Wnoszą do kina odwagę, temperament, pasję. Potrafią opowiadać świetne kino gatunkowe, przynoszące krocie, ale i kameralne, finezyjne dramaty psychologiczne, które wygrywają na najważniejszych światowych festiwalach. Mają mnóstwo do zaoferowania w każdym pionie i na każdym etapie produkcji filmowej, a jednak w kinematografii stanowią zaledwie 27 procent zatrudnionych. To nawet nie chodzi o to, że ich głos jest za mało słyszalny. Kobiety ciągle mają za mało możliwości, żeby ten głos wybrzmiał. Żeby był obecny na równych prawach z męskim. Nagroda Female Voice, przyznawana od 2023 roku na Międzynarodowym Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard OFF CAMERA, związana z nagrodą finansową o wysokości 50 tys. złotych, jest cegiełką, która może przyczynić się do zmiany tej sytuacji.
Kino oryginalne i nieszablonowe
Jeżeli przyjrzeć się najbardziej oryginalnym filmom ostatnich lat, okazuje się, że stoją za nimi kobiety: jako producentki, reżyserki, scenarzystki, autorki zdjęć, kompozytorki. Mają odwagę, żeby iść pod prąd, eksperymentować z gatunkiem i formą, wchodzić brawurowo na terytoria wcześniej na ekranie niemal nieobecne. Kinematografia pozostaje jednak dziedziną bardzo mocno zmaskulinizowaną.
Barier jest bardzo dużo i żadna z nich nie ma nic wspólnego z talentem i umiejętnościami. Przez lata uważano na przykład, że zawód operatora filmowego jest tylko dla mężczyzn ze względu na to, że poza sztuką wiąże się też z pracą fizyczną, przenoszeniem koszmarnie kiedyś ciężkiego sprzętu. Dziś kamery aż tyle nie ważą, a kobiety, które je chwytają śmieją się, że na co dzień noszą cięższe dzieci albo psy, albo pomagają sobie na siłowni, razem z koleżankami z korporacji, butików i uczelni. Od kilku lat widać je wreszcie na uczelniach filmowych na kierunkach operatorskich. Naprawdę dekadami ich tam nie było.
"Reżyserka to takie pomieszczenie"
Podobnie myślano też o reżyserkach - przez lata pokutował "żart" o tym, że "reżyserka to takie pomieszczenie". Scenariusz, produkcja? Te role również rezerwowano dla mężczyzn, kobietom pozostawiając montaż, kostiumy i charakteryzację, czasem scenografię. Albo kierownictwo planu i produkcji. Właściwie wszystkie funkcje, które pozostają nieco w cieniu filmowego blasku, a zarazem wymagają poza talentem artystycznym doskonałej organizacji, skrupulatności i umiejętności gaszenia miliona pożarów jednocześnie. Kobiety to potrafią. I pewnie dlatego właściwie wszyscy czołowi reżyserzy, na czele z Andrzejem Wajdą (w duecie z niezapomnianą Barbarą Pec-Ślesicką), otaczali się kobietami. Ale pierwszeństwa w pracy nie oddawali.
Więcej kobiet w kinie dopiero w 2204 roku?
Sytuacja się zmienia, ale ślamazarnie. Według badań czołowego instytutu zajmującego się monitorowaniem rynku filmowego w Europie: Europejskiego Obserwatorium Audiowizualnego, w ostatnich latach liczba kobiet pracujących w kinematografii zwiększyła się zaledwie o 3%. W obecnym tempie równouprawnienie, rozumiane jako równa liczba mężczyzn i kobiet pracujących w kinie, dla poszczególnych pionów artystycznych osiągnięta zostanie dopiero za długie, długie lata: dla scenarzystek to 2043 rok, dla reżyserek - 2047, kompozytorek - 2061, montażystek - 2074, producentek - 2077, operatorek - 2204! Nie, to nie żarty, a wyniki badań z całej Unii Europejskiej.
