W 1983 roku wytwórnia Paramount szykowała się do realizacji komedii sensacyjnej "Gliniarz z Beverly Hills". Pomysł był oparty na scenariuszu Dona Simpsona. Po przepisaniu tekstu przez Daniela Petrie'ego Jr. główny bohater stał się cwaniaczkiem, który z kłopotów wychodził najczęściej dzięki sprytowi i urokowi osobistemu, a nie za sprawą siły mięśni lub ognia. Simpson i producent Jerry Bruckheimer widzieli jako tytułowego gliniarza Eddie'ego Murphy'ego, gwiazdę programu komediowego "Saturday Night Live" i filmu "48 godzin". Wytwórnia miała jednak swój typ - Sylvestra Stallone'a. Ten przyjął propozycję, ale zaznaczył, że musi przepisać scenariusz.
Marion Cobretti narodził się za sprawą "Gliniarza z Beverly Hills"
Aktor zaczął od usunięcia dodanego przez Patrie'ego Jr. humoru. Następnie zaczął dopisywać kolejne sceny akcji. Wystrzałom, wybuchom i trupom nie było końca. Stallone porównywał swoją wersję "Gliniarza z Beverly Hills" do sceny otwierającej "Szeregowca Ryana". Zmienił także nazwisko bohatera - Axel Elly stał się Axelem Cobrettim.
Jednak obaj producenci nie byli fanami jego wizji. "Budżet się podwoił. Nie mogliśmy wydać tyle pieniędzy" - wspominał Bruckheimer. W tajemnicy poprosił scenarzystę Charlesa Prosera o wygładzenie poprawek gwiazdy "Rocky'ego" i "Rambo". Ten wspominał później, że w tekście, który otrzymał, znajdował się tylko Stallone i wielka spluwa. Simpson dodał, że aktor zawarł w scenariuszu bardzo dużo sekwencji treningowych, w których skupiał się na swojej imponującej muskulaturze.
Stallone nie był zachwycony z poprawek. Nie chciał jednak rezygnować z "Gliniarza z Beverly Hills". Tymczasem Bruckheimer i Simpson rozmawiali z Murphym. Komik był bardzo zainteresowany projektem, zrezygnował nawet z udziału w "Pogromcach duchów". Producenci zdecydowali się pozbyć Stallone'a podstępem. Simpson dowiedział się od znajomych, że aktor interesował się zabiegami odmładzającymi. Producent sprawił dzięki pomocy przyjaciół, że aktor znalazł się na szczycie listy przyjąć u jednego ze szwajcarskich lekarzy. Termin zabiegów nakładał się jednak z rozpoczęciem zdjęć do "Gliniarza z Beverly Hills". W Axela - którego nazwisko zmieniono w końcu na Foley - wcielił się Murphy. Stallone nie chciał jednak rezygnować z Cobrettiego i związanych z nim pomysłów.

"Kobra". Bruce Springsteen z odznaką
Okazja, by do nich wrócić, pojawiła się bardzo szybko. W 1985 roku ukazały się kolejne odsłony jego dwóch najbardziej znanych franczyz: "Rambo II" i "Rocky IV". Krytycy nie mieli dla niego litości. "Rambo II" otrzymał nawet Złotą Malinę dla najgorszego filmu roku. Jednak obie produkcje zarobiły razem ponad 600 milionów dolarów na całym świecie. Stallone zaczął myśleć o swym kolejnym występie. Inspiracją stała się dla niego książka "A Running Duck" Pauli Gosling. Opowiadała o kobiecie, która jest jedynym świadkiem morderstwa. Odpowiadał za nie nieuchwytny i bardzo brutalny przestępca. Do jej ochrony zostaje przydzielony detektyw, który od lat tropi przestępcę.
Stallone dodał do fabuły sceny akcji wymyślone z myślą o "Gliniarzu z Beverly Hills". Z zabójcy uczynił Nocnego Rzeźnika, brutalnego przywódcę kultu o nazwie Nowy Świat. Jako Ingrid, świadka zbrodni, obsadził swoją ówczesną żoną Brigitte Nielsen. Sam wcielił się w Mariona "Kobrę" Cobrettiego, nieustępliwego gliniarza, który najpierw strzela, później pyta, a na wszystko ma gotowy suchy dowcip. Niektóre z jego dialogów, na przykład "Tu prawo się kończy i ja się zaczynam" oraz "Ty jesteś chorobą, a ja lekarstwem", przeszły do historii. Stallone określił swojego bohatera jako "Bruce'a Springsteena z odznaką".

"Kobra". Poszukiwania Nocnego Rzeźnika
O rolę Nocnego Rzeźnika starał się między innymi Brian Thompson, urodzony w 1959 roku początkujący aktor, którego największym dotychczasowym osiągnięciem była rola chuligana w otwarciu "Terminatora". Gdy przygotowywał się do castingu do "Kobry", zwrócił uwagę, że motywacje jego postaci nie zostają w ogóle wyjaśnione. Napisał więc krótki manifest, który posłużył za podstawę ideologii Nocnego Rzeźnika. Chociaż obawiał się, że wypadł na niepewnego siebie, otrzymał zaproszenie na drugi casting, a później na kolejny. Ku jego zaskoczeniu na miejscu zastał Stallone'a.
"Byłem naprawdę onieśmielony i strasznie zdenerwowany" - wspominał Thompson w rozmowie z portalem "Dread Central". Stallone nie chciał jednak, by młody aktor czytał swój tekst. Zamiast tego spytał: "Brian, jesteś gotowy zagrać główną rolę w filmie kinowym?". "Przygotowywałem się do tego całe moje życie" - odpowiedział.
"Kobra". Konflikty na planie
Do reżyserii zaangażowano George'a P. Cosmatosa, który pracował ze Stallone'em przy "Rambo II". Po premierze wiele osób przyznało, że to gwiazdor podejmował większość decyzji na planie. To on planował ujęcia i ustawienie kamery. Udzielał także wskazówek aktorom. Cosmatos zgadzał się z nim we wszystkim i starał się nie wchodzić mu w drogę. Jednak gdy Stallone'a nie było na planie, reżyser okazywał się trudnym współpracownikiem.
Skarżył się na niego między innymi Thompson. Zaraz po otrzymaniu roli Nocnego Rzeźnika usłyszał od niego, że jest "zbyt miłym gościem", by wypaść wiarygodnie w tej roli. Później Cosmatos mówił mu, że na ekranie lepiej wypadł Marco Rodriguez, który wcielił się w psychopatę przetrzymującego zakładników w supermarkecie w sekwencji otwierającej. Gdy zdjęcia się skończyły, reżyser wbił mu ostatnią szpilę. "Gdybyś tylko mnie słuchał, może wypadłbyś dobrze" - miał powiedzieć aktorowi. Co ciekawe, Rodriguez także nie wspominał filmowca najlepiej. Podczas realizacji sceny w supermarkecie Cosmatos narzekał na silny akcent aktora i krzyczał, że ten się nie starał. "Robię tylko to, co prosisz" - usłyszał w odpowiedzi.
Produkcja szybko zaczęła się opóźniać. W pewnym momencie Stallone zwrócił uwagę operatorowi Ricowi Waite'owi, że on i jego ekipa muszą pracować intensywniej, by zdjęcia zakończyły się zgodnie z ustalonymi terminami. Autor zdjęć nie przyjął tych uwag najlepiej. Aktor usłyszał, że problemy z czasem znikną, gdy tylko przestanie skupiać się na popisywaniu się przed swoimi ochroniarzami oraz amorach z Nielsen. Stallone był w szoku, a Waite był pewny, że właśnie stracił pracę. Ku jego zaskoczeniu gwiazdor do końca zdjęć skupiał się wyłącznie na swojej pracy. Operator przyznał później, że odtwórca tytułowej roli miał świetne poczucie humoru, ale też bardzo duże ego.

"Kobra". Film skracano kilka razy
Pierwsza wersja "Kobry" trwała ponad dwie godziny. Film musiał być okrojony z brutalniejszych scen, by otrzymać niższą kategorię wiekową. Nie oznacza to jednak, że zmienił się w czytankę dla dzieci. Na ekranie giną 52 osoby. Cobretti zabija 40 z nich. Kolejne sceny usunięto na chwilę przed premierą. Tydzień przed filmem Cosmatosa do kin wchodził "Top Gun" Tony'ego Scotta. Producenci "Kobry" obawiali się, że produkcja z Tomem Cruise'em okaże się hitem i nie zniknie szybko z repertuarów kinowych. Skrócenie filmu zapewniłoby mu więcej seansów i pomogło w starciu z konkurencją o pilotach myśliwców. Stallone usunął przede wszystkim sceny z innymi aktorami i rozwijające fabułę. Wiedział, że widzowie pójdą do kina głównie dla niego i strzelanin.
"Kobra". Koszmarne recenzje i miłość fanów
Kosztujący 25 milionów dolarów "Kobra" zarobił na całym świecie 160 milionów. Był to sukces kasowy, ale nie tak wielki, jakiego oczekiwali gwiazdor i producenci. Krwawa zabawa w policjantów i złodziei nie spodobała się także krytykom. Zarzucali jej skupienie się na średnio angażującej jatce, a także faworyzowanie bohatera, który ma ewidentne problemy z postawieniem granicy między dobrem i złem. Roger Ebert, nestor amerykańskiej krytyki filmowej, ubolewał, że Stallone tak marnuje swój talent.
"Kobra" otrzymał także sześć nominacji do Złotych Malin: za najgorszy film roku, scenariusz i główną rolę męską Stallone'a, główną rolę kobiecą Nielsen oraz dwie dla Thompsona - za rolę drugoplanową i debiut. Mimo chłodnego przyjęcia "Kobra" uchodzi dziś za dzieło kultowe. Do fanów filmu zalicza się także reżyser Nicolas Winding Refn. Przy okazji premiery "Drive" przyznał, że wykałaczka w ustach Ryana Goslinga jest nawiązaniem do postaci brutalnego gliniarza, w którego wcielił się Stallone.
Gwiazdor przyznaje, że Cobretti jest jego ulubionym bohaterem po Rockym i Rambo. "To było spotkanie poważnego dramatu z rock and rollem. To powinna być kolejna seria, bo ten bohater był taki fajny. Tylko skopałem to. Moje życie prywatne weszło temu w drogę. […] Fajnie byłoby do niego wrócić. Już beze mnie, ale pomysł jest naprawdę dobry" - wspominał po latach w rozmowie z "The Playlist".











