"Niewinni czarodzieje" (1960, reż. Andrzej Wajda)
To nietypowa produkcja w twórczości Andrzeja Wajdy. Po głośnym "Popiele i diamencie" twórca porzucił na chwilę tematykę wojenną i historyczną, pokazując współczesnych młodych ludzi, którzy udają, że uczucia nie są dla nich ważne.
Tytuł filmu ma korzenie w literaturze romantycznej. Został zapożyczony z fragmentu I części "Dziadów" Adama Mickiewicza: "Mędrce dawnych wieków. Zamykali się szukać skarbów albo leków. I trucizn - my niewinni młodzi czarodzieje. Szukajmy ich, by otruć własne swe nadzieje". Za ścieżkę dźwiękową, która stała się integralną częścią filmu, odpowiadał wybitny kompozytor i pianista jazzowy Krzysztof Komeda.
On (Tadeusz Łomnicki) ma mniej więcej 30 lat, jest lekarzem sportowym, a w wolnych chwilach jazzmanem - gra na perkusji (pseudonim "Medyk"). Chętnie nawiązuje przelotne znajomości z kobietami. Ona (Krystyna Stypułkowska) jest nieco młodsza. To dziewczyna przypadkowo spotkana w nocnym klubie Manekin. Niewiele o niej wiadomo. Przybierają imiona Pelagia i Bazyli. Zamierzają razem spędzić noc, bez zobowiązań. Pomiędzy bohaterami zaczyna się gra pozorów, w której każdy zakłada maskę. Czy w takich warunkach może narodzić się prawdziwe uczucie?
Produkcja zdobyła jednak uznanie poza Polską, czego dowodem jest m.in. Dyplom na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Edynburgu w 1961 roku. Martin Scorsese uznał film za jedno z arcydzieł polskiej kinematografii i w 2014 roku wytypował go do prezentacji w USA oraz Kanadzie w ramach festiwalu "Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema".
"Nie umiem wytłumaczyć, jak wielki wpływ miało wasze kino - panowie Wajda, Polański, Skolimowski, cała grupa tego czasu - na moją twórczość filmową. I ma do dziś, bo gdy robię film zazwyczaj łapię się na tym, że pokazuję aktorom czy operatorom właśnie polskie filmy" - mówił podczas przygotowań do organizacji pokazów polskich filmów w Stanach Zjednoczonych.
"Krzyżacy" (1960, reż. Aleksander Ford)
To najbardziej dochodowe dzieło w historii polskiej kinematografii. Produkcję wspierały władze, które nie szczędziły środków, by film ukazał się w 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Budżet filmu wyniósł aż 33 miliony złotych.
Scenariusz na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza Ford napisał wspólnie z Jerzym Stefanem Stawińskim. Ten żartował później, że była to najłatwiejsza praca pod słońcem. Skończył ją w zaledwie trzy tygodnie, przenosząc większość tekstu z prosto z książki, a opisy zmieniając na dialogi. Wbrew słowom scenarzysty nie było to jednak najprostsze zadanie. Wielowątkowa fabuła powieści Sienkiewicza musiała zostać skondensowana do niespełna trzygodzinnego metrażu. Na pierwszy plan wysunięto wątki Juranda ze Spychowa oraz Zbyszka, miotającego się między Danuśką i Jagienką.

Nie oszczędzano także na aktorach. Zaangażowano setkę wykonawców. Gwiazdy otrzymywały trzy tysiące złotych dniówki, a drugi plan - tysiąc. Ponadto zatrudniono jeszcze ponad tysiąc statystów. Braki uzupełniano żołnierzami wojska, którzy w scenie bitwy pod Grunwaldem paradowali w przebraniach oddziałów litewskich.
Film szybko okazał się frekwencyjnym hitem. Do końca 1960 roku zobaczyło go ponad pięć milionów widzów. Do końca 1987 roku zobaczyło go 32,3 miliona osób w Polsce. Do tego dochodziły jeszcze pokazy zagraniczne. W ZSRR na "Krzyżaków" wybrało się prawie 30 milionów widzów, a w Czechosłowacji 2,65 miliona.
"Matka Joanna od Aniołów" (1961, reż. Jerzy Kawalerowicz)
Film jest adaptacją wydanego w 1946 roku opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza o tym samym tytule. Nawiązuje do XVII wiecznych wydarzeń z Loudun (Francja), kiedy to szerokim echem w Europie odbiła się historia tzw. diabłów z Loudun, czyli domniemanych opętań mających miejsce w klasztorze sióstr urszulanek. Iwaszkiewicz przeniósł akcję na wschodnie tereny Rzeczypospolitej - Smoleńszczyznę - do fikcyjnego miasta Ludyń, jednocześnie zachowując ramy czasowe rzeczywistych wydarzeń. W położonym na odludziu klasztorze dochodzi do serii dziwnych wydarzeń. Zachodzi przypuszczenie, że miejscowe zakonnice, na czele z przeoryszą siostrą Joanną zostały opętane przez diabła. Do zakonu przybywa egzorcysta - ksiądz Suryn.
"W noweli Iwaszkiewicza zainteresowała mnie sprawa, która jest bardzo bliska nam wszystkim: sprawa uczuć. To jest film o naturze człowieka. Mimo bardzo specyficznego doboru postaci i realiów rozgrywa się w filmie konflikt uczuć ludzi w habitach o psychice ludzi bez habitów" - mówił w jednym z wywiadów Kawalerowicz.
Reżyser zrealizował swój obraz w Zespole Filmowym "Kadr", gdzie kierownikiem literackim był Tadeusz Konwicki. To właśnie Konwicki podsunął Kawalerowiczowi pomysł ekranizacji opowiadania Iwaszkiewicza. Scenariusz napisali wspólnie.
W rolach głównych obsadzono Lucynę Winnicką, Mieczysława Voita i Annę Ciepielewską. Oprócz tego na ekranie oglądamy m.in. Marię Chwalibóg, Kazimierza Fabisiaka, Franciszka Pieczkę i Zygmunta Malawskiego.
"Matka Joanna od Aniołów" to jeden z najlepszych filmów Kawalerowicza i jeden z ważniejszych obrazów Polskiej Szkoły Filmowej.
"Rękopis znaleziony w Saragossie" (1965, reż. Wojciech Jerzy Has)
Premiera filmu odbyła się 9 lutego 1965 roku w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Wojciech Jerzy Has był już wówczas twórcą o uznanej pozycji. Za zdjęcia odpowiadał Mieczysław Jahoda, za muzykę Krzysztof Penderecki, scenografię i kostiumy - Lidia i Jerzy Skarżyńscy. Scenariusz na podstawie słynnej powieści Jana Potockiego o tym samym tytule, opracował natomiast Tadeusz Kwiatkowski.
W produkcji wystąpiły największe gwiazdy polskiego kina tamtych czasów, m.in. Zbigniew Cybulski, Joanna Jędryka, Gustaw Holoubek, Iga Cembrzyńska, Elżbieta Czyżewska, Leon Niemczyk, Bogumił Kobiela, Barbara Krafftówna, Beata Tyszkiewicz, Jan Machulski, Zdzisław Maklakiewicz, Ludwik Benoit czy Franciszek Pieczka.

