Reklama

Era Nowe Horyzonty 2010

Era Nowe Horyzonty. Co dalej?

Im bardziej profesjonalny staje się festiwal Era Nowe Horyzonty, tym wyraźniej wraca nostalgia za wcześniejszymi edycjami imprezy. Roman Gutek jest jednak chyba większym pragmatykiem, niż marzycielem.

W niedzielę, 1 sierpnia, zakończyła się jubileuszowa odsłona festiwalu Era Nowe Horyzonty. Nie było specjalnych szaleństw z tej okazji - żadnej fety, hucznych uroczystości, tortu ze świeczkami. Organizatorzy festiwalu dali jasny sygnał - najważniejsze jest dla nas kino, świętujmy jubileusz w kinowej sali, oglądając kolejne filmy.

Reklama

Zapomnieli o jednej ważnej rzeczy - symboliczna celebracja bardziej potrzebna jest widzom, niż twórcom festiwalu. Umacnia bowiem festiwalową wspólnotę - jedyne co bywalcy ENH dostali w tym roku z okazji jubileuszu, to cztery kartonowe ścianki ze zdjęciami z poprzednich edycji i porozrzucane obok mazaki, mające zachęcić co bardziej sentymentalnych widzów do wypisywania na tablicach swoich refleksji. Średni pomysł.

Patową sytuację Nowych Horyzontów najlepiej ilustruje tegoroczna innowacja - wprowadzenie systemu internetowej rezerwacji biletów na seanse. Dzięki niej zniknęły zmory poprzednich edycji - ciągnące się nawet przez dwa piętra kina Helios kolejki na bardziej wyczekiwane seanse. Wszyscy powinni być zadowoleni (zwłaszcza, że system sprawdził się znakomicie).

Kłopoty pana Romana

Na festiwalowym forum wrócił jednak temat atmosfery festiwalu - skoro nie ma już kolejek, nierzadko pełniących integracyjną funkcję, skoro możemy przez cały czas trwania festiwalu ani razu nie wpaść na dobrego znajomego, traci się poczucie wspólnoty. Maszyna funkcjonuje bez zarzutu, staje się jednak w coraz większym stopniu bezduszną maszynerią. Odnoszę wrażenie, że Era Nowe Horyzonty przestaje być inicjatywą grupki zapaleńców, staje się zaś dobrze prosperującym biznesem. Znak czasu.

Roman Gutek ma jednak inny poważny problem - rosnącą konkurencję. Po raz pierwszy od kilku lat Era Nowe Horyzonty nie pokazała ani laureata Złotej Palmy, ani zdobywcy Złotego Niedźwiedzia. Premiery obydwu tytułów będą centralnymi punktami programu festiwalu Filmy Świata ale kino! Nowe Horyzonty przestały być jedynym festiwalem w Polsce, na którym zobaczyć można najważniejsze filmy bieżącego sezonu.

Największym kłopotem Gutka wydaje się być jednak konkurs Nowe Filmy Polskie - w tym roku o Wrocławską Nagrodę Filmową ubiegało się ledwie 6 tytułów (Ewa Stankiewicz w ostatniej chwili wycofała z programu festiwalu swój film "Nie opuszczaj mnie"). Tylko jeden z nich - "Ewa" w reżyserii Adama Sikory i Ingmara Villqista - miał we Wrocławiu premierę. Jedynym pożytkiem z organizacji tego konkursu jest ocena międzynarodowe jury - dzięki temu otrzymujemy świeże spojrzenie na nasze kino.

Załamanie nerwowe

W bieżącym roku znów wróciło zagadnienie dotyczące charakteru głównego konkursu imprezy - Nowe Horyzonty. Jak wskazuje nazwa sekcji, prezentowane w niej są konsekwentnie od lat filmy, poszukujące nowych środków wyrazu języka filmowego. Zbyt gwałtowny nacisk na niekonwencjonalną formę tych dzieł niesie w sobie jednak ryzyko utraty z pola widzenia ich filmowej jakości. Za często na liście konkursowych tytułów trafić można na grafomańskie wpadki - tegorocznym chybionym strzałem okazał się być film "Refreny powracają jak rewolucje w piosenkach" Johna Torresa, który podobno przeżył we Wrocławiu lekkie załamanie nerwowe w związku z fatalną recepcją swego filmu. .

Dobrze, by przy układaniu listy konkursowych filmów bardziej zwracać uwagę na ich faktyczną wartość, a nie brać za dobrą monetę wcześniejszą obecność tych obrazów na bardziej prestiżowych festiwalach ("Refreny?" pokazywane były w tym roku w Rotterdamie). W przeciwnym wypadku załamanie nerwowe grozi widzom, którzy zdecydują się na seanse wszystkich konkursowych tytułów. Sprawdziłem to w tym roku - po seansie 11 z 14 konkursowych filmów miałem ochotę gnać ile sił na "Incepcję" Nolana (znam osoby, które już w piątek wzięły kilka godzin urlopu od festiwalowych atrakcji i udały się na film z Leonardo DiCaprio).

Nie wolno zapominać o jeszcze jednej rzeczy -Era Nowe Horyzonty przestają być jedynym festiwalowym dzieckiem Romana Gutka. Wpaździerniku startuje we Wrocławiu inauguracyjna edycja nowej imprezy filmowej organizowanej przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty - American Film Festival. Mam niejasne przeczucie, że powoli możemy zaczynać mówić o końcu "generacji ENH" (specjalny, festiwalowy numer magazynu "Ha!art" poświęcony był właśnie fenomenowi tego pokoleniowego zjawiska). Bohaterem przyszłorocznej retrospektywy będzie Terry Gilliam. To raczej bohater idealnie pasujący do festiwalu Dwa Brzegi Grażyny Torbickiej, niż Nowych Horyzontów Gutka. Czasy się zmieniają. Czy my razem z nimi?

INTERIA.PL

Reklama