Reklama

Gdynia 2011

Zostać zakonnicą

"W imieniu diabła", reż. Barbara Sass-Zdort, Polska 2011.

Nowy film Barbary Sass-Zdort, zrealizowany po dekadzie milczenia reżyserki, miał szansę stać się dziełem na miarę ''Matki Joanny od aniołów''. W opowieści, opartej na autentycznym przypadku kazimierskich sióstr betanek, twórczyni nie odważyła się jednak przeprowadzić radykalnej krytyki zasad wiary i reguł zakonnych, zbyt pokornie podchodząc do poruszanego zagadnienia.

Reklama

Historia ma miejsce w żeńskim klasztorze. Zakonnice, na czele z siostrą przełożoną (Anna Radwan) próbują uchronić się przed złem świata, zamykając się w przestrzeni klasztornej. Po konflikcie z przełożoną, spowiednika sióstr, duchownego starszej daty (Marian Dziędziel), zastępuje młody, charyzmatyczny ksiądz Franciszek (Mariusz Bonaszewski).

Przystojny kleryk rozbudza w kobietach tłumioną seksualność, stosując praktyki modlitewne, których próżno by szukać w brewiarzach czy regułach zakonnych. Atmosfera gęstnieje, matka przełożona wraz z ojcem Franciszkiem mają coraz większą kontrolę nad swoimi podwładnymi. Kiedy klasztor zostaje otoczony kolczastym drutem, jedna z sióstr, Anna (debiutująca na dużym ekranie Katarzyna Zawadzka), rozpoczyna bunt, starając się zachować czystość cielesną i duchową.

''W imieniu diabła'' był jednym z najszerzej komentowanych filmów tegorocznego Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni. Co dziwi i zaskakuje, bo obraz można skwitować tytułem jednej z szekspirowskich sztuk - tej z ''hałasem'' w tytule.

Reżyserka, podobnie jak Adrian Panek w swoim debiutanckim ''Daas'', skupia się na mechanizmach manipulacji drugim człowiekiem i ludzkim kolektywem. Ale źródeł takich władczych zachowań dopatruje się raczej w złu, tkwiącym w człowieku i nieczystych intencjach, aniżeli samej wierze i opresyjnych regułach życia zakonnego. Wnioski twórczyni są więc dość jednowymiarowe i zamknięte w katolickim paradygmacie.

Wiarygodności obserwacjom Sass-Zdort nie przydają decyzje castingowe. W rolach sióstr obsadzono same najpiękniejsze aktorki młodego pokolenia: kobiety o nieskazitelnej cerze, pod habitem prezentujące fantastyczne fryzury i zgrabne sylwetki. Taka obsada byłaby adekwatna dla serialu pokroju ''Zostać miss'', ale - nie ujmując nic zdolnościom aktorskim artystek - tutaj tylko niweluje wiarygodność historii.

W fabule o dość dydaktycznym wymiarze giną gdzieś bardziej interesujące wątki, jak tajemnicza przeszłość Anny czy poznawanie własnej cielesności przez Michalinę (Roma Gąsiorowska). Efekt finalny jest dużym zawodem - zwłaszcza w stosunku do sporych oczekiwań. Zamiast nowej ''Matki Joanny od aniołów'' dostaliśmy katolickie nunsploitation, które wyznawcę wiary - jakby się uprzeć -może urazić (np. poprzez postaci młodego księdza i matki przełożonej, pokazane w negatywnym świetle), a osobę bezstronną pozostawi całkowicie obojętną. Podejrzewam, bez cienia ironii, że większość seansów będzie się odbywać na plebaniach, lekcjach religii i w siedzibach kółek różańcowych.

4/10

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sass | Barbara Sass-Zdort