Cameron rozważał kontynuację losów Sary Connor zaraz po premierze pierwszego "Terminatora". Na drodze do jej realizacji stanęły jednak ograniczone możliwości techniczne. Reżyser czuł, że w danym czasie nie może przenieść swojej wizji na ekran w sposób zadowalający jego wyśrubowane standardy. Nie pomagały także niesnaski między właścicielami praw do franczyzy, wytwórniami Hemdale Film Corporation i Carolco Pictures. Gdy w 1990 roku pierwsza z nich znalazła się w kłopotach finansowych, Schwarzenegger namówił Mario Kassara, szefa Carolco, by odkupił prawa do "Terminatora". Kosztowało go to pięć milionów dolarów.

Scenariusz "Terminatora 2" powstawał w szaleńczym tempie
Mając Schwarzeneggera po swej stronie Kassar zaraz skontaktował się z Jamesem Cameronem oraz Lindą Hamilton, gwiazdą pierwszego "Terminatora". Gdy wszyscy zgodzili się na nakręcenie sequela, projekt otrzymał zielone światło. Cameron zdawał sobie jednak sprawę, że czas nie działa na jego korzyść. Kassar chciał ogłosić powstanie filmu w maju 1990 roku podczas festiwalu w Cannes i wprowadzić go do kin przed następnym świętem niepodległości.
Chociaż reżyser przez lata rozwijał projekt, nie miał jeszcze gotowego nawet pierwszego draftu scenariusza. Za punkt honoru postawił sobie, by tekst był skończony przed ogłoszeniem w Cannes. Cameron i jego współscenarzysta William Wisher pracowali dzień i noc. Dzień przed wylotem na festiwal obaj nie spali, wprowadzając ostatnie poprawki. Twórca "Otchłani" dosłownie drukował scenariusz, gdy limuzyna, która miała zawieźć go na lotnisko, czekała pod jego domem. Ostatecznie samolot z delegacją Carolco Pictures, w skład której wchodzili Kassar, Schwarzenegger, a także Oliver Stone i Paul Verhoeven, został opóźniony. Gdy Cameron w końcu zjawił się na miejscu, bez słowa wręczył aktorowi i producentowi kopie scenariusza, po czym zasnął w swoim fotelu. Obudził się na chwilę przed lądowaniem we Francji.
Pierwszy "Terminator" skupiał się na Sarze Connor (Linda Hamilton), dwudziestokilkuletniej kelnerce, która musi uciekać przed ścigającym ją androidem (Arnold Schwarzenegger). Okazuje się, że w niedalekiej przyszłości światem zawładną maszyny, a kobieta urodzi syna, Johna Connora, który stanie się przywódcą ludzkiego ruchu oporu. By wyeliminować kłopot, maszyny opracowują technologię podróży w czasie i wysyłają w przeszłość terminatora, mającego zabić Sarę przed narodzinami dziecka. W sequelu kolejny mechaniczny zabójca bierze na cel nastoletniego Johna. W jego obronie zostaje wysłany przeprogramowany starszy model terminatora - wyglądający identycznie, jak ten, który przed laty ścigał Sarę.

Pomysł na terminatora T-1000 chodził za Jamesem Cameronem od lat
Pomysł na postać antagonisty, zmieniającego kształt terminatora T-1000, pojawił się jeszcze przed realizacją pierwszej części. Według pierwotnej idei Camerona nowy android miałby być ostatecznym przeciwnikiem Sary Connor w filmie z 1984 roku i pojawić się zaraz po zniszczeniu przez nią zagrożenia granego przez Schwarzeneggera. Reżyser rozważał użycie efektów praktycznych i zamaskowanie ich sztuczności poprzez grę światłem i cieniem. Ostatecznie zrezygnował jednak z tego, gdy zdał sobie sprawę, że obecna technologia nie pozwoli mu w satysfakcjonujący sposób ukazać zdolności bohatera. Po nakręceniu "Otchłani" w 1989 roku Cameron stwierdził, że T-1000 może zostać powołany do życia tylko dzięki efektom komputerowym.
Gdy "Terminator 2" dostał zielone światło, pozostało znaleźć odtwórcę roli zabójcy z przyszłości. Początkowo myślano o Michaelu Biehnie, który w pierwszej części wcielił się w Kyle'a Reese'a, obrońcę Sary Connor i ojca Johna. Miało to odwrócić dynamikę z poprzedniego filmu - tym razem to Schwarzenegger byłby zwierzyną, a nie łowcą. Szybko zrezygnowano jednak z tego pomysłu, bojąc się o reakcje publiczności. Cameron zaznaczył, że potrzebuje kogoś o ciele tancerza - niekoniecznie umięśnionego, ale elastycznego i szybkiego.
Reżyser zaproponował Roberta Patricka, mało znanego aktora, którego zauważył w czasie seansu "Szklanej pułapki 2". Wcielił się on w pierwszego terrorystę zabitego przez Bruce'a Willisa i miał tylko jedną kwestię dialogową. Patrick pojawił się na przesłuchaniu i, jak sam później przyznał, zachowywał się jak "rekin zbliżający się do swojej ofiary". "Cokolwiek robisz, rób tak dalej" - miał usłyszeć. Wkrótce został oficjalnie zakontraktowany do roli.

