Reklama

Filmoterapia: moc kina w służbie psychoterapii

Ekran hipnotyzuje, fotel kinowy przypomina kozetkę, a wspólne oglądanie – zbiorową terapię. Takie skojarzenia mogą się nasuwać, gdy wraz z innymi widzami płaczemy lub się śmiejemy, żyjemy życiem bohaterów, przeżywamy małe katharsis, wychodzimy z kina w nastroju do refleksji czy dyskusji. Film potrafi rozbudzić nasze emocje, tym bardziej, gdy na ekranie widzimy historię analogiczną do tego, co właśnie w życiu przeżywamy. Czy kinematografia ma moc uzdrawiania dusz?

Początki filmoterapii

Żyjemy w czasach, w których z problemami życiowymi zwracamy się nie do starszyzny, przewodników duchowych, a nawet rodziny czy przyjaciół, a do ekspertów, czyli psychoterapeutów. Nasza wiedza na temat funkcjonowania strefy psyche stale się rozwija, zmieniają się również metody pracy z pacjentami. Na gruncie zainteresowania tą tematyką zrodziła się filmoterapia. Nie jest to pojęcie nowe. W 1946 roku na łamach czasopism "Journal of Clinical Psychology" oraz "Sociometry" ukazały się prace opisujące przebieg leczenia filmami żołnierzy cierpiących na depresję (zatytułowane “Auroratone Films for the Treatment of Psychotic Depressions in an Army General Hospital" oraz “Motion Picture Psychotherapy of Psychotic Depressions in an Army General Hospital"). Jak zaznaczają ich autorzy, którzy jednocześnie są pomysłodawcami i wykonawcami eksperymentu, filmy były wykorzystywane wcześniej w różnych placówkach dla rozrywki i szkolenia, jednak dopiero po drugiej wojnie światowej zaczęto wykorzystywać film jako narzędzia w psychoterapii. Najważniejszym celem autorów eksperymentu była obserwacja efektów, jakie wywołały te filmy w zachowaniu pacjentów cierpiących na psychotyczną depresję, wyjaśnienie reakcji na pokazywane obrazy i zbadanie możliwości leczniczych filmów. Rubin i Katz przede wszystkim zwracają uwagę na fakt, że terapia filmem stosowana była jedynie jako dodatek i uzupełnienie do tradycyjnej psychoterapii, a nie jako jej substytut. Tam, gdzie było to konieczne, leczenie zawierało dodatkowo osobiste wywiady i udział w specjalnym programie terapeutycznym. Takie podejście w stosowaniu filmoterapii dominuje do dzisiaj.

Reklama

 Początkowo funkcję terapeutyczną miały pełnić wyłącznie filmy abstrakcyjne, które oddziaływały na odbiorcę poprzez muzykę, kolorystykę, rytm wprawiający w stan rozluźnienia, a nawet hipnozy. Takie filmy były robione specjalnie dla żołnierzy przeżywających traumę po II wojnie światowej. Dziś w filmoterapii ważniejsza od formy jest treść filmu, a więc jego fabuła, historia, którą możemy przypasować do swojego życia.

Seans pod okiem terapeuty

Filmoznawczyni, adiunktka w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego oraz wykładowczyni PWSFTViT w Łodzi dr Małgorzata Kozubek, która zajmuje się między innymi psychologią odbioru filmu, społecznym wpływem kina, kulturą terapeutyczną i filmoterapią właśnie, definiuje to pojęcie w sposób następujący:  - Filmoterapia to przede wszystkim proces dynamicznej interakcji między osobowością pacjenta a specjalnie dobranym dla niego filmem, który, z pomocą terapeuty, staje się psychologiczną przestrzenią umożliwiającą pacjentowi badanie swoich problemów, zwiększenie umiejętności samorozumienia i rozwijanie refleksyjności. Otwiera tym samym szersze pole wyborów zarówno w kwestii zachowań, jak i reakcji emocjonalnych. Filmoterapia może być wykorzystywana jako technika wspomagająca klasyczną psychoterapię i, jak każda terapia sztuką, może pełnić funkcje katartyczne, kompensacyjne i ogólnorozwojowe. Pojęcie refleksyjności - kluczowe w tej definicji, rozumiem w podobnym sensie, w jakim używa go Anthony Giddens. Być refleksyjnym, znaczy zdawać sobie sprawę z parametrów określających egzystencję, dokonywać wyborów, potrafić wyciągać wnioski i udoskonalać swoje strategie postępowania, dokonywać wyborów, porównywać różne modele działania, a także być zdolnym do tkania spójnej narracji o sobie, a więc do konstruowania i rekonstruowania swojej tożsamości.