Co można zrobić, żeby kobiet było w kinie więcej?
Odpowiedź jest prostsza niż mogłoby się wydawać. Trzeba doprowadzić do sytuacji, w której kobiety mogą pracować. Po prostu. Potem o ich dalszej drodze i obecności w kinie zdecydują widzowie. Jak na razie są zachwyceni, o czym świadczyć mogą sukcesy filmów kobiet, którym udało się przebić. To nie tylko Kathryn Bigelow ("Dom pełen dynamitu"), Patty Jenkins ("Wonder Woman"), czy Agnieszka Holland i inne autorki europejskiego kina artystycznego. Z przykładów ostatnich miesięcy ze świata starczy wspomnieć o Mary Bronstein ("Kopnęłabym cię, gdybym mogła") czy Chloé Zhao ("Hamnet"), których filmy jak burza przeszły przez sezon nagród i gościły na galach, takich jak BAFTA, Złote Globy i Oscary.
A Polki? Polki są naprawdę nie do powstrzymania, o ile mają szansę. Dla przykładu Magdalena Górka, autorka zdjęć do filmów Władysława Pasikowskiego ("Jack Strong", "Kurier", "Glina. Nowy rozdział"), regularnie pracuje od kilku lat w Hollywood, nawet ze Stevenem Spielbergiem ("Fabelmanowie"). Agnieszka Smoczyńska, wielokrotna gościni festiwalu Mastercard OFF CAMERA, udowodniła że w Polsce można zrealizować musical i to z syrenami w rolach głównych ("Córki dancingu"), a we współpracy z Brytyjczykami łączący bazujący na prawdziwej historii oniryczny dramat "Silent Twins". Krajowe i światowe uznanie zyskała też Ewa Puszczyńska, producentka zarówno wspomnianych "Silent Twins", ale również cenionych na całym świecie filmów Pawła Pawlikowskiego ("Zimna wojna", "Ida") oraz Jonathana Glazera ("Strefa interesów"). A przecież są jeszcze Małgorzata Szumowska, Urszula Antoniak - ta lista rośnie, ale powoli.
Szansa na realizację marzeń: Nagroda Female Voice
Skoro padł już tytuł "Silent Twins", razem z Ewą Puszczyńską ten oryginalny film wyprodukowała Klaudia Śmieja-Rostworowska. Filmowczyni jest pierwszą kobietą, która odebrała Nagrodę Female Voice na Międzynarodowym Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard OFF CAMERA.
Statuetka wręczana jest na gali zamknięcia festiwalu od jego 16. edycji. W kolejnych latach jurorzy uhonorowali nią Monikę Sobień-Górską za scenariusz do filmu "Lęk" (film zdobył też Nagrodę Publiczności, a grające w nim Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz odebrały nagrodę dla Najlepszej Aktorki), a także - w minionym roku - reżyserkę Dominikę Montean-Pańków za film "Skrzyżowanie" z Janem Englertem.
Komu statuetka przypadnie w tym roku?
Niesamowicie ciekawe artystki uzyskały nominacje do Nagrody Female Voice w tym roku. Kuratorzy festiwalu wyróżnili pięć kobiet: dwie scenarzystki i reżyserki Kasię Adamik ("Zima pod znakiem Wrony") oraz Marię Wojtyszko ("Miłe kobiety"), producentkę Ewę Piaskowską ("Dobry chłopiec") oraz dwie autorki zdjęć filmowych - Weronikę Bilską ("Trzy miłości") i Jolantę Dylewską ("Brat").