Do roli Johna Connora przesłuchano setki nastolatków
Trudniejsze okazało się znalezienie aktora do roli nastoletniego Johna Connora. Reżyserka castingu Mali Finn początkowo szukała wśród profesjonalnych dziecięcych odtwórców - bez skutku. Postanowiła więc znaleźć kogoś bez doświadczenia aktorskiego. Tak oto trafiła do jednej z filii Boys & Girls Club of America (organizacji zajmującej się zajęciami pozaszkolnymi dla nastolatków) w Pasadenie. Tam też spotkała trzynastoletniego Edwarda Furlonga. Chłopiec wydawał się mieć wystarczająco dużo buty, cwaniactwa i wrażliwości, by wcielić się w Connora.
Mimo to jego pierwsze przesłuchanie, u boku Lindy Hamilton, nie wypadło najlepiej. Nastolatek mówił później, że czuł się przytłoczony obecnością aktorki. Cameron stwierdził jednak, że znaleźli właściwą osobę. Pod okiem nauczyciela dykcji Furlong robił szybkie postępy. Bardzo dobrze dogadywał się także ze Schwarzeneggerem. Hamilton żartowała nawet, że ich relacja była tak udana, ponieważ obaj byli emocjonalnie w tym samym wieku.
Produkcja "Terminatora 2" nie obyła się bez kłopotów
Zdjęcia rozpoczęły się w październiku 1990 roku i trwały przez sześć miesięcy. W tym czasie aktorzy i pozostali członkowie ekipy natrafiali na liczne problemy. Schwarzenegger miał kłopot z przeładowywaniem strzelby podczas jazdy na motorze. Zanim opanował tę sztukę, broń często zahaczała o jego palce i zrywała z nich skórę. Z kolei w czasie zdjęć raz uderzył Furlonga lufą w głowę, przez co nastolatek prawie zemdlał. Podczas innej sceny Schwarzenegger wypalił z naładowanej ślepymi nabojami broni w małej przestrzeni. Huk był na tyle duży, że Linda Hamilton straciła permanentnie słuch w jednym uchu. W dodatku w czasie zdjęć Furlong urósł kilkanaście centymetrów, a jego głos zaczął się zmieniać. Na początku był wyraźnie niższy od Lindy Hamilton. Podczas prac nad jedną z ostatnich scen musiał stać w dole, by wydawało się, że jego filmowa matka jest od niego wyższa.

Ogromny sukces i świetne recenzje
"Terminator 2: Dzień sądu" okazał się najbardziej dochodowym filmem 1991 roku. W weekend otwarcia zarobił rekordowe 52 miliony dolarów. Łączny przychód szacowano na 520 milionów dolarów. Za sukcesem finansowym przyszły także nagrody. Film otrzymał sześć nominacji do Oscara w kategoriach technicznych, a ostatecznie skończył z czterema statuetkami: za efekty specjalne, charakteryzację, dźwięk i montaż dźwięku. O jego popularności świadczyło także sześć MTV Movie Awards. Do potocznego języka weszło kilka cytatów z filmu, przede wszystkim "Hasta la vista, baby", które Terminator kieruje do zamrożonego T-1000 na chwilę przed oddaniem strzału. Krytycy chwalili przede wszystkim Camerona, który według nich osiągnął mistrzostwo w kreowaniu scen akcji.
Żaden z sequelów "Terminatora" nie dorównał pierwszym odsłonom serii
Reżyser zamierzał już nie wracać do filmów o terminatorach. Nie do końca podobało się to Mario Kassarowi. Liczący na kolejne sequele producent zdecydował o usunięciu ostatniej sceny, przedstawiającej Sarę i Johna w przyszłości bez androidów (znalazła się ona dopiero w wersji rozszerzonej na DVD).
Kolejna kontynuacja - "Terminator 3: Bunt maszyn" - pojawiła się w kinach w 2002 roku. Cameron nie miał z nią nic wspólnego, a Hamilton odmówiła udziału. Furlong miał powrócić jako dorosły John Connor, jednak producenci zdecydowali się nie zatrudniać go z powodu jego problemów osobistych. Zaraz po premierze "Dnia sądu" aktor wdał się w romans z kobietą starszą od siebie o 13 lat, co wywołało skandal. Związek zakończył się w 1999 roku, gdy Furlong został oskarżony przez kobietę o stosowanie przemocy. Na początku XXI wieku walczył on z uzależnieniem od zakazanych substancji, a jego kariera ograniczała się do ról w filmach przeznaczonych na rynek DVD. Rolę Connora otrzymał ostatecznie Nick Stahl. W filmie pojawił się jedynie Schwarzenegger. Na przestrzeni lat pojawiały się kolejne filmy o "Terminatorze", często ignorujące poprzednie. Żaden z nich nie spotkał się jednak z tak dobrym przyjęciem, jak części wyreżyserowane przez Camerona.










