny świat?". Z tym pytaniem towarzyszyć będziemy Idzie do samego końca filmu.

Tomasz Bielenia, Gdynia

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Chce się żyć | „Chce się żyć”