Olivia Wilde: Powrót do reżyserskiej formy
Po "Nie martw się kochanie" wielu zastanawiało się, czy Olivia Wilde jeszcze wróci do reżyserskiej pierwszej ligi. Tegoroczny festiwal w Sundance odpowiedział bardzo szybko: wróciła. I to z filmem, o którym mówi się nie tylko jako o jej najlepszym, ale też najbardziej odważnym projekcie w karierze. Ciekawe jest to, jak bardzo "Zaproszenie" kontrastuje z poprzednim filmem reżyserki.
"Nie martw się kochanie" było stylizowanym thrillerem psychologicznym o kontroli i manipulacji. Tym razem Wilde porzuca paranoję na rzecz dialogu - ostrego, inteligentnego i boleśnie prawdziwego. Zamiast wielkiej tajemnicy mamy cztery osoby przy stole i napięcie, które rośnie z każdym kieliszkiem wina. Ale efekt okazuje się jeszcze bardziej wybuchowy.
Nic dziwnego, że krytycy zaczęli sięgać po wyjątkowo ambitne porównania. Owen Gleiberman z magazynu Variety nazwał film "brawurową komediodramą z kolacji", przywołując ducha "Kto się boi Virginii Woolf?" w wersji przypominającej najlepsze dialogowe filmy Woody'ego Allena. Z kolei recenzent AwardsWatch napisał wprost, że "Zaproszenie" zostanie zapamiętane jako własne "Kto się boi Virginii Woolf?" Olivii Wilde.
Społeczna komedia grozy
Rzeczywiście - coś w tym jest. Wilde bierze klasyczny format "filmu jednego wieczoru" i nadaje mu współczesny rytm: neurotyczny, bezpośredni, momentami okrutny, ale też bardzo zabawny. Kamera obserwuje bohaterów z bliska, jakbyśmy siedzieli z nimi przy stole i coraz bardziej żałowali, że nie możemy wyjść wcześniej. Twórczyni "Zaproszenia" sama nazywa swój film "społeczną komedię grozy, która z każdą kolejną minutą w coraz bardziej absurdalny sposób wymyka się spod kontroli".
Co ważne, "Zaproszenie" nie jest tylko komedią o swingersach czy kryzysie wieku średniego. To film o ludziach, którzy próbują zdecydować, czy większym ryzykiem jest powiedzenie prawdy - czy dalsze udawanie, że wszystko działa. Wilde nie moralizuje i nie szuka łatwych odpowiedzi. Interesuje ją raczej ten moment, w którym związek przestaje być romantyczną historią, a staje się negocjacją samotności.
Na tegorocznym Sundance film dostał owacje na stojąco, a krytycy zgodnie piszą o wielkim powrocie reżyserki. Po hałaśliwych dyskusjach wokół "Nie martw się kochanie" Wilde zrobiła coś przewrotnego: nakręciła film właśnie o tym, jak ludzie ranią się rozmową, pragnieniami i własnymi wyobrażeniami o miłości. I wygląda na to, że jeszcze nigdy nie była tak interesująca.
"Zaproszenie": Fabuła
Joe i Angela są małżeństwem z kilkunastoletnim stażem. Z pozoru ich związek wydaje się wręcz wzorcowy: zgodne, spokojne życie w porządnej dzielnicy, udane dziecko, niezły status materialny. Jednak pod powierzchnią kryją się wzajemne pretensje, drobne konflikty, a przede wszystkim nuda i rutyna. Gdy pewnego wieczoru Joe i Angela zapraszają na kolację parę tajemniczych sąsiadów, swobodna i przyjacielska rozmowa zaczyna zmieniać się w pełną dwuznaczności grę. To, co dotąd skrywane, wychodzi na jaw, a niewypowiedziane pragnienia ducha i ciała zaczynają nabierać niebezpiecznie realnych kształtów. Czy obie pary pójdą dziś spać we własnych łóżkach?