Literackim pierwowzorem filmu była powieść osiemnastowiecznego poety, uczonego, filozofa, żołnierza, podróżnika i fantasty Jana Potockiego. Realizatorzy zachowali szkatułkową konstrukcję powieści, w której każda kolejna opowieść wywodzi się z poprzedniej. Łączy je postać głównego bohatera, podróżującego poprzez wzgórza Kastylii do Madrytu i popadającego w najrozmaitsze tarapaty.
Młody kapitan gwardii króla Hiszpanii, Alfons van Worden, podróżuje samotnie przez dzikie góry Sierra Morena. W czasie noclegu w ponurej gospodzie poznaje dwie mauretańskie księżniczki, które oznajmiają mu, że jako potomek potężnego rodu Gomelezów wybrany został do wielkich zadań. Przedtem musi jednak dowieść swej odwagi, prawości i honoru. Alfons staje się ośrodkiem niesamowitych wydarzeń, dręczą go opętani, wisielcy, prześladuje inkwizycja. W końcu trafia na zamek tajemniczego Kabalisty i przez wiele dni wysłuchuje jego dziwnych, wieloznacznych opowieści o jeszcze dziwniejszych zdarzeniach tego świata.
Film Wojciecha Jerzego Hasa wciąga atmosferą magiczności. Już w latach 60. XX wieku zrobił furorę w Europie. We Francji do dzisiaj pozostaje obrazem kultowym. Legendarni reżyserzy Martin Scorsese i Francis Ford Coppola byli do tego stopnia byli zachwyceni filmem, że sfinansowali jego rekonstrukcję cyfrową. Produkcją zafascynowani byli także Luis Bunuel, David Lynch czy Lars von Trier.
"Sami swoi" (1967, reż. Sylwester Chęciński)
Kiedy Sylwester Chęciński realizował w 1967 roku "Samych swoich", nikt nie przypuszczał, że powstaje jedna z najbardziej lubianych przez widzów komedii w historii polskiego kina.
Pomysł na opowieść o repatriantach zza Buga Andrzej Mularczyk, pisarz i dziennikarz, zaczerpnął ze wspomnień rodzinnych. Jego stryj, Jan Mularczyk - pierwowzór Kazimierza Pawlaka, był sołtysem we wsi Boryczówka pod Trembowlą. Podczas wysiedlania Polaków na Ziemie Odzyskane stryj pojechał transportem z inną wsią. Wyboru nowego miejsca do zamieszkania dokonał, gdy pociąg zatrzymał się w okolicach Tymowej, między Lubinem i Ścinawą. Jan Mularczyk zobaczył tam krowę z ułamanym rogiem - własność nielubianego sąsiada. I tak to się zaczęło...

Kluczem do sukcesu okazali się aktorzy - Władysław Hańcza (Kargul) i Wacław Kowalski (Pawlak).
"Hańcza był przeciwwagą dla szalejącego na planie Kowalskiego. To Wacek Kowalski przekonał nas do dialektu. On, niegdyś nauczyciel na Kresach, świetnie znał tamten język, jego muzykę i zaśpiewy. Władysław Hańcza nie mógł opanować tego w czasie kręcenia 'Samych swoich'. Nie wiedziałem, jak mu powiedzieć, że będę musiał podłożyć cudzy głos, bo nie chciałem go urazić. Gdy nagrywaliśmy podsynchrony Hańcza się rozchorował. Dialogi Kargula przejął nieżyjący już dziś Bolesław Płotnicki" - przyznał w jednym z wywiadów Chęciński.
Film w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego od ponad pół wieku bawi i wzrusza miliony widzów. Na losach Kargulów i Pawlaków wychowały się kolejne pokolenia, a wiele dialogów na stałe weszło do języka codziennego.
Zobacz też:
Jeden z najważniejszych polskich twórców. Jego dzieła zapadają w pamięć











