Reklama

Filmowe podsumowania 2016

2016 w kinie: Najzabawniejsze sceny

W niniejszym rankingu znalazły się nie tylko te filmowe sceny, które naszym skromnym zdaniem były w minionym roku najzabawniejsze. Umieściliśmy także te, które dostarczyły nam najwięcej czystej rozrywki.

"Nice Guys. Równi goście": Ryan Gosling w toalecie

Niektórzy mogą pamiętać Ryana Goslinga z serialu młodzieżowego "Liceum na morzu", w którym wcielił się w ciapowatego Seana. Od czasu jego emisji minęło prawie dwadzieścia lat, podczas których emploi aktora uległo znacznej zmianie. Na szczęście Gosling wciąż potrafi przekonująco zagrać największą ciamajdę na świecie, co udowadnia w komedii sensacyjnej "Nice Guys. Równi goście". W jednej z początkowych scen podczas wizyty w publicznej toalecie nachodzi go detektyw grany przez Russella Crowe'a. Ponieważ poprzednie spotkanie skończyło się dla bohatera Goslinga złamaną ręką, tym razem stara się on zrobić wrażenie uzbrojonego i niebezpiecznego. Wynik jego rozpaczliwych prób jest przezabawny.

Reklama

"Big Short": Margot Robbie lekcja ekonomii

Nagrodzona Oscarem za scenariusz komedia Adama McKay'a opowiada o grupie osób, które przewidziały kryzys finansowy z 2008 roku i postanowiły się na nim wzbogacić. W trakcie filmu twórcy postanowili przedstawić niektóre z mechanizmów, które doprowadziły do zapaści gospodarczej. Wiedząc, że suchy wykład będzie dla widzów nie do przyjęcia, postanowili zaprezentować informacje w bardziej przystępny sposób. Dlatego krótkie lekcje ekonomii udzielane są między innymi w kuchni światowej sławy kucharza Anthony'ego Bourdaina. Jednak najbardziej w pamięci utkwił nam wykład Margot Robbie... w wypełnionej pianą wannie.

"Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie": K-2SO

Prequel "Nowej nadziei" jest jedną z poważniejszych odsłon gwiezdnej sagi. Jego twórcy zdawali sobie jednak sprawę, że odrobina humoru jest konieczna, by pozwolić widzom na chwilę odsapnięcia. Większość żartów wychodzi od K-2SO, imperialnego droida zdobytego i przeprogramowanego przez siły Rebelii. Przypomina on Marvina z "Autostopem przez galaktykę", tyle że z sarkastycznym poczuciem humoru w miejsce depresji. Jego "Mam problem na horyzoncie. Nie ma horyzontu" ma szansę dołączyć do najbardziej znanych cytatów z uniwersum "Gwiezdnych wojen".

"Zupełnie nowy testament": Stworzenie świata

Takiego obrazu Boga jeszcze w kinie nie było. Stwórca z "Zupełnie nowego testamentu" to mieszkający w ciasnym, brukselskim mieszkaniu frustrat, kanalia i fan telewizyjnego wrestlingu. Ubrany w przepocony podkoszulek wymyślił ludzi, by wyżywać się na nich i uprzykrzać im życie kolejnymi absurdalnymi prawami natury. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, dlaczego kanapka spada na podłogę zawsze posmarowaną stroną lub dlaczego w sklepie nasza kolejka zawsze przesuwa się najwolniej - film wszystko wam wyjaśni. Szczególnie dobrze wypada przedstawienie Boga oraz jego rodziny. Szkoda, że przez resztę seansu znerwicowany Stwórca pozostaje na drugim planie.

"Donald Trump's The Art of the Deal: The Movie": Alf

Wyprodukowany przez portal Funny or Die niespełna godzinny film można od sierpnia obejrzeć w serwisie Netflix. Jest to fikcyjna adaptacja książki prezydenta-elekta Stanów Zjednoczonych, stylizowana na film motywacyjny rodem z kaset VHS. W Donalda Trumpa wciela się Johnny Depp i trzeba przyznać, że jest to jego najlepsza rola od wielu lat. Film ukazuje multimilionera w krzywym zwierciadle, przypominając jednocześnie liczne kontrowersje z początkowego okresu kampanii prezydenckiej. Przy okazji Trump zostaje wpisany w kanon przerysowanych postaci popkultury lat osiemdziesiątych. Jego największym przeciwnikiem okazuje się być doktor Brown z "Powrotu do przyszłości", z kolei najbliższym przyjacielem... kosmita Alf z planety Melmac. Chociaż film jest pełen podobnych absurdów, ten ostatni przypadł nam do gustu najbardziej.

