Reklama

44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

​"Ikar. Legenda Mietka Kosza": Aktorska szarża [recenzja]

Ostatnie filmy Macieja Pieprzycy - "Chce się żyć" oraz "Jestem mordercą" - sprawnie łączyły prawdziwe historie z filmowymi gatunkami. Pierwszy zaskoczył publiczność festiwalu w Gdyni w 2013 roku i wzruszył nawet najbardziej nieczułych widzów. Z kolei "Jestem mordercą" udowodniło, że Pieprzyca równie dobrze co melodramat czuje film kryminalny. W swoim najnowszym dziele reżyser mierzy się z biografią znanego muzyka. Wynik jest zadowalający - ale nie aż tak, jak w wypadku jego poprzednich produkcji.

Kadr z filmu "Ikar. Legenda Mietka Kosza"

"Ikar" przedstawia losy Mieczysława Kosza (Dawid Ogrodnik), niewidomego pianisty jazzowego, który odniósł ogromny sukces na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Pod względem fabularnym film Pieprzycy jest typową biografią, skupiającą się na najważniejszych chwilach z życia bohatera. Reżyser ukazuje między innymi dzieciństwo pianisty, naznaczone nagłą utratą wzroku, odkrycie przez niego muzyki, pierwsze próby i sukcesy, nagłą sławę oraz późniejszą walkę z osobistymi demonami i samotnością.

Pieprzyca wielokrotnie udowadniał, że potrafi zajmująco opowiedzieć nawet najbardziej błahą historię. Chociaż "Ikar" to scenki z życia Kosza, przez pierwsze dwa akty trudno oderwać wzrok od ekranu. Reżyser bawi się chronologią i sceny z dzieciństwa muzyka przeplata z jego brawurowo rozwijającą się karierą. Szczególnie dobrze wypada końcówka pierwszego aktu, ukazująca sukcesy Kosza oraz powracający wątek komediowy w postaci rywalizacji pianisty z Bogdanem Danowiczem (Piotr Adamczyk). Drażnią jednak nader oczywiste zabiegi, ukazujące czuły słuch bohatera.

Reklama

Niestety, Pieprzyca gubi rytm w końcowej części "Ikara". Szczególnie doskwiera wtedy brak jasnego celu Kosza. Nie wybrzmiewają też problemy, jakie pojawiają się na jego drodze - pojedyncze próby zerwania z nałogiem alkoholowym oraz możliwość poddania się operacji częściowo przywracającej wzrok. Także rozwiązanie niektórych wątków pozostawia uczucie niedosytu. Jedynie relacja bohatera z rodziną wydaje się motywem w pełni spełnionym i satysfakcjonującym.

Wcielający się w Kosza Ogrodnik ponownie stosuje manierę znaną z "Chce się żyć" i "Ostatniej rodziny". Wchodzi w swoją rolę w stu dwudziestu procentach i gra dosłownie każdym mięśniem swojego ciała. Chociaż część publiczności była zachwycona jego występem, wydaje mi się, że tym razem przeszarżował w swojej metodzie i zamiast kreacji stworzył parodię swojego stylu. Ogrodnik tak bardzo chce uczynić "Ikara" widowiskiem jednego aktora, że czasem zatraca się w swoim występie, spychając na dalszy plan dramaty granej przez siebie postaci. Na szczęście sytuację ratuje barwny i liczny drugi plan, w którym trudno znaleźć nawet jedną zbędną postać.

Rola Ogrodnika kładzie się cieniem na bądź co bądź udanej filmowej biografii. Smuci fakt, że Pieprzyca nie pokazał w "Ikarze" nic nowego i nie zaskoczył, jak w przypadku swoich poprzednich obrazów. Narzekam, ale muszę zaznaczyć, że "Legenda Mietka Kosza" okazała się jedną z lepszych produkcji 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jednak poziom filmów w Konkursie Głównym był w 2019 roku wyjątkowo niski. Fakt, że dzieło "tylko" dobre było pewniakiem do najważniejszych nagród, zwyczajnie smuci.

6/10

"Ikar. Legenda Mietka Kosza", reż. Maciej Pieprzyca, Polska 2019, dystrybucja: Next Film, premiera kinowa: 18 października 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ikar. Legenda Mietka Kosza