Reklama

44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

"Legiony": Zmarnowany potencjał [recenzja]

Najnowszy film Dariusza Gajewskiego zapowiadano jako epickie kino historyczne w amerykańskim stylu. Jego dzieło miało także upamiętnić polskich żołnierzy, którzy walczyli o odzyskaną w 1918 roku niepodległość. Cel szczytny, ale najszczersze intencje twórców zdają się na nic, jeśli gotowa produkcja okazuje się niemal w każdym swoim aspekcie nieudana.

Bartosz Gelner w filmie "Legiony"

"Legiony" ukazują wydarzenia I wojny światowej z perspektywy trójki bohaterów: uciekiniera z carskiego wojska Józka (Sebastian Fabijański), działającej w Lidze Kobiet Pogotowia Wojennego Oli (debiutująca Wiktoria Wolańska) oraz ułana Tadeusza (Bartosz Gelner). Obaj mężczyźni zakochają się w dziewczynie, a ich uczucie zostanie wystawiona na próbę nie tylko z powodu szalejącego konfliktu zbrojnego.

Reklama

Oparty na trójkącie miłosnym szkielet fabuły przywodzi na myśl amerykańskie produkcje w rodzaju "Pearl Harbour" Michaela Baya. Jeśli "Legiony" przypominają kino wojenne made in USA, to wyłącznie na poziomie bolączek tego gatunku. Gajewski nie zna umiaru, jeśli chodzi o patos. Kolejne postaci przeważnie nie rozmawiają ze sobą, tylko deklamują swoje racje. Wszystkich definiuje stosunek do Polski, pozostałe cechy wydają się zbędne. Co jakiś czas reżyser stara się podbić melodramatyzm, zwykle najbardziej zużytymi kliszami. Gdy nieśmiała pielęgniarka wyjawia sympatycznemu młodzieńcowi swoje uczucia, jej los jest właściwie przesądzony (to ich pierwsza wspólna scena, więc nie ma jak przejąć się następującym chwilę później wymuszonym dramatem).

Scenariusz stanowi najsłabszy aspekt filmu Gajewskiego. Podniosłe monologi padają z ust zarówno postaci historycznych: Józefa Piłsudskiego (Jan Frycz) oraz Stanisława "Króla" Kaszubskiego (Mirosław Baka), jak i prostych żołnierzy, z którymi widz powinien się w jakimś stopniu utożsamiać. Żeby oglądający był przejęty wydarzeniami na ekranie, obok ikon powinni pojawić się także bohaterowie z krwi i kości. A tych w "Legionach" po prostu nie ma. Przez cały seans o Oli i Tadeuszu dowiadujemy się jedynie, że są w sobie zakochani oraz gotowi zginąć za wolną Polskę.

Najbliżej stworzenia jakiegoś bohatera jest Fabijański. W postaci granego przez niego Józka są zalążki ciekawej historii - jako jedyny ma plany wykraczające poza wojenną rzeczywistość, tylko on ma początkowo wątpliwości co do słuszności walki. Obiecująco zapowiada się także jego relacja z zastępującym mu ojca "Królem". Niestety, w końcu idea bierze górę i Józek, zamiast realizować swój cel i przechodzić jakąś wiarygodną przemianę, staje się kolejną postacią z papieru.

Filmu nie ratuje realizacja. Nieliczne sceny batalistyczne pozbawione są jakiegokolwiek napięcia czy widowiskowości. Bolączką produkcji jest także nadmierne i nieudolne rozciągnięcie akcji w czasie, zaburzające fabularną transparentność. Najmocniej oddają to nagłe zmiany pór roku: bohater zostaje ranny podczas zimowej ucieczki, a gdy budzi się podczas operacji, okazuje się, że mamy już wiosnę. Takich wybijających z rytmu opowieści zmian miejsca i czasu jest o wiele za dużo.

"Legiony" nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Zamiast pełnokrwistego kina historycznego otrzymaliśmy długą, nużącą pogadankę patriotyczną, rażącą prostotą przedstawionego świata i irytującą bezosobowością przedstawionych w niej postaci. Losy Polaków w czasach I wojny światowej mają ogromny potencjał i zasługują lepszy film. Mam szczerą nadzieję, że kiedyś taki otrzymamy.

3/10

"Legiony", reż. Dariusz Gajewski, Polska 2019, dystrybucja: Kino Świat, premiera kinowa: 20 września 2019


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Legiony (film)