Znany aktor nie do poznania. Przytył do tej roli 28 kilogramów

Robert De Niro w filmie "Wściekły byk" /Mary Evans/All Film Archive/United Artists/East News /East News

13 listopada 2025 roku minęło 45 lat od premiery "Wściekłego byka" Martina Scorsese. Film zapisał się w historii kina dzięki niesamowitej roli Roberta De Niro, który przeszedł przerażającą metamorfozę, by zagrać upadłego boksera Jake’a LaMottę. Aktor zapłacił za to problemami ze zdrowiem. Dla reżysera było to z kolei filmowe "być albo nie być". "Wściekły byk" przyszedł do niego w najgorszym momencie. Recepcja filmu miała zadecydować, czy twórca "Taksówkarza" nie porzuci dziesiątej muzy.

"Wściekły byk" to historia Jake’a LaMotty (Robert De Niro), bokserskiego mistrza świata wagi średniej w latach 1949-1951. Obdarzony niezwykłą siłą i wyjątkową wytrzymałością mężczyzna szybko rozwijał swoją sportową karierę. Jego agresywny charakter, porywczość i słabość do używek sprawiły jednak, że cierpi jego relacja z młodszym bratem Joeyem (Joe Pesci). Ofiarą jego ataków szału coraz częściej padała jego żona Vickie (Cathy Moriarty). Lata po największych sukcesach i zakończeniu kariery sportowej LaMotta występował na scenie jako komik. Osamotniony, wspominał wtedy czasy, gdy był wielki.

Reklama

Martin Scorsese był na dnie, gdy Robert De Niro namówił go na "Wściekłego byka"

Robert De Niro natrafił na autobiografię LaMotty pod tytułem "Wściekły byk" w czasie pracy nad "Ojcem Chrzestnym II", który okazał się przełomem w jego karierze i przyniósł mu pierwszego Oscara. Chociaż aktor uważał, że lektura jest toporna, zafascynowała go postać upadłego boksera. Postanowił przenieść jego historię na ekrany, a za kamerą widział Martina Scorsese, z którym zrealizował wcześniej "Ulice nędzy".

Scorsese był sceptyczny. Nie lubił sportu, a w szczególności boksu. Miał wielokrotnie stwierdzić, że pomysł na ‘postawienie dwóch gości na ringu i pozwolenie, by się okładali’ przekraczał granicę jego tolerancji. Pasjonowała go za to muzyka. Zignorował namowy De Niro i zamiast tego zrealizował musical "New York, New York". Główne role zaoferował zdobywcy Oscara za "Ojca chrzestnego II" oraz Lizie Minnelli, z którą wcześniej wystawił broadwayowski musical "The Act". Kosztujący dziewięć milionów dolarów film miał być hitem kinowym. Okazał się jednak zawodem. Zarobił zaledwie 16,4 miliona dolarów. Recenzje także nie były najlepsze.

Słaba recepcja filmu sprawiła, że pogorszyła się depresja Scorsese, a także jego kokainowy nałóg. Żył na krawędzi, a jego organizm zaczął się w końcu buntować. Po przedawkowaniu reżyser trafił do szpitala, w którym zastanawiał się, czy kiedykolwiek poczuje jeszcze potrzebę zrobienia kolejnego filmu. De Niro odwiedził go, gdy ten był w najgorszym możliwym miejscu. Aktor znów zaczął go namawiać na nakręcenie adaptacji wspomnień LaMotty. To nie miał być kolejny film o boksie. Chciał opowiedzieć historię okropnego faceta, który miał wszystko, ale przez swoje słabości to stracił. Mimo swej niechęci do sportu Scorsese zaczął postrzegać "Wściekłego byka" jako bardzo osobistą historię. Był pewny, że będzie to jego nowy film.

"Wściekły byk". Martin Scorsese nie chciał kręcić kolejnego "Rocky'ego"

Gdy tylko Scorsese wyszedł ze szpitala, zaraz zabrał się do pracy. Nagrał De Niro na ringu na taśmie 8 mm, a potem omówił materiał z operatorem Michaelem Chapmanem i reżyserem Michaelem Powellem, swoim mentorem. Ten zwrócił uwagę, że kolor rękawic bokserskich często jest krwistoczerwony lub czarny. To spowodowało, że Scorsese zaczął się poważnie zastanawiać nad nakręceniem filmu w czerni i bieli. Decydująca okazała się chęć odcięcia się od innych popularnych wówczas produkcji o boksie, między innymi dwóch części "Rocky’ego". Co zabawne, "Wściekłego byka" wyprodukowali Irwin Winkler i Robert Chartoff, którzy odpowiadali także za hit z Sylvestrem Stallone’em.

O napisanie scenariusza na podstawie książki LaMotty poproszono Mardika Martina, który współpracował wcześniej ze Scorsese i De Niro przy okazji "Ulic nędzy" i "New York, New York". Pierwszy draft ich nie zachwycił. O pomoc poproszono Paula Schradera, scenarzystę "Taksówkarza", któremu polecono przepisanie tekstu. Dodał on kilka kluczowych scen, a także postać Joeya, młodszego brata boksera. Pojawiły się jednak kolejne problemy. Schrader nie odwracał się od największych przewinień LaMotty. Wytwórnia United Artists obawiała się, film dostanie kategorię wiekową X (wstęp tylko dla pełnoletniego widza), co zabije jego potencjał frekwencyjny. Scorsese i De Niro udali się na dwa i pół tygodnia na wyspę Sint Maarten, gdzie oszlifowali całość. Wrócili z zaakceptowanym przez nich i gotowym do realizacji scenariuszem.

"Wściekły byk". Robert De Niro przybrał 28 kilogramów do roli w filmie

Okres zdjęciowy rozpoczął się w kwietniu 1979 roku. Szczególnie wymagające okazały się sceny pojedynków bokserskich, które Scorsese chciał ukazać w zupełnie nowy sposób. Skupiał się na detalach, przede wszystkim krwi – jej śladach na rękawicach, linach i gąbkach do przemywania twarzy. Jednocześnie zaprosił kamerę na ring, często stawiając ją naprzeciw LaMotty.

W realizacji przewidziano także czteromiesięczną przerwę w zdjęciach, podczas której członkowie ekipy i obsady byli opłacani. Wszystko po to, by dać De Niro czas na przybranie wagi. W finale LaMotta jest otyły i nie przypomina dawnego siebie. Aktor udał się w podróż po Francji i Włoszech, gdzie jadł, jakby jutra miało nie być. Stany Zjednoczone opuścił, ważąc 66 kilogramów. Gdy wrócił po czterech miesiącach, okazało się, że przybrał na wadze 28 kilogramów. 

Scorsese był przerażony. Bojąc się o zdrowie aktora, rozważał przerwanie realizacji. Winkler zaproponował użycie charakteryzacji. De Niro odmówił. Nie oznacza to jednak, że proces był dla niego przyjemny. "Musiałem jeść trzy pełne posiłki rano, co było trudne, a potem je strawić, by mieć miejsce na obiad i kolację" – wspominał w podcaście "Off Menu". "Było zabawnie przez pierwsze cztery, pięć, sześć dodatkowych kilogramów. Potem zaczęła się harówka". Szybkie przybranie wagi odbiło się na zdrowiu De Niro. Pod koniec zdjęć Scorsese słyszał jego ciężki oddech. Realizację zakończono w ekspresowym tempie, by aktor mógł zaraz zacząć wracać do formy.

Scorsese oraz jego montażysta Thelma Schoonmaker (prywatnie żona Powella) montowali film przez kilka miesięcy. Pierwszą wersję pokazano małej grupie osób w lipcu 1980 roku. Znaleźli się w niej szefowie United Artists, Steven Bach i Andy Albeck. Ten drugi pogratulował Scorsese i nazwał go prawdziwym artystą. Niedługo później United Artists chciało wycofać się z dystrybucji "Wściekłego byka". Żadne inne studio nie było wyraziło zainteresowania przejęciem tytułu. Światowa premiera nastąpiła bez większej kampanii reklamowej.

"Wściekły byk". Jeden z najlepszych filmów o sporcie w historii

Scorsese od początku zaznaczał, że może to być ostatnia produkcja w jego karierze. "Zrobiłem ten film, jakbym właśnie umierał. Koniec. Film pożegnalny. Nie obchodziło mnie, czy jeszcze coś nakręcę. W pewnym sensie to mnie wykończyło. Czułem, że znów zaczynam, że uczę się od nowa. Było tak każdego dnia. To może być mój ostatni film, więc dam z siebie wszystko" – wspominał. Gdy okazało się, że "Wściekły byk" nie był hitem, reżyser nie ukrywał rozczarowania. Wtem pojawiły się recenzje. Krytycy byli zachwyceni realizacją i przejmującą rolą De Niro.

Pod ogromnym wrażeniem był także sam LaMotta. Bokser był zaangażowany w produkcję – pod jego okiem trenował wcielający się w niego aktor. Po seansie sportowiec załamał się, ponieważ zdał sobie sprawę, jak złą jest osobą. Zwrócił się do swojej byłej żony, czy życie z nim było naprawdę tak okropne. "Nie, było jeszcze gorzej" – usłyszał w odpowiedzi.

"Wściekły byk" otrzymał osiem nominacji do Oscara. Wyróżniono rolę pierwszoplanową De Niro oraz montaż Schoonmaker. W kategoriach produkcji roku i reżyserii zwyciężyli "Zwyczajni ludzie" Roberta Redforda. Po latach wielu uważa, że Akademia popełniła błąd. "Wściekły byk" uchodzi dziś za jeden z najlepszych filmów sportowych w historii. Wspaniałe przyjęcie sprawiło, że Scorsese nie porzucił reżyserii. Na wygraną podczas rozdania Oscarów musiał czekać jeszcze ponad 25 lat. Nie było to jednak ważne — dzięki "Wściekłemu bykowi" potwierdził, że ma swoje miejsce w grupie współczesnych mistrzów.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wściekły byk | Martin Scorsese | Robert de Niro
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL