Reklama

Antoni Krauze zaprezentował "Smoleńsk" na festiwalu w Gdyni

Nie byliśmy zależni od nikogo, kto by nam coś próbował narzucać - powiedział w środę, 21 września, w Gdyni, odnosząc się do prac ekipy filmowej nad "Smoleńskiem", reżyser Antoni Krauze. Mówiąc o Polakach, reżyser podkreślał, że "dzieli nas nie katastrofa, tylko kłamstwo o tej katastrofie". "Mam nadzieję, że wygra ta strona, która po prostu chce znać prawdę"- stwierdził.

Maciej Półtorak i Beata Fido w filmie "Smoleńsk"

Na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni odbył się specjalny pozakonkursowy pokaz "Smoleńska", któremu towarzyszyło spotkanie twórców z publicznością. Wzięli w nim udział reżyser Antoni Krauze, producent Maciej Pawlicki oraz aktorka Beata Fido, która gra w "Smoleńsku" główną rolę dziennikarki prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy.

Widzów przywitał dyrektor artystyczny festiwalu Michał Oleszczyk, apelując, by dyskusja po projekcji miała charakter spokojnego dialogu.

Reklama

"Gdynia jest dla nas tym stołem, przy którym spotykamy się, żeby rozmawiać" - przypomniał. "Dzisiaj jest, jak dowiedziałem się rano z Facebooka, Międzynarodowy Dzień Pokoju. Planując ten pokaz dzisiejszy, nie wiedziałem o tym. Natomiast myślę, że jest w tym pewne zrządzenie losu" - dodał.

Pierwsze pytanie zadane Antoniemu Krauze po projekcji "Smoleńska" w Gdyni dotyczyło tego, jak czuje się on "jako twórca kina niezależnego", gdyż film był finansowany z pieniędzy prywatnych.

"Ten film był chyba najbardziej niezależny, ponieważ nie byliśmy zależni od nikogo, kto by nam coś próbował narzucać" - odpowiedział reżyser. "Ogromnie dziękuję wszystkim instytucjom i osobom, które sfinansowały ten film" - mówił Krauze. "Dla mnie to było bardzo ciekawe doświadczenie, choć wiązało się z pewnymi perturbacjami, z kłopotami. Ale z drugiej strony, dzisiaj mogę szczerze powiedzieć: cośmy chcieli, tośmy zrobili" - podsumował.

Reżysera pytano też o to, dlaczego w ogóle postanowił zrealizować film o katastrofie smoleńskiej.

"Tragedia smoleńska została nazwana przez premiera Tuska, tego samego dnia, największą tragedią Polski, Polaków po II wojnie światowej. Tak ją również odczułem i odczuwam do tej pory. A ponieważ długi czas razem z innymi Polakami byłem oszukiwany, wmawiano mi jakieś rzeczy nieprawdopodobne, (...) wydawało mi się, że mam do czynienia z manipulacją, więc postanowiłem, że zrobię o tym film" - tłumaczył.

Pytany o końcową scenę filmu, w której ofiary katastrofy smoleńskiej witają się z duchami polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, Krauze wyjaśniał: "Wydawało mi się, że ten film musi się tak skończyć. Szukałem dla tego filmu tzw. szczęśliwego zakończenia. (...) Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie może tam nic być łatwego i przyjemnego, ale wydawało mi się po prostu, że tak się musiała ta historia zakończyć. Ci ludzie, którzy lecieli, żeby oddać hołd tym, których zamordowano 70 lat wcześniej, którzy zginęli, (...) spotkali się razem, stąd to zakończenie" - mówił reżyser. Przyznał, że scena ta "została wyśmiana kilkakrotnie", ale że jednocześnie wielu widzów ona wzrusza.

Film "Smoleńsk" wszedł na ekrany kin w całej Polsce 9 września.

41. Festiwal Filmowy w Gdyni trwa od poniedziałku, zakończy się 24 września.

Dowiedz się więcej na temat: Smoleńsk (film) | Antoni Krauze