"Creed: Narodziny legendy": Rocky i "chmura"

Jak najłatwiej pokazać różnicę pokoleń? Oczywiście dzięki biegłości w posługiwaniu się technologią przez młodszych i nienadążaniu za nią przez starszych. Jest to punkt wyjścia dla jednej z najzabawniejszych scen w filmie "Creed - Narodziny legendy". Stary mistrz Rocky Balboa (Sylvester Stallone) rozpisuje swojemu podopiecznemu Adonisowi (Michel B. Jordan) plan treningu. Młodzieniec, zamiast wziąć kartkę, robi zdjęcie swoim telefonem. "A jak zgubisz telefon?" - pyta Rocky. "Spokojnie, jest w chmurze" - odpowiada jego podopieczny odchodząc. Rocky patrzy na niego dziwnie, po czym niepewnie... spogląda w niebo.

"Deadpool": Napisy początkowe

Nominowany do dwóch Złotych Globów - w tym za najlepszą komedię lub musical - "Deadpool" jest innym filmem superbohaterskim niż wszystkie, a zaznacza to już podczas napisów początkowych. W tle leci utwór Julie Newton "Angel on the Morning", kamera powoli ukazuje zamrożony obraz tytułowego bohatera i chaosu, jaki przyniosło jego pojawienie się - samochody wylatują w powietrze, kilku najemników wyje z bólu lub powoli godzi się z wizją przedwczesnej śmierci. Wisienką na torcie są same napisy: zamiast nazwisk twórców mamy "dupków" (producentów), "prawdziwych bohaterów" (scenarzystów) i "jakiegoś kretyna" (reżysera).

"Doktor Strange": Finałowa zabawa czasem i przestrzenią

Ostatnimi czasy finał większości filmów science-fiction ogranicza się do promienia energii wystrzelonego w niebo i walki protagonistów z tuzinami bezimiennych przeciwników w jego pobliżu. Na szczęście są też wyjątki od tej reguły, a "Doktor Strange" jest ich najlepszym przykładem. Twórcy wpierw proponują wizualną ucztę z multiplikacją i załamywaniem ulic Nowego Jorku, potęgując wrażenia znane z "Incepcji". Następnie zaś cofają czas świata otaczającego bohaterów, przez co muszą oni uważać nie tylko na swoich przeciwników, ale też gruz składający się w zniszczony budynek czy ludzi lecących z powrotem do okien, z których wcześniej wypadli. Brzmi absurdalnie? Może i tak, ale bawi niesłychanie.

"Zwierzogród": Pan Be

"Zwierzogród" jest pełen przezabawnych postaci - wystarczy tylko wspomnieć pracujące w urzędach leniwce, otyłego geparda z policyjnej recepcji czy jaka-nudystę. Nic jednak nie przebije wariacji Dona Corleone: arktycznej ryjówki Pana Be. Samo wprowadzenie postaci - łącznie z porwaniem bohaterów przez pracujące dla niego misie polarne - jest genialne. Później jest jeszcze lepiej. Twórcy "Zwierzogrodu" parodiują scenę otwierającą "Ojca chrzestnego", wkładając w usta Pana Be niemal te same kwestie, które kiedyś wypowiadał Marlon Brando. W kategorii "filmowy cytat" nasz numer jeden.

"Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów": Starcie na lotnisku

Trzeci solowy film o przygodach Kapitana Ameryki stanowi trzynastą odsłonę serii kinowego uniwersum Marvela. "Solowy" może się wydawać trochę nieodpowiednim określeniem. Chociaż fabuła kręci się w dużej mierze wokół amerykańskiego herosa, na ekranie w większych lub mniejszych rolach pojawia się aż 11 bohaterów znanych z ekranizacji komiksów Marvela. Przez półtorej godziny pionki są powoli rozstawiane na szachownicy. I gdy cierpliwość widzów zaczyna się powoli wyczerpywać - dochodzi do bitwy między dwoma zwaśnionymi grupami superherosów, szybko przekształcającej się w kilkunastominutowy montaż atrakcji. Efektem jest długa, satysfakcjonująca kwintesencja dobrej zabawy, nie posiadająca nawet jednego zbędnego ujęcia. A gdy wszystko zdaje się kończyć, bezbłędny Ant-Man krzyczy, że ma genialny plan. I zabawa zaczyna się od początku.

INTERIA.PL

Reklama