Reklama

Jacek Bromski o Oscarach

"Dobrze, że nagrody dostają mądre filmy" - powiedział w poniedziałek, 6 marca, prezes Związku Filmowców Polskich, reżyser Jacek Bromski, komentując Oscara za najlepszy film dla "Miasta gniewu".

"Miasto gniewu" to dramat opowiadający o konfliktach, m.in. rasowym, we współczesnym Los Angeles. Jego bohaterami są: prokurator okręgowy i jego żona, sklepikarz arabskiego pochodzenia oraz czarnoskóry reżyser i meksykański robotnik.

Reklama

"To dobry film, zrobiony z rozmachem. Poza tym ten film o czymś mówi. Obawiałem się, że wszystkie statuetki pójdą do tak rozdmuchanego Tajemnica Brokeback Mountain" - zaznaczył reżyser.

Inny film o tematyce społecznej - "Tsotsi" (RPA) - został nagrodzony w kategorii najlepszy film zagraniczny. Film opowiada historię pospolitego gangstera z Johannesburga, który odnajduje w skradzionym przez siebie aucie noworodka. Pod wpływem dziecka jego życie ulega całkowitej zmianie. Ten wybór jury również bardzo ucieszył Bromskiego.

"To ciekawy i mądry film. Poza tym nagroda dla niego cieszy mnie prywatnie, bo wyprodukował go mój przyjaciel Piotr Fudakowski" - wyjaśnił reżyser.

Według niego, na Oscara bez wątpienia zasłużył również aktor Philip Seymour Hoffman, który w filmie biograficznym "Capote" zagrał amerykańskiego pisarza Trumana Capote, który wykorzystał wyznania mordercy do napisania książki "Z zimną krwią".

"Zagrał tę rolę wspaniale. Był w tym roku na pewno najlepszy" - ocenił Bromski.

Jego zdaniem, w kategorii najlepsza rola żeńska decyzja nie była taka oczywista, ponieważ wśród nominowanych nie było roli wybitnej. Oscara dostała Reese Witherspoon za rolę June Carter, żony legendarnego muzyka Johnny'ego Casha w filmie "Spacer po linie".

Nie zdziwiło go też, że żadnej statuetki nie dostał faworyzowany "Good Night, and Good Luck" George'a Clooneya. Film miał 6 nominacji, m.in. w kategoriach najlepszy film, reżyser i aktor.

Akcja "Good Night, and Good Luck" oparta jest na faktach i rozgrywa się w latach 50. w USA. Reporter telewizyjny Edward R. Murrow prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie senatora Josepha McCarthy'ego, który kierował komisją zwalczającą komunistów.

"Film jak film. Zwłaszcza na nas, Polakach, nie robi wrażenia, ponieważ sami doświadczyliśmy o wiele większych represji i ostrzejszej cenzury niż Amerykanie w opisywanych w filmie czasach

McCarthyzmu. Oglądamy go z zainteresowaniem, ale bez emocji" - podkreślił Bromski.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jacek Bromski | najlepszy | Oscary | \ Film | Bromski | jacek | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje