"Werdykt": alternatywna historia finału prawdziwej zbrodni
Sześciokrotnie nominowany do Oscara Jim Sheridan to jeden z najbardziej wszechstronnych współczesnych reżyserów. Ma na koncie trzy znakomite filmy z wybitnymi rolami Daniela Day Lewisa ("Moja lewa stopa", "W imię ojca" i "Bokser"), ale też jeden z najciekawszych filmów o syndromie stresu pourazowego u weteranów wojennych ("Bracia") oraz dziwaczną quasi autobiografię słynnego rapera "Get Rich or Die Tryin': Historia 50 Centa". Teraz irlandzki filmowiec nakręcił film, który powinien być traktowany jako remake jednego z największych klasyków amerykańskiego kina, a jednocześnie jest to alternatywna historia finału zbrodni, która wydarzyła się naprawdę.
Francuska producentka filmowa Sophie Toscan du Plantier została znaleziona martwa 23 grudnia 1996 roku w miejscowości Schull w hrabstwie Cork w Irlandii. Podejrzanym szybko został dziennikarz Ian Bailey, który pojawił się na miejscu zbrodni. Jednak prokuratorzy w Irlandii nie postawili mu nigdy oficjalnie zarzutów, choć dwukrotnie był zatrzymany. W 2019 roku został zaocznie skazany na 25 lat więzienia przez sąd we Francji, ale Irlandia nigdy nie zgodziła się na jego ekstradycję. Sprawa była głośna i podzieliła opinię publiczną w Irlandii. Jedni uważali Baileya za winnego zbrodni, zaś inni uznali, że dziennikarz padł ofiarą nagonki. O morderstwie nakręcono dwa seriale dokumentalne (jeden dla Netfliksa). Bailey zmarł na początku stycznia 2024 roku.
Twórcy wykorzystują motyw z "Dwunastu gniewnych ludzi"
Sheridan razem z Davidem Merrimanem (obaj film napisali i wyreżyserowali) postanowili opowiedzieć alternatywną historię Baileya. Co by się stało, gdyby stanął on jednak przed irlandzkim wymiarem sprawiedliwości i został osądzony przez ławę przysięgłych?
Twórcy wykorzystują do tego motyw z "Dwunastu gniewnych ludzi" (1957) Sidneya Lumeta. Oparty na sztuce teatralnej Reginalda Rose'a z 1954 roku koncept był kilka razy wykorzystywany w kinie. William Friedkin nakręcił swoją wersję w 1997 roku, gdzie role Henry'ego Fondy i Eda Begleya zagrali Jack Lemmon i George C. Scott. Swoje ekranizacje zrobili Hindusi i Chińczycy. Rosyjską wersję reżyserował sam Nikita Michałkow.
"Werdykt" jest niemal 1:1 skonstruowany według schematu filmów Lumeta i Friedkina. Główna różnica polega na tym, że ławnika numer 8 gra tym razem kobieta (Vicki Krieps). Gdy cała ława przysięgłych uznaje Baileya (Colm Meaney) winnym, ona głosuje za uniewinnieniem. Dzięki temu ławnicy zaczynają od nowa analizować dowody i przechodzić powoli na jej stronę. Jej głównym antagonistą jest ławnik numer 10 (John Connors), z którym do samego końca będzie walczyć o los oskarżonego.
Każdy, kto widział wersję Lumeta i Friedkina, wie, jaki jest finał tej historii. Inaczej są rozłożone akcenty w nakreśleniu psychologii postaci. Dodano ujęcia spoza sali obrad oraz oczywiście uwspółcześniono akcję. W "Werdykcie" mamy różnorodność płciową i rasową, czego w filmie Lumeta nie ma.
Sam Jim Sheridan gra ławnika numer 1, co jest autoironiczne. Reżyser spektaklu filmowego wciela się w przewodniczącego ławy przysięgłych, który dba o poprawne i zgodne z prawem obrady. Sheridan wywiązuje się podwójnie dobrze ze swojej roli. Grany przez niego ławnik numer 1 jest spokojnym, sprawiedliwym i wyważonym człowiekiem. Natomiast jako reżyser Sheridan w spokojny i fachowy sposób przeprowadza nas przez znany kinomanom proces.
"Werdykt" jest dobrze zagrany (szczególnie przez Connorsa), zaskakuje połączeniem dokumentalnych ujęć z remakiem klasyki i w ciągu zaledwie 89 minut dostarcza wszystkiego, czego można oczekiwać od sądowych dramatów.
7/10
"Werdykt" (Re-creation) reż. Jim Sheridan i David Merriman, Irlandia, Luksemburg 2026, dystrybucja: Best Film, premiera kinowa: 22 maja 2026 roku.













