Reklama

"Requiem": Kino estetycznych wrażeń

Widzowie XXVI Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni długo oklaskiwali film "Requiem" Witolda Leszczyńskiego, który poruszył nie tylko historią starego człowieka (Franciszek Pieczka), głoszącego mowy pogrzebowe (rekomendacje), ale również prostotą wypowiadanych przez niego życiowych prawd i malarskim pięknem obrazu.

Grany przez Pieczkę ubogi gospodarz Bartłomiej stara się wychować swojego następcę i przygotować go do roli pogrzebowego mówcy. Jednocześnie jest swoistym wioskowym guru, który wywiera wpływ na otaczającą go rzeczywistość.

Reklama

Piękne, symetryczne kadry, wiele doskonałych ujęć i sporo wspaniałych pomysłów formalnych - to niezaprzeczalne walory tego filmu. Jest w nim też potężny ładunek filozofii bezpośrednio przeniesionej z najprostszych prawd: wiary w Boga, wiary w istnienie Piekła i Nieba, prawdy i sprawiedliwości, dobra i zła.

"Robię filmy o kwintesencji życia. Nie mogę robić filmu, jeżeli nie zostanę poruszony scenariuszem. Jak już tak się stanie, to wybieram muzykę. W efekcie finalnym interesują mnie wrażenia estetyczne" - wyznawał po festiwalowej projekcji Witold Leszczyński, bardzo zadowolony z wyboru "Uwertury do Mesjasza" Haendla, jak głównego motywu muzycznego.

Jak powiedział producent Włodzimierz Otulak, Edward Redliński, autor pomysłu historii opowiedzianej w "Requiem", wycofał swoje nazwisko z czołówki po obejrzeniu gotowego filmu.

"Pomyleńcy, przygłupy i dziwolągi wiejskie, jakie występują w moich filmach, potrafią o wiele lepiej wyrazić sens życia niż urzędnicy, psychologowie czy ministrowie kultury" - mówił podczas konferencji prasowej Witold Leszczyński. Był wyraźnie ukontentowany licznymi podziękowaniami i pochwałami, jakie zaraz po projekcji otrzymał od widzów.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | kino | requiem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje