Reklama

Gdynia 2001: Kolejne debiuty

W trzecim dniu trwania XXVI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w konkursie zaprezentowano kolejne debiuty. Tym razem widzowie obejrzeli trzy filmy: "Na swoje podobieństwo" Grega Zglińskiego, "Eukaliptus" Marcina Krzyształowicza, "Jutro będzie niebo" Jarosława Marszewskiego. Po pokazach z dziennikarzami spotkali się debiutujący twórcy.

"Na swoje podobieństwo" to opowieść o studencie Akademii Muzycznej, który cierpi na nierozpoznaną chorobę. Pewnego dnia spostrzega, że ktoś go obserwuje. Idąc za tą postacią, chłopak odkrywa tajemnicę swego istnienia.

Reklama

"Eukaliptus" to przewrotna opowieść o poszukiwaniu ideału w świecie pozbawionym wartości, rozgrywająca się na Dzikim Zachodzie 150 lat temu.

"Jutro będzie niebo" to film utrzymany w konwencji kina drogi, historia niecodziennej przyjaźni drobnego przemytnika i dwunastoletniej uciekinierki z domu.

Podobnie jak podczas poprzednich spotkań z młodymi twórcami, dziennikarze pytali debiutantów przede wszystkim o sposoby finansowania ich projektów, a także o dalsze ekranowe życie ich filmów.

"Film Na swoje podobieństwo trwa tylko 50 minut i tym samym jedyna możliwa dystrybucja to pokazy telewizyjne. Mam nadzieję, że telewizja nie tylko pomogła ten film zrealizować, ale zechce także go również dystrybuować" - mówił Greg Zgliński.

"Od początku zakładałem, że Eukaliptus będzie normalnym filmem kinowym. Trwa 72 minuty, a to podobno takie minimum dla fabuł. Nie ma na razie dystrybutora, ale mam nadzieję, że już niedługo ktoś zechce wprowadzić go na ekrany" - wyjaśniał Marcin Krzyształowicz.

"Ja także mam nadzieję, iż ktoś zainteresuje się dystrybucją filmu Jutro będzie niebo i film trafi obraz trafi na ekrany kin" - dodał Jarosław Marszewski.

Autorzy wspominali też o konieczności podporządkowania wielu elementów ich filmów skromnym środkom finansowym.

"Wiadomo, że zrealizowanie debiutu fabularnego nie jest obecnie łatwe. Już na etapie pisania scenariusza konstruowałem historię cały czas pamiętając, by móc zrealizować film za naprawdę małe pieniądze" - wspominał Greg Zgliński.

Dziennikarze za najbardziej kontrowersyjny uznali debiut Marcina Krzyształowicza, wyraźnie odcinający się od dotychczasowej estetyki i tematyki debiutanckich filmów.

Wielowątkowa opowieść zrealizowana w scenerii Dzikiego Zachodu sprzed prawie dwóch wieków, w całości zagrana po angielsku prowokowała wiele pytań.

Marcin Krzyształowicz wyjaśniał, że zaskakująca forma filmu miała wzmocnić realia i uwiarygodnić kontekst opowiadania. Bronił się również przed posądzeniem o zbytnią obsceniczność "Eukaliptusa". Według reżysera między innymi właśnie dlatego aktorzy posługują się językiem angielskim. "Chodziło o wzmocnienie formy. Podobne dialogi w języku polskim brzmiałyby trywialnie i zbyt naturalistycznie" - tłumaczył Marcin Krzyształowicz.

Filmy dwóch pozostałych twórców wpisały się raczej w dominujący nurt tegorocznych debiutów opowiadających o otaczającej nas rzeczywistości.

"W filmie "Jutro będzie niebo" chciałem pokazać kawałek siebie, kawałek rzeczywistości, którą postrzegam w taki a nie inny sposób" - mówił Jarosław Marszewski.

"Pracując nad filmem "Na swoje podobieństwo" przede wszystkim zadałem sobie pytania: co interesuje mnie w kinie, o czym chcę zrobić film? Chciałem, by był to mój manifest estetyczny, ukazanie rzeczy, które interesują mnie w kinie. Zwracam uwagę na formę opowiadania, bohatera, który powinien przemierzyć jakąś drogę, napięcie. Interesuje mnie świat, który jest pomiędzy. Pomiędzy świadomością i nieświadomością, pomiędzy życiem i śmiercią. Chcę, by moje kino było rodzajem rozmowy z widzem" - tłumaczył Greg Zgliński.

Na osobistą potrzebę kontaktu z widzem zwrócił również uwagę Jarosław Marszewski.

Wydaje się, iż widzowie czują to zainteresowanie młodych twórców ich potrzebami. Jak dotąd debiuty zbierają jedne z lepszych ocen wśród wszystkich konkursowych propozycji.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje