Reklama

"Sezon na leszcza": Bez rewelacji

"Sezon na leszcza" Bogusława Lindy był jednym z dwóch konkursowych filmów zaprezentowanych podczas ostatniego dnia XXVI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Na zakończenie festiwalu do Gdyni przyjechały wreszcie długo oczekiwane gwiazdy, między innymi Bogusław Linda. Na konferencji prasowej z twórcami "Sezonu na leszcza" spotkali się dziennikarze.

Na pytania odpowiadali: reżyser i aktor Bogusław Linda, operator i współautor scenariusza Łukasz Kośmicki, grająca w filmie jedną z głównych ról Anna Przybylska, realizator dźwięku Andrzej Artymowicz oraz Dariusz Jabłoński, producent "Sezonu na leszcza".

Reklama

Pytano przede wszystkim o historię scenariusza, który na realizację czekał ponad 8 lat. "Napisałem ten scenariusz w 1992 roku razem z Wojtkiem Smarzowskim. Potem nanieśliśmy kilka poprawek i w 1993 roku tekst był gotowy" - mówił Łukasz Kośmicki.

Potem nastąpił kilkuletni okres, w trakcie którego starano się skierować film do produkcji. "Nie było to łatwe. Początkowo chcieliśmy, żeby reżyserem Sezonu na leszcza był Łukasz Kośmicki. Jednak napotykało to na zdecydowany opór ewentualnych współproducentów, do których zwracaliśmy się z projektem scenariusza. Dochodziło do absurdalnych sytuacji, gdy ktoś na przykład narzekał, że nie przynosimy mu projektu autorstwa Quentina Tarantino...." - wyjaśniał Dariusz Jabłoński. "Tak naprawdę wszystko uległo przyspieszeniu, gdy projektem zainteresował się Bogusław Linda i zgodził się Sezon na leszcza wyreżyserować. To dzięki niemu powstał ten film" - dodał producent.

Bogusła Linda zapytany, dlaczego zdecydował się na zagranie w filmie roli gliniarza-nieudacznika powiedział: "Chciałem w pewien ironiczny sposób podsumować część moich ról. To miał być taki ironiczny komentarz do wcześniejszych postaci, które grałem".

"Zdecydowałem się zrobić ten film, ponieważ podobał mi się scenariusz. Napisali go młodzi ludzie i dzięki temu miał w sobie jakąś bezkompromisowość. Przy całej efektowności poruszał też ważny problem: jak zaczynasz czynić zło, źle skończysz" - wyjaśniał reżyser.

Pytany o kolejne plany reżyserskie aktor zażartował: "W tym zawodzie 90% rzeczy, o których się mówi nie dochodzą do skutku, więc nie odpowiem na to pytanie."

Zarzuty dotyczące nieprzystawalności filmowych realiów i opowiedzianej w obrazie historii do rzeczywistości, odpierał Łukasz Kośmicki: "Polska jest drugim krajem, po Chile, w którym co roku ma miejsce największa ilość napadów. Chciałem uciec od przaśności filmów w rodzaju 07 zgłoś się, ale nie próbując powielić wzorców amerykańskich. Uważam, że bez kompleksów powinniśmy podchodzić do naszej rzeczywistości."

"Proszę mi wierzyć, że rzeczywistość w małych miasteczkach, w których realizowaliśmy zdjęcia, naprawdę przystawała do realiów naszej opowieści" - dodał Bogusław Linda.

Ostatnie pytanie dotyczyło zakończenia filmu, w którym zbiegają się dwa równoległe wątki opowieści. "Nie mogliśmy za bardzo eksperymentować i na przykład zakończyć rozdzielnie obie historie. Pewne naciski ze strony producentów zmusiły nas do takich, a nie innych rozwiązań. Film na szczęście nie kończy się jednak klasycznym happy-endem" - wyjaśnił Łukasz Kośmicki.

"Sezon na leszcza" miał kinową premierę 26 stycznia 2001 roku. Film obejrzało około 220 tysięcy widzów i ten wynik zadowolił jego realizatorów. "Przy obecnym zastoju w kinie to była duża publiczność" - powiedział Bogusław Linda.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: aktor | Łukasz | film | Bogusław | Bogusław Linda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje