"Świątynia kości": wizualnie wysmakowana opowieść
Środkowa część sagi o wirusie wścieklizny (czyli zombie), którą w 2002 roku w oryginalnym stylu nakręcił duet Garland/Boyle nie jest tylko łącznikiem, wprowadzającym nas do zapowiadanego na przyszły rok finału, ale jest odrębną i wizualnie wysmakowaną opowieścią. Krwawą, ale też poruszającą i momentami... zabawną. Cóż, tradycja brytyjskiego humoru zobowiązuje. Dobrze się stało, że Boyle tym razem odpoczął od reżyserowania. Nie dlatego, że poprzednim filmom czegokolwiek brakowało. Wręcz przeciwnie. Oba to szczytowe osiągnięcie w gatunku, jakim jest kino o zombie. "Świątynia kości" jest po prostu filmem idealnie skrojonym pod stylistykę reżyserki "Candymana" i "Little Woods".
"Świątynia kości": poszukiwanie człowieczeństwa
Zeszłoroczny "28 dni później" kończy się porwaniem Spike'a (Alfie Williams) przez grupę Sir Lorda Jimmy'ego Crystala (Jack O'Connell), który jest mieszanką Sir Jimmy'ego Savile'a z Alexem z "Mechanicznej pomarańczy" Stanleya Kubricka. Jimmy jest nie tylko brutalnym sadystą, ale też satanistą, budującym swój własny kult. Jego drogi przecinają się z poznanym również w poprzednim filmie doktorem Ianem Kelsonem (Ralph Fiennes), który wybudował świątynię kości, mającą symbolizować upadły świat.
Kelson przez lata próbował zrozumieć wirusa i może nawet znaleźć na niego antidotum. Dlatego fascynuje go jeden, bardzo specyficzny zakażony (Chi Lewis-Parry), który wydaje się mieć w sobie pierwiastek ludzkiej inteligencji. Wirus się zmutował? A może to tylko podrasowany instynkt? Zakażonego nazywa Samsonem i postanawia go uratować. W imię miłosierdzia czy w imię nauki? Drogi miłosiernego lekarza wskrzeszającego umarlaka i żądnego krwi satanisty się przecinają. Wtedy Nia DaCosta daje nam spektakl, którego nie powstydziliby się najwięksi wizjonerzy kina grozy.
Nie ma w tym filmie Świętej Wyspy, która w poprzedniej odsłonie stanowiła azyl dla ludzi. Nie poznajemy też większej części świata, co Boyle z Garlandem zostawili sobie pewnie na finał. Garland (autor scenariusza) i reżyserka skupiają się na dwóch mikrokosmosach ukrytych na niegdyś sielskiej angielskiej prowincji. Złym i dobrym. Paradoksalnie ten dobry jest otoczony czaszkami. Zła dokonują natomiast młodociani pretorianie Jimmy'ego.
Kelson szuka człowieczeństwa w zakażonym Samsonie, ale też chce mu dać siłę (odniesienia do biblijnej przypowieści są wyraźne) walki z ocalenie siebie. A może też ludzkości? Potworne zło czynione przez Jimmy'ego widzimy oczami nieletniego Spike'a, którego jedyną przyjaciółką w grupie jest Ink (Erin Kellyman). Jaką drogę wybiorą Spike i Ink? Jest to też opowieść o wolnej woli, która definiuje przecież człowieczeństwo.
"Świątynia kości": najbardziej poruszająca rola Ralpha Finnesa
Zakażeni są tym razem na trzecim planie, co nie jest niczym nowym w kinie o zombie, którego wszystkie elementy zostały wyeksploatowane przez serial "The Walking Dead". Dywagując o istocie zła, Garland dodaje jednak coś nowego do gatunku. Nie są to pytania specjalnie filozoficzne i metafizyczne, ale interesująco poruszają takie kwestie, jak miejsce religii w świecie postapokaliptycznym czy miłosierdzie nawet dla "potwora". Spokojnie. Garland nie ma ambicji moralizowania.
Sporo jest w tym wszystkim brytyjskiej ironii, który spodoba się fanom bluźnierstw Monty Pythonów w "Żywocie Bryana". Wsłuchajcie się w ostatni krzyk filmowego łotra. Nic jednak nie przebija wspaniałego diabolicznego tańca doktora Kelsona w rytm "The Number of The Beast" granego z płyty vinylowej Iron Maiden. Jest on rozbrajająco zabawny, ale też zdumiewający w kontekście kariery Fiennesa, który stworzył przecież cały wachlarz wybitnych kreacji aktorskich. Kto by się spodziewał, że jedną z najbardziej poruszających będzie rola w filmie o zombie. Bardzo czekam na finał, którego klimat jest zapowiedziany w ostatniej scenie. Będzie powrót do korzeni serii, co zapowiada nam cameo ważnego bohatera.
8,5/10
"28 lat później: Świątynia kości" ("28 Years Later: The Bone Temple"), reż. Nia DaCosta, Wielka Brytania/USA 2025, dystrybucja: UIP, premiera: 16 stycznia 2026.










