Willis wpadł na pomysł filmu razem z kompozytorem Robertem Kraftem, z którym łączyła go długoletnia przyjaźń. Obaj poznali się w 1980 roku, na długo przed swoimi wielkimi sukcesami. Willis był wówczas barmanem w jednym z nowojorskich klubów. Pewnego razu zaczął przygrywać na harmonijce do występu zespołu, do którego należał Kraft. Panowie szybko się zaprzyjaźnili. Willis był pod szczególnym wrażeniem jednej z piosenek, której tytuł brzmiał "The Hudson Hawk".
Chociaż odnosiła się ona do wichur nawiedzających wówczas Nowy Jork, aktor stwierdził, że byłoby to dobre imię dla bohatera filmów klasycznego Hollywood. Kraft zaproponował, by Willis napisał nowe słowa do melodii. Tak oto stworzyli złodzieja Eddiego Hawka i w wolnych chwilach rozwijali jego świat. Obaj obiecali sobie, że gdy uda im się osiągnąć sukces w Hollywood i będą mogli wyprodukować własny film, opowie on właśnie o bohaterze ich piosenki.

"Hudson Hawk". Sto pomysłów na minutę i "logika szalonego pawiana"
Willis myślał o "Hudsonie Hawku" jako połączeniu filmów przygodowych lat 40. i 50. z rozmachem serii o Jamesie Bondzie. Główny bohater miał przeżywać przygody na całym świecie, a na swojej drodze spotykać barwne postaci. Aktor miał codziennie kilkanaście nowych pomysłów, które za wszelką cenę chciał zawrzeć w filmie. Początkowo marzył mu się jeden antagonista, zdeprawowany bogacz. W pewnym momencie Michael Lehmann - zaledwie trzydziestoczteroletni reżyser z dwoma pełnymi metrażami na koncie, który stanął za kamera "Hudsona Hawka" - zaproponował, by przepisać rolę złoczyńcy dla Audrey Hepburn. Pomysł przypadł Willisowi do gustu. Jednak już po zmianach w scenariuszu Hepburn nie przyjęła roli. Willis nie przejął się tym i połączył starą wersję scenariusza z nową, antagonistami czyniąc małżeństwo ekscentrycznych sadystów. Wcielili się w nich Sandra Bernhard i Richard E. Grant.
Produkcja od początku miała problemy z planem pracy i budżetem. W ekipie i obsadzie dochodziło do licznych zmian. Po sześciu tygodniach zdjęć Joel Silver zwolnił dotychczasowego operatora Josta Vacano i zastąpił go Dante Spinottim. Z kolei holenderska aktorka Maruschka Detmers, której przypadła główna rola żeńska, co chwilę mdlała z powodu okropnego bólu pleców. Zastąpiono ją Andie MacDowell. Gdy gwiazda "Zielonej karty" przybyła na plan we Włoszech, okazało się, że jej sceny będą realizowane dopiero za trzy tygodnie. Wycięte zostały też prawie wszystkie sekwencje realizowane na Węgrzech. Ekipa i tak musiała się tam udać, bo wcześniej pod Budapesztem wzniesiono makietę maszyny zmieniającej żelazo w złoto. Jej koszt wynosił ponad milion dolarów - głównie z powodu konieczności zamówienia wszystkich jej elementów w Wielkiej Brytanii i ich transportu. "Kierowaliśmy się logiką szalonego pawiana" - przyznał Grant.

