"Arek. Mama. Panorama": dokumentalny portret kontestującego twórcy? Nie tylko
Bohatera filmu "Arek. Mama. Panorama" poznajemy, gdy wyszukuje jakieś przydatne elementy na ogromnym złomowisku. Chwilę później wraca do domu ze znalezionym na śmietniku obrazem Matki Boskiej, a zagadnięty przez mijaną kobietę zaczyna opowiadać o artystycznym recyklingu i przemalowywaniu starych obrazów. W jednej z dalszych scen z takim "religijnym" dziełem z domalowaną tęczą bierze udział w ulicznym proteście przeciw homofobii.
Ten kalejdoskop scen to próba szybkiego przedstawienia bohatera i jego szerokiego spektrum funkcjonowania - od sztuki, przez społeczny aktywizm, po freeganizm. Film Mikołaja Janika nie jest jednak (na szczęście) dokumentalnym portretem kontestującego twórcy. Reżyser towarzyszy mu w procesie poszukiwań legendarnej Panoramy Tatr - monumentalnego XIX-wiecznego dzieła Ludwiga Bollera i Stanisława Janowskiego, które uważane jest za bezpowrotnie zaginione.
Wystawiana jesienią 1896 roku w specjalnie wybudowanej rotundzie na warszawskich Dynasach Panorama Tatr mierzyła 115 metrów długości i 16 metrów wysokości. Do dziś pozostaje największym dziełem malarskim, jakie powstało w Polsce. Niestety inwestycja sfinansowana przez krakowskiego prawnika Henryka Lgockiego nie przyniosła spodziewanych zysków i po dwóch latach została zdemontowana i sprzedana.
W tej niezwykle pogmatwanej historii reżyser potrafił znaleźć balans i humor
Podróż śladami obrazu sprzed 130 lat i próba odtworzenia jego dalszych losów brzmią jak przepis na intrygujący dokument historyczny, jednak Janik z Arkiem Pasożytem zamieniają go w opowieść o codziennym życiu artystów - zarówno tych z przeszłości, jak i współczesnych. Z jednej strony zmuszanych do odnajdywania się w rynkowych realiach, z drugiej poszukujących nieskrępowanej wolności. Odczuwających presję oczekiwań i sukcesu, nadmierną troskę otoczenia, a zarazem niezrozumienie i lekceważenie.
Arek Pasożyt to typ nadwrażliwca, który te wszystkie elementy próbuje przekuć w sztukę. Jednocześnie zaś szamoce się w kokonie osobistych relacji z nadopiekuńczą matką i schorowanym ojcem, a do tego próbuje robić doktorat i ułożyć własne życie.
Podążający przez pięć lat za bohaterem reżyser Mikołaj Janik w jego niezwykle pogmatwanej historii potrafił znaleźć balans i humor, które sprawiają, że choć wielu widzów uzna Arka Pasożyta za totalnego dziwaka, to jednak poczuje sympatię zarówno wobec niego, jak i jego najbliższych.
Reżyser unika zarówno pomnikowego portretu outsidera, jak i ironicznego dystansu. Kamerę prowadzi blisko bohatera, cierpliwie obserwując jego codzienne zmagania, dzięki czemu nawet najbardziej ekscentryczne zachowania Arka nie zamieniają się w kuriozum, lecz pozostają częścią wielowymiarowego portretu.
Bez systemowych rozwiązań twórcy są skazani na ekstremalne strategie przetrwania
Postać Pasożyta idealnie wpisuje się w gorącą ostatnimi czasy dyskusję wokół ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów zawodowych. Dominująca w publicznej debacie narracja tych, którzy próbują przedstawić artystów jako "nierobów" i "pasożytów" żerujących na podatkach obywateli, już 16 lat temu stała się paliwem dla Arka, który świadomie przyjął tę pogardliwą łatkę, by pokazać, że bez systemowych rozwiązań (takich jak dopłaty do składek ZUS dla najmniej zarabiających artystów) twórcy są skazani na prekariat i ekstremalne strategie przetrwania (mieszkanie w galeriach, głodówki protestacyjne czy radykalna odmowa pracy).
Film "Arek, Mama, Panorama" nie próbuje odpowiadać na pytanie, czy artyści i sztuka współczesna są nam w ogóle potrzebni. Przypomina jednak, że świat bez nich byłby z pewnością mniej barwny, a ich codzienne zmagania zasługują na więcej uwagi niż zwykle poświęca się w debacie publicznej.
6,5/10
"Arek, Mama, Panorama", reż. Mikołaj Janik, Polska 2026, dystrybucja: So Films. Film pokazywany w Konkursie Pełnometrażowych Debiutów Fabularnych 45. festiwalu "Młodzi i Film" w Koszalinie (sprawdź listę).












