Film przedstawia rozmowę ojca i syna. 55-letni Adam Miauczyński (Marek Kondrat) nie pije od kilku lat. Jego syn, Sylwek (Michał Koterski), miał problem z narkotykami. Wypomina Adamowi wszystkie chwile, gdy widział go w stanie nietrzeźwości. Czasem się go wstydził, innym razem bał. Adam stara się wskazać też dobre momenty. Jednak Sylwek pamięta tylko jego pijaństwo. Starszy bohater zaczyna wspominać swojego ojca, który też miał problemy z alkoholem. Adam przyrzekał sobie, że nie pójdzie w jego ślady. Rozmowa staje się rachunkiem sumienia obu mężczyzn, a zarazem początkiem próby odnowienia ich relacji.
"Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Marek Koterski o powodach powstania filmu
Jak wspominał Koterski, impulsem do pisania scenariusza filmu "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" był odnaleziony przez niego tekst szesnastowiecznego brazylijskiego anonima: "We śnie szedłem brzegiem morza z Panem, oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia. Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady - mój i Pana. Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty w najcięższych dniach mego życia. I rzekłem: 'Panie, przyrzekłeś być zawsze ze mną: czemu zatem zostawiłeś mnie samego, wtedy, gdy było mi tak ciężko?'. Odrzekł Pan: 'Wiesz synu, że cię kocham i nigdy cię nie opuściłem. W te dni, gdy widziałeś tylko jeden ślad, ja niosłem ciebie na moich ramionach'".
"Pierwszym powodem powstania filmu i jego głównym motywem osiowym są bolesne wspomnienia Sylwka, syna, o piciu jego ojca, Adama" - dodawał Koterski. "Naprzemianlegle do tego zaczyna się w Adamie odwijać taśma własnych wspomnień, tworzących - wraz z opowiadaniem syna - listę największych strat i ran, zadanych przez picie - sobie i bliskim. Listę będącą drugim powodem powstania filmu. Ze wspomnień Adama wynika jeszcze coś, co jest trzecim powodem i motywem filmu: czarna sztafeta pokoleń. Ojciec Adama też pił i Adam też się go bał, i wstydził, i - już jako chłopczyk - poprzysiągł sobie, że nie przysporzy nigdy takiego strachu i wstydu swojemu synowi" - brzmiała reżyserska eksplikacja. "Uprzedzę bieg zdarzeń i powiem coś, w co wierzę, a co jest […] dla mnie najdonioślejszym powodem powstania tego filmu: można. Można się wyrwać z obsesji picia. Można odzyskać utraconą kontrolę nad życiem. Można odzyskać miłość syna".
"Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Marek Kondrat miał dość Adasia Miaczyńskiego
Kondrat wcielił się w Miauczyńskiego trzeci raz - po "Domu wariatów" i "Dniu świra". "Adasia miałem dosyć już po jego narodzinach" - wyznał aktor w rozmowie z portalem "Esensja" z marca 2006 roku. "Dla mnie to nie jest postać filmowa, to nie jest zwykłe zmaganie się z bohaterem, który przychodzi do mnie z kolejnym scenariuszem Marka. To jest taki leśmianowski garb, który Koterski we mnie odkrył".
Aktor zwrócił także uwagę na metafizyczny wymiar dzieła Koterskiego. "Po tym filmie wiara w Boga jest dla mnie wiarą w miłość. To jest rodzaj odkupienia, doznanie wielkie i właściwie podstawowe, jakiego doświadczam poprzez ten film. […] Dla mnie to nie jest film o alkoholu, ani o przeżyciach człowieka pijącego. Dla mnie to jest zdarzenie metafizyczne o głębokim, duchowym przekazie" - stwierdził.

"Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Ciężar Adasia Miauczyńskiego
Z kolei w 33-letniego Miauczyńskiego w scenach retrospekcji wcielił się Andrzej Chyra. "Widziałem wszystkie filmy Marka Koterskiego, widziałem wszystkich Adasiów i czułem na sobie pewien ciężar. Ich formy. Myślę, że w jakiś sposób tej formie uległem. Na pewno nie chciałem naśladować, choć Czarek Pazura i Marek Kondrat w swoich Adasiach Miauczyńskich byli świetni. To, co pisze Marek, tak determinuje, że siłą rzeczy trafiasz w jakieś koleiny. I tak jak poprzedni Adasie byli zdeterminowani przez scenariusze Marka, tak też było i tym razem" - wspominał w rozmowie z "Esensją".
"Uważam, że filmy Marka Koterskiego w jakimś sensie pomagają ludziom, bo odsłaniają bardzo wstydliwe rzeczy w nich. Mówią o tym wprost - bez kokieterii, ale też bez jakiejś chęci obrzydzenia. Dzięki Markowi możemy obserwować studium choroby jakby pod mikroskopem" - dodał podczas premiery filmu.
Chyra nie ukrywał także, że granie postaci pod wpływem alkoholu nie należy do najprostszych. "Zadanie to jest atrakcyjne tylko pozornie. W rzeczywistości jest niezwykle karkołomne i bardzo wielu się na nim wysypywało" - mówił w rozmowie z "Esensją". "Jak się przyjrzeć kolejnym scenom, widać, że film rozpina się od skrajnego realizmu, przez groteskę, aż do slapsticku. To bardzo trudne i ryzykowne".
"Wszyscy jesteśmy Chrystusami". "Ten film jest dla mnie misją"
Michał Koterski wcielił się w Sylwka po raz trzeci. Wcześniej pojawił się w "Ajlawiu" i pamiętnej sekwencji w "Dniu świra". "Pomyślałem sobie, że jak wystąpię z Pazurą, to będę taki cool i wszystkie laski będą zwracać na mnie uwagę. Wystąpiłem w Ajlawiu tylko po to, aby zaistnieć wśród rówieśników i zdobyć ich akceptacje" - tak wspominał swój debiut w rozmowie z Grażyną Jancik dla portalu "Eurostudent". Na planie "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" pojawił się z innego powodu. "Tego filmu nie robiłem po to, by zaistnieć przy kolegach czy przeżyć przygodę. Ten film jest dla mnie czymś więcej - jest misją. Każdy z nas przeżywa takie rzeczy i ja się tego nie wstydzę. Nikt nie ma kolorowego życia. Ja się cieszę, że się na to odważyłem i że pomógł mi w tym mój ojciec".
Aktor przyznał także, że czuł się bardzo dobrze na planie produkcji. "Tak komfortowych warunków, jakie miałem przy tym filmie, pracując z moim ojcem, nie będę miał już nigdy. On czuł moje wahania nastroju, kiedy byłem zestresowany - zawsze był blisko, pomagał i wspierał mnie". Michał Koterski nie ukrywał, że bardzo pomagała mu także obecność Marka Kondrata. "Dobrzy, doświadczeni aktorzy są w stanie bardzo pomóc. Dużo zawdzięczam Markowi Kondratowi: bardzo pomagał mi przy tym ostatnim filmie. Kiedy przychodziłem w kiepskim nastroju, Marek potrafił mnie rozbawić i wziąć trochę technicznych rzeczy na siebie, żebym nie musiał się tym zajmować".
"Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Nagrody dla filmu
"Wszyscy jesteśmy Chrystusami" znalazł się w Konkursie Głównym 31. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jury pod przewodnictwem Feliksa Falka przyznało Koterskiemu nagrodę za reżyserię. Film otrzymał w 2007 roku dziewięć nominacji do Orłów, Polskich Nagród Filmowych. Zwyciężył w dwóch kategoriach: najlepszy scenariusz (Marek Koterski) i najlepszy montaż (Ewa Smal).