Każdy z tych kobiecych głosów ma zupełnie inny charakter, każdy z filmów porusza inny temat. Tego kina nie można sprowadzić do jednego mianownika czy hasła. Kasia Adamik, która od lat realizuje filmy jako reżyserka, scenarzystka, storyboardzistka (sama lub we współpracy z matką - Agnieszką Holland), zabiera widzów w "Zimie pod znakiem Wrony" do Polski stanu wojennego. Do tego dziwnego miejsca i czasu, niczym do mrocznego labiryntu osiedli, ścieżek i niepokojących twarzy, wpada brytyjska psychiatryczka. Tę historię zainspirowało krótkie opowiadanie Olgi Tokarczuk. Seans pozostawia widzów z poczuciem zaskoczenia i może daje im inne spojrzenia na historię Polski?
W skrajnie odmiennym tonie utrzymany jest film "Miłe kobiety", który Maria Wojtyszko wyreżyserowała i napisała we współpracy z Jakubem Kroftą. Od lat stanowią zgrany tandem teatralny, teraz próbują swoich sił w kinie. Rezultat - trzeba było przyjść na jeden z pokazów na festiwalu Mastercard OFF CAMERA, żeby poczuć tę magiczną atmosferę. Opowiadają o kobietach i koszcie, jakie te ponoszą za codzienne żonglowanie chaosem rzeczywistości i kilkoma rolami: matki, żony, pracownicy, wnuczki, córki.
Ewa Piaskowska, kolejne wybitne nazwisko na liście nominowanych do Nagrody Female Voice, to już właściwie "światowa marka". Producentka od lat pracuje z Jerzym Skolimowskim - razem zrealizowali takie filmy, jak "Io", "Cztery noce z Anną", "Essential Killing", czy "11 minut". Ale bywa, że wspiera też i innych reżyserów - z Julianem Schnablem nakręciła nominowany do Oscara za główną kreację aktorską (Javier Bardem) dramat "Zanim zapadnie noc". W ostatnim czasie doprowadziła do skutku powstanie przewrotnego dramatu z elementami thrillera "Dobry chłopiec" w reżyserii Jana Komasy, filmu z udziałem przede wszystkim brytyjskiej obsady i z bardzo brytyjską historią, choć jej źródła tkwią w naszych korzeniach. Dzieło bywa porównywane z "Mechaniczną pomarańczą".
I jeszcze dwie wybitne operatorki - Jolantę Dylewską i Weronikę Bilską dzieli pokolenie, ale na pewno nie miłość do kina. Dylewska przecierała szlak dla polskich autorek zdjęć filmowych - był czas, że była jedyną działającą w tej profesji w obszarze kina kobietą w Polsce. Jedyną rozpoznawalną, mogącą pracować przy dużych produkcjach. Kręciła m.in. z Agnieszką Holland - styl wizualny zawdzięczają jej m.in. "W ciemności" i "Pokot". Przemysław Wojcieszek zaufał jej oku na planie buntowniczego "Made in Poland". Zaufał jej też Maciej Sobieszczański. Ich "Brat" to poruszająca opowieść o kobiecie i rodzinie wystawionej na próbę w świecie przemocy - w głównej roli Agnieszka Grochowska. I te zdjęcia!
Inny charakter ma praca, którą Weronika Bilska wykonała na planie "Trzech miłości". To operatorka, którą reżyserzy kochają, i gdy raz zaproszą ją na plan, potem chcą z nią znowu pracować, przy każdym kolejnym projekcie. Tak było z Grzegorzem Zaricznym (razem pracowali m.in. przy nagrodzonym Grand Prix na Sundance "Gwizdku"). Tak jest z Łukaszem Grzegorzkiem. Na planie spotykają się regularnie już od 2016 roku. W "Trzech miłościach" reżyser postawił przed operatorką bardzo trudne zadanie: opowiedzenia historii erotycznej. Stworzyła obraz zmysłowy, delikatny, o miłości.
Niezależnie od finalnego werdyktu jurorów, każdy z tych kobiecych głosów warto wysłuchać. I dać każdemu z nich szansę na następny film. Nie ma przyszłości kina bez kobiet.
Fundatorami Nagrody Female Voice są Bank BNP Paribas i Mastercard.












