Artur Zaborski, który był na konferencji prasowej z Cassandrą Kulukundis, relacjonuje dla nas, co laureatka powiedziała dziennikarzom.
Jedną z rzeczy, która sprawia, że "Jedna bitwa po drugiej" to tak świetny film jest to, że pokazuje nowe talenty i nieprofesjonalnych aktorów obok znanych gwiazd. Dlaczego dla ciebie i Paula Thomasa Andersona ważne jest ciągłe szukanie nowych twarzy?
Cassandra Kulukundis: - Autentyczność - przede wszystkim. To sprawia, że wszyscy są czujni, bo tak naprawdę nie wiemy, co ci ludzie [amatorzy, nie aktorzy - red.] powiedzą przed kamerą. Oczywiście Paul napisał scenariusz i pomysł, ale jednocześnie traktujemy tych ludzi jak konsultantów. Oni często grają to, czym naprawdę się zajmują: jeśli ktoś jest w wojsku - gra wojskowego, jeśli jest pielęgniarką w więzieniu - gra pielęgniarkę w więzieniu, jeśli jeździ na deskorolce - w filmie Paula Thomasa Andersona będzie zwisał z samochodu. To jest w tym najfajniejsze.
- Oczywiście kochamy też profesjonalnych aktorów, więc staramy się to mieszać, bo przecież właśnie tak wygląda życie.
- Patrzyłam dziś na tę salę - są tu aktorzy, ludzie z ekip filmowych, każdy ma jakąś historię i my chcemy te historie opowiadać.
Jak przez ostatnie dwie dekady rozwijała się twoja współpraca z Paulem Thomasem Andersonem?
- Byliśmy wtedy właściwie dziećmi. No dobrze - ja jestem młodsza oczywiście. Dorastaliśmy, oglądając razem filmy, a potem dorastaliśmy, robiąc razem filmy. Dlatego dzisiejszy wieczór jest trochę szalony. To nasz dziesiąty film razem. Każdy projekt wygląda inaczej, bo wszystko zależy od tego, co robimy. "Nić widmo" nie ma absolutnie nic wspólnego z "Magnolią" czy "Boogie Nights". A mam wrażenie, że "Jedna bitwa po drugiej" w pewnym sensie łączy wszystkie nasze doświadczenia - wszystko, o czym kiedykolwiek rozmawialiśmy i co razem oglądaliśmy. To film numer dziesięć i mam wrażenie, że zatoczyliśmy pełne koło.
Co zobaczyłaś w Tianie Taylor i Chase Infinity, kiedy przesłuchiwałaś je do filmu?
- Tiana to wojowniczka. Przesłuchałam naprawdę ogromną liczbę aktorek do tej roli. Tiana po prostu walczyła o nią - walczyła i walczyła, aż ją dostała. A kiedy już ją dostała, dalej walczyła, żeby ją udźwignąć. Natomiast Chase była jej kompletnym przeciwieństwem - bardzo delikatna, uprzejma, świeża, niewinna. I musieliśmy jej powiedzieć: "Dziewczyno, musisz też być wojowniczką". I ona to znalazła w sobie. Odkryła rzeczy, o których sama nie wiedziała, że w niej są. Teraz jest jak spadająca gwiazda. Obie są jak planety - niesamowite. Człowiek nie może oderwać od nich wzroku. Trochę się boję, że długo ich nie zobaczę… ale przynajmniej będę oglądać je na ekranie.
Tworzysz historię w miesiącu historii kobiet. Czy jest jakaś scena lub występ w filmie, który najbardziej cię poruszył i przypomniał ci, dlaczego właśnie ten aktor był idealny do tej roli?
- Jest ich tyle. Co dziesięć minut w tym filmie jest moment, który sprawia, że myślę: "Jestem taka szczęśliwa, że pracowałam przy tym cholernym filmie". Oglądałam go 30 dni z rzędu z publicznością w Nowym Jorku, więc kocham każdą jego część. Ale szczególnie uwielbiam to, że mamy tam tak różnorodnych ludzi: weteranów wojskowych, ludzi z El Paso, pielęgniarki z więzienia, skateboarderów. A scena z listem - długo nie byliśmy pewni, czy zadziała. Część ekipy miała wątpliwości. A potem Tiana czyta go i załamuje jej się głos - i ja zawsze wtedy płaczę. Albo scena, w której Leo mówi, że nie potrafi uczesać włosów swojej córce. To wszystko jest jednocześnie: kultowe, zabawne, wzruszające.Ten film jest po prostu… cholernie dobry. Przepraszam, że tak mówię, ale to prawda.
Wszystkie informacje na temat Oscarów znajdziecie w naszym serwisie specjalnym Oscary 2026!












