Reklama

40. Festiwal Filmowy w Gdyni 2015

Gdynia 2015: Ten obcy

O poczuciu obcości opowiadały wszystkie cztery konkursowe tytuły zaprezentowane w środę, 16 września, na Festiwalu Filmowym w Gdyni.

Bartłomiej Topa, Agnieszka Grochowska i Barbara Kubiak - bohaterowie filmu "Obce niebo" na konferencji prasowej w Gdyni

"Chciałem zrobić film o sile optymizmu, o wierze w niezależność ducha, o ciemnocie i nikczemności tamtych lat, o pięknie muzyki i miłości, o brzydocie kłamstwa i hipokryzji. Tym filmem chciałem się pożegnać z ideałami mojej młodości i mojego pokolenia oraz pewnie - co tu ukrywać - z zawodem, który był moją pasją przez ponad pół wieku" - mówi o "Excentrykach, czyli po drugiej stronie ulicy" 84-letni Janusz Majewski.

Reklama

Akcję swojej produkcji, adaptacji powieści Władysława Kowalewskiego, reżyser osadził pod koniec lat 50. w Ciechocinku. Obcym w jego filmie jest Fabian (Maciej Stuhr), emigrant wojenny, a prywatnie puzonista jazzowy, który postanowił wrócić do mieszkającej w Polsce siostry (Sonia Bohosiewicz) po latach tułaczki. Na miejscu szybko udaje mu się zorganizować wraz z grupą dziwaków i muzyków amatorów swingowy big band. W jego skład wchodzi też Modesta (Natalia Rybicka), która zostaje kochanką Fabiana. Wkrótce okazuje się jednak, że poczucie wolności, jakie zapłonęło w sercu mężczyzny za sprawą muzyki, było tylko pozorne.

Lata rozłąki z krajem spowodowały, że Fabian stał się kimś z zewnątrz, obcym, który żyje złudzeniami i marzeniami. Brutalne spotkanie z polską rzeczywistością tamtych lat z jednej strony odbiera mężczyźnie z trudem zdobytą miłość, z drugiej, wzmacnia w nim poczucie przynależności do rodziny. I nie mam tu na myśli jedynie więzów krwi, ale również umiłowanie muzyki, czego nikt mu nigdy nie zabierze.

Fabian czuł się nieswojo w Polsce, tymczasem bohaterowie "Obcego nieba" muszą zmierzyć się bezwzględnym systemem, jaki panuje w Szwecji. Basia (Agnieszka Grochowska) i Marek (Bartłomiej Topa) są małżeństwem, które wyjechało tam w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swojej córki Uli (Barbara Kubiak). Ona jest masażystką, on trenuje piłkarki, a w wolnym czasie zdradza żonę. Nie są perfekcyjną rodziną, ale daleko im do patologii.

Dziwne zachowanie i jedno niewinne kłamstwo dziecka powoduje, że emigrantami zaczyna się interesować opieka społeczna w osobie Anity (Ewa Froling). Przekonana, że Basi dzieje się krzywda, odbiera ją rodzicom i oddaje do rodziny zastępczej. Polacy nie mają żadnych szans w zderzeniu ze szwedzką biurokratyczną machiną. Gotowi są jednak posunąć się do wszystkiego, aby odzyskać swoje dziecko.

Wszyscy bohaterowie "Obcego nieba" działają - we własnym mniemaniu - dla dobra dziewięciolatki, ale to ona płaci cenę i staje się ofiarą ich najlepszych intencji. Bo czy można odebrać dziecko rodzicom, bo popełniają błędy wychowawcze? Albo dlatego, że są z innego kręgu kulturowego lub są za biedni? Gdzie przebiega granica intymności w naszym gwałtownie zmieniającym się świecie? Film Dariusza Gajewskiego stawia te pytania, a jego temat jest niezwykle aktualny, czego dowodem jest fakt, że na fabułę złożyło się kilka autentycznych historii.

Basia i Marek czują się obco w Szwecji, tymczasem w Polsce przybyszami z zewnątrz są Żanna, Azzam i Wiera - bohaterowie nowelowego "Nowego świata" Elżbiety Benkowskiej, Łukasza Ostalskiego i Michała Wawrzeckiego. Pierwsza z wymienionych jest młodą białorusinką, która po opuszczeniu męża, muzyka-opozycjonisty, mieszka z córką u siostry w Warszawie. Chce się jak najszybciej wyprowadzić i stworzyć normalny dom ze swoim chłopakiem. Plany kobiety komplikują się, gdy jej mąż trafia do więzienia.

W Polsce niespecjalnie może się odnaleźć Afgańczyk Azzam, kiedyś pracujący dla naszej armii jako tłumacz (przez co w ojczyźnie ogłoszono go zdrajcą), po ewakuacji pomywacz w nocnym klubie jednego z poznanych żołnierzy. Mężczyzna wciąż nie potrafi się otrząsnąć z wojennych przeżyć, a jednocześnie ma problem z określeniem, czego właściwie chce od życia... Takiego dylematu nie ma Ukrainka Wiera, która uciekła do Polski, aby w tajemnicy przed rodziną poddać się operacji zmiany płci. Śmierć żony i niespodziewana wizyta jej ojca i małego syna sprawia, że musi na nowo zmierzyć się z pytaniem o własną tożsamość.

Zarówno Żanna, jak i Azzam oraz Wiera znajdują się w jednym z najważniejszych momentów swojego życia. To, jak postąpią, zaważy na całej ich przyszłości. Muszą zdecydować, czy miłość i namiętność jest wystarczającym powodem, by porzucić wszystko, co ich ukształtowało, czy powracanie do dramatycznej przeszłości nie spali ich w końcu od wewnątrz, czy walka o własne "ja" jest istotniejsza od zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Te trudne kwestie, z którymi muszą się zmierzyć, są spotęgowane przez funkcjonowanie w obcym dla siebie, tytułowym nowym świecie.

W dobrze znanej sobie rzeczywistości żyją za to główne bohaterki komediodramatu Kingi Dębskiej "Moje córki krowy". Siostry Marta (Agata Kulesza) i Kasia (Gabriela Muskała) są jednak zupełnie obce sobie nawzajem. Ta pierwsza jest znaną aktorką, gwiazdą popularnych seriali. Druga pracuje jako nauczycielka, utrzymując męża nieudacznika (Marcin Dorociński).

Kobiety nie przepadają za sobą, ale nagła choroba matki (Małgorzata Niemirska) zmusza je do wspólnego działania. Muszą zaopiekować się ukochanym, ale despotycznym ojcem (Marian Dziędziel). Dzięki temu stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt. "Moim marzeniem było takie skonstruowanie filmu, żeby widz na zmianę śmiał się i płakał, ale żeby wyszedł z kina zbudowany, a nie podłamany" - przekonuje Kinga Dębska.

I rzeczywiście w "Moich córkach krowach" kolejne tragedie przeplatają się płynnie z elementami komediowymi. Relacje rodzinne, o których w gruncie rzeczy opowiada reżyserka, wyzwalają bowiem w życiu każdego z nas takie właśnie stany emocjonalne. Zwłaszcza w sytuacjach wyjątkowych, a w takiej znalazły się bohaterki, poczucie solidarności i bliskości przychodzi nam zdecydowanie bardziej naturalnie. Nawet ze znienawidzonym i pozornie obcym mentalnie, światopoglądowo oraz emocjonalnie rodzeństwem, które tak naprawdę jest nam o wiele bliższe, niż jesteśmy się gotowi do tego przyznać.

Krystian Zając, Gdynia

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Festiwal Filmowy w Gdyni