W filmoterapii nie ma więc miejsca na przypadkowość. Weekendowy wypad z przyjaciółmi na horror lub komedię romantyczną może nam co najwyżej poprawić nastrój, nie sprawi jednak, że uporamy się z żałobą czy problemami w związku.

Filmoterapeuci-hochsztaplerzy

Dr Małgorzata Kozubek z Uniwersytetu Wrocławskiego przestrzega przed pseudopsychologicznymi poradnikami, które szukają prostych recept na życiowe problemu. I tak na problem z odnalezieniem miłości, ma pomóc film "Pretty Woman", gdyż, jak twierdzi autor jednego z takich poradników, Gary Solomon: "Najważniejsza lekcja, jaką uzyskujemy z filmu, jest taka, że miłość może nam się przydarzyć zawsze i wszędzie. Trzeba mieć tylko otwarte oczy i serce. Wielu ludzi poddało się i nie szuka nikogo wyjątkowego. Daj sobie szansę na poznanie kogoś, od kogo w normalnych okolicznościach odwróciłbyś się plecami. Szukaj ludzi życzliwych, łagodnych, uczciwych, godnych zaufania, moralnych itd. To są cechy, które pozwolą zbudować trwały związek". Trudno wyobrazić sobie, żeby seans filmu "Pretty Woman" wraz z takim komentarzem miał komukolwiek pomóc w rozwiązaniu problemu. Nie istnieją uniwersalne dla wszystkich odpowiedzi. W dodatku nie doceniamy siły płynącej z ekranu. Jak zaznacza dr Małgorzata Kozubek z Uniwersytetu Wrocławskiego, sama w trakcie zbierania materiałów do badań, zetknęła się z historią chłopaka, który na skutek uzależnienia od narkotyków i inspiracji filmem "Blow" skończył w więzieniu. Samodzielny dobór terapeutycznych filmów jest więc niewskazany.  

Terapeutyczny repertuar

Niezwykle istotne w filmoterapii jest więc wybranie takich tytułów, które będą korespondowały z historią widza-pacjenta, ale także odpowiadały jego kompetencjom filmowym. Dr Małgorzata Kozubek przekonuje, że dużo  częściej sprawdza się tutaj kino  gatunkowe niż artystyczne. To drugie obfituje w znaczenia i interpretacje, przez co sens może być dla mniej obytych widzów niezrozumiały lub rozmyty.

- Trudno zgodzić się z założeniem, że zakończenie w filmach powinno być zawsze definitywne i klarowne, ale w przypadku filmoterapii obszarem, który jest zasadniczo najczęściej i najchętniej eksploatowanym, jest właśnie hollywoodzkie kino gatunków, które powiela najbardziej sprawdzone i popularne schematy fabularne. Odbija ono również powszechne wierzenia odbiorców oraz zwykle ma jedno, z reguły szczęśliwe zakończenie, pełniące funkcję pocieszycielską. Aby bowiem można było doznać pociechy, światu powinien zostać przywrócony właściwy ład. W tym sensie kino gatunków spełnia funkcję socjologiczną, polegającą na uzasadnieniu i podtrzymywaniu pewnego porządku społecznego - komentuje dr Małgorzata Kozubek.

 - Podejmując zagadnienie częstego stosowania kina gatunkowego w filmoterapii, warto przywołać  rozważania filmoznawcze dotyczące tego rodzaju kina, które nawiązują do koncepcji mitów Lévi-Straussa. Lévi-Strauss traktował mity podobnie jak Freud sny, a więc nie jako świadomie formułowane komunikaty pochodzące od określonego autora, lecz jako przekazy treści nieświadomych, których zbiorowym "autorem" jest cała społeczność. Każdy film ma swojego autora lub kilku autorów, wszystkie jego elementy są sygnowane czyimś konkretnym udziałem. Tymczasem gatunek nie ma swojego bezpośredniego sprawcy, personalnego autora. Twórcy realizujący film danego gatunku są, oczywiście, autorami tego filmu, lecz w odniesieniu do gatunku spełniają taką rolę, jak nosiciele tradycji wobec mitu. Jedni i drudzy tylko przekazują. Możemy więc zgodzić się na to, by uznać gatunki za struktury, za pomocą których mówi zbiorowa nieświadomość, a my, widzowie poszczególnych filmów, zdolni jesteśmy dotrzeć do ich ukrytego przekazu, kierując naszą uwagę ku kategoriom rozleglejszym niż pojedynczy film. Oczywiście, terapeuta bądź filmoterapeuta musi dokonać konkretnych wyborów. Uzależnione one będą od osobowości, biografii i kompetencji widza. Warto zwrócić uwagę na ogromną popularność w filmoterapii tytułów, które nie posiadają w zasadzie żadnych walorów artystycznych, ale opowiadają konkretną historię, dając jednocześnie wskazówki, jak można sobie poradzić znajdując się w podobnej sytuacji do tej, o której opowiadają.  Najczęściej chodzi o zmaganie się z konkretną chorobą ("Olej Lorenza" [1992]), problemem alkoholowym ("Kiedy mężczyzna kocha kobietę" [1994]), przemocą ("Sypiając z wrogiem" [1991]), rozwodem ("Sprawa Kramerów" [1979]) etc. Terapeuci wybierają tego rodzaju filmy, by ułatwić pacjentom spojrzenie na ich problem niejako z zewnątrz - wyjaśnia badaczka z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Podstawowym więc kryterium doboru filmów powinna być łatwość utożsamienia się widza z jednym z bohaterów, z jego przeżyciami i historią. Forma filmu nie powinna w tym przeszkadzać.

Terapia po seansie

Terapia nie kończy się na obejrzeniu filmu. Najważniejsze jest nie to, co wydarzyło się na ekranie, ale myśli zrodzone w głowie pacjenta. Film staje się jedynie przyczynkiem do rozmowy o własnej historii. Taka metoda pozwala nam spojrzeć na nasze życie z zewnątrz, a ramy czasowe ograniczające film, sprawiają, że łatwiej nam szukać odpowiedzi na pytania, które pojawiają się w życiu bohatera, niż w nieskończonym wirze naszego własnego życia. Zaczynamy dopuszczać do siebie i rozważać różne scenariusze, wymyślać zakończenia. Zdecydowanie łatwiej bawić się losem fikcyjnego bohatera i zmyśloną historią niż własnym życiem. Poznając różne scenariusze analogiczne do naszej sytuacji, odzyskujemy wpływ na swoje życie i sami decydujemy o tym, jak potoczy się historia. Dzięki temu sami możemy wyciągnąć wnioski i dokonać wyborów. Film nie ma podpowiadać gotowych rozwiązać, a jedynie inspirować. Dla pacjenta ważne jest po prostu poczucie, że nie jest osamotniony w przeżywaniu bolesnych doświadczeń, że problem został już nazwany, zdefiniowany i przezwyciężony przez wielu innych przed nim.

 

Artykuł powstał we współpracy z Uniwersytetem Wrocławskim.

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje