Reklama

Camerimage 2009

Czy Camerimage odmieni Łódź?

Drugiego grudnia, w piątym dniu festiwalu Camerimage miało miejsce wydarzenie bez precedensu w historii tej imprezy. Frank Gehry, jeden z najsłynniejszych architektów świata, nie dość że był gościem organizatorów, to jeszcze zademonstrował w formie wizualizacji i makiet efekty jednej ze swoich najnowszych prac, którą jest... nowe Centrum Festiwalowo-Kongresowe w Łodzi.

"Jestem bardzo wzruszony" - powiedział Gehry, gdy prezentował na scenie Teatru Wielkiego szczegóły swojej koncepcji.

Reklama

"W Łodzi są moje korzenie, tu urodzili się moi dziadkowie i moja matka. Gdy odwiedziłem Pałac Poznańskiego i uświadomiłem sobie, że mój dziadek musiał go znać, bo mieszkał tu w tamtych czasach, to się rozpłakałem" - dodał architekt.

Sydney Pollack o wielkim architekcie

Zanim jednak artysta pojawił się na scenie, widzowie festiwalu mieli okazję bliżej zapoznać się z jego sylwetką. Umożliwił im to pokaz filmu "Szkice Franka Gehry", który zrealizował znakomity amerykański reżyser Sydney Pollack. Twórca takich dzieł, jak "Czyż nie dobija się koni?", "Elektryczny jeździec", "Tootsie" czy "Pożegnanie z Afryką", prywatnie jest przyjacielem architekta.

W swoim obrazie Pollack opowiada, że gdy zapytano go pierwszy raz, czy zdecydowałby się zrobić pierwszy w swoim życiu dokument i to w dodatku właśnie o Gehry'm odparł: "Ja znam się na robieniu filmów, ale pojęcia nie mam o architekturze". "I dlatego właśnie jesteś idealny" - usłyszał w zamian.

Takich prywatnych odniesień jest zresztą w tym dziele więcej. O przyjaźni z artystą opowiada jego wieloletni terapeuta, a także gwiazdy, którym zaprojektował ich posiadłości, m.in. Dennis Hopper i Julian Schnabel.

"Architektura nie jest dla niego"

Najlepiej poznajemy jednak Gehry'ego, gdy sam mówi nam o sobie. Dzięki temu dowiadujemy się m.in. o tym, że to pierwsza żona zmusiła go do zmiany nazwiska (naprawdę nazywał się Goldberg) i że na drugim roku architektury powiedziano mu, iż te studia nie są dla niego. Przez te wyznania jego sylwetka staje się dla nas pełnowymiarowa, wiemy, że obcujemy z człowiekiem z krwi i kości, a nie wyłącznie z bohaterem filmu.

Ważne jest także to, że Gehry często jest pokazywany w trakcie pracy. Przez to jeszcze bardziej widoczna jest jego pasja i zaangażowanie w tworzenie projektów, złość, gdy coś mu się nie podoba i radość, gdy wpada na kolejne świetne architektoniczne rozwiązanie.

Trzeba w tym wypadku zaznaczyć, że artysta jest mistrzem kolażu. Jego projekty składają się w przeważającej większości z powyginanych brył, wykonanych z diametralnie różnych i z pozoru nie przystających do siebie materiałów. Jego architektoniczna wizja nastawiona jest przede wszystkim na zewnętrzny efekt projektowanych budowli, a także ich kontrast z tradycyjną przestrzenią miejską, wokół której zwykle się znajdują. Niekonwencjonalne zestawienia barw, przechylone pod nieprawdopodobnym kątem ściany, pofałdowane płaszczyzny i nieforemne bryły to znaki rozpoznawcze jego prac.

Tak też ma wyglądać jego najnowsze dzieło, które wykona w Łodzi. W zamierzeniu ma być równie spektakularne i zaskakujące jak najznamienitsze dokonania artysty: Tańczący Dom w Pradze, Muzeum Guggenheima w Bilbao i Pawilon Jay'a Pritzkera w Parku Millenijnym w Chicago.

Fundamenty Centrum mają być zbudowane z betonowych bloków. Na nich mają znajdować się różnej wielkości bryły, wykonane głównie z cegły. Całość mają ozdobić szklane elementy. Uwagę zwracają również: efektowne główne wejście, wybitnie nieforemne kształty całości, a także spory plac znajdujący się przed głównym budynkiem. Na ścianach tego ostatniego ma być możliwe wyświetlanie filmów i prezentacji multimedialnych.

"Ten projekt musi współgrać z całą resztą, z okolicą" - tłumaczył swoje założenia Gehry, który porównywał Centrum do swoich wcześniejszych dzieł.

"Można śmiało powiedzieć, że to architektura zmieniła te miejsca. Dzięki niej pojawiły się nowe inwestycje, w związku z czym przyjeżdżają tam turyści i zostawiają pieniądze. Podobnie może być też w Łodzi" - przekonywał architekt.

Wydarzenie w skali całego kraju

Centrum Festiwalowo-Kongresowe, jako element nowego centrum Łodzi, ma stanowić światową atrakcję. Dodatkowo ma sprawować funkcję nie tylko architektonicznego ozdobnika, ale także funkcjonalnego budynku. Projekt przewiduje, że znajdą się w nim m.in. dwie duże sale kinowo-konferencyjne: na 2,5 tys. i 800 miejsc, a także przestronne lobby, pomieszczenia wystawowe, restauracje i cała masa niezwykle funkcjonalnych sal.

"Mam nadzieję, że stworzymy coś wspaniałego dla dobra wszystkich: festiwalu Camerimage, Łodzi i Polski" - powiedział na koniec swojej prezentacji Gehry.

W uroczystości odsłonięcia makiet i planów Centrum, oprócz przedstawicieli Komitetu Honorowego Budowy Camerimage Łódź Center, m.in. Allana Starskiego, Jana Kulczyka, Andrzeja Bartkowiaka czy Vilmosa Zsigmonda, wzięli też udział wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski i marszałek Włodzimierz Fisiak. Nie mogło oczywiście także zabraknąć szefa festiwalu Camerimage Marka Żydowicza, który stwierdził, że ten budynek odmieni Łódź i da jej tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Pozostaje mieć nadzieję, że znajdą się pieniądze na te inwestycje i zostaną one wybudowane w jak najkrótszym czasie. Bo nie da się ukryć, że Centrum rozwiązałoby całą masę obecnych problemów organizatorów Camerimage, związanych m.in. ze sporymi odległościami poszczególnych miejsc, w których odbywa się festiwal, z których wszystkie za wyjątkiem Teatru Wielkiego traktowane są mocno po macoszemu.

Niesiony emocjami wiceprezydent Łodzi tak się wczoraj zapędził, że w pewnym momencie zapytał wszystkich zebranych, nawiązując do słynnej maksymy Edwarda Gierka: "Wybudujemy?". Odpowiedziały mu brawa i owacje. No więc budujcie panowie. Z niecierpliwością czekamy.

Krystian Zając, Łódź

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lódź | Nowe centrum | Camerimage | Łódź