"Hudson Hawk". Bruce Willis i reżyser nie mogli dojść do porozumienia
Michael Lehmann przyjął stanowisko reżysera głównie z chęci współpracy z Willisem. Jednak na planie obaj nieustannie się ścierali. Większość potyczek wygrywał aktor i to on decydował ostatecznie o wyglądzie scen. Tyle że sam Willis nie był do końca przekonany, co właściwie chce nakręcić. Gdy Silver oglądał materiał zrealizowany po każdym dniu zdjęciowym, raz widział komedię kryminalną w rodzaju "Różowej pantery", innym razem kino szpiegowskie przypominające odsłony przygód Jamesa Bonda z Timothym Daltonem. Tymczasem Willis miał co chwilę nowe pomysły, zupełnie nieskładające się w spójną całość. Swoje trzy grosze wszędzie dorzucał też Silver. "Przez połowę zdjęć mieliśmy trzech albo czterech reżyserów" - wspominał James Coburn, który zagrał jednego z antagonistów.
Lehmannowi szybko zwrócono uwagę, że nie może uszczuplić pokaźnej obsady. Chociaż wszyscy zdawali sobie sprawę, że barwnych i komiksowych postaci jest o wiele za dużo, Willis był bardzo przywiązany do każdego ze swoich tworów. W dodatku ich role proponował zwykle bliższym lub dalszym znajomym. "Każdy miał dobry powód, żebyśmy nie mogli go wyciąć" - wspominał scenarzysta David Waters, którego reżyser poprosił o przepisanie tekstu. "I tak skończyliśmy z typem z policji, typem z mafii, dwójką szalonych złoczyńców, oddziałem CIA… Ujmijmy to w ten sposób, w tym pokoju nie było dorosłych".

"Hudson Hawk". Aktor czuł, że to kara za jego grzechy
Produkcję "Hudsona Hawka" szczególnie źle wspomina Richard E. Grant. W swojej autobiografii "With Nails" poświęcił jej cały rozdział. Jego postać została mu zaprezentowana jako wszyscy złoczyńcy Bonda połączeni w przesadzony w każdy możliwy sposób byt. Aktor dał się namówić ze względu na hojną wypłatę. Był także oczarowany grającą jego żonę Sandrą Bernhard i entuzjazmem Willisa. Jednak już na początku produkcji doszło do przesunięć terminów, co wyraźnie zaniepokoiło Granta. "Niby nic wyjątkowego... ale trochę za wcześnie, by już zostać w tyle" - pisał.
Pierwszego sierpnia 1990 roku aktor przybył do Rzymu, ale w hotelu dowiedział się, że jego pobyt został opłacony dopiero od szóstego dnia miesiąca. Dzwoniąc do wszystkich możliwych osób i starając się wymienić dolary na liry, Grant umówił się na obiad z Bernhard, która przebywała w Rzymie od trzech tygodni. Nie nagrała w tym czasie żadnych scen. Miała przyzwyczaić się do psa, z którym jej bohaterka się nie rozstawała, i poćwiczyć kilka trików z piłką tenisową. Mimo wielu godzin treningu zwierzak wciąż nie reagował na jej komendy. Później okazało się, że piesek nic nie słyszy.

W połowie października Grant nie miał złudzeń, że "Hudson Hawk" będzie katastrofą. "To wszystko za bardzo przypomina mi próby do szkolnego przedstawienia, w którym każda szalona sugestia spotyka się z natychmiastowym poparciem i entuzjazmem. Tylko że my nie jesteśmy dziećmi w szkole. A każda taka akcja, każdy nowy żart i sugestia, oznacza opóźnienia w harmonogramie zdjęć i kolejne zmarnowane dolary" - pisał aktor.
Przedłużająca się produkcja "Hudsona Hawka" sprawiła, że Grant musiał odrzucić rolę szeryfa z Nottingham w filmie "Robin Hood: Książę złodziei". Gdy 20 listopada nagrał razem z Bernhard ich ostatnie sceny, oboje postanowili uczcić to obiadem. Chwilę później otrzymali telegram o krótkiej treści: "Materiał nakręcony w poniedziałek zaginął na lotnisku". Załamana dwójka aktorów była bliska histerii z racji perspektywy niekończących się zdjęć. Grant był pewien, że umarł i trafił do piekła, a plan filmu Lehmanna jest wieczną karą za jego grzechy. Na szczęście materiał został zlokalizowany.
"Hudson Hawk". Kinowa porażka, która ma swoich fanów
"Hudson Hawk" był jednym z najdroższych filmów mających swą premierę w 1991 roku. Jednak okazał się finansową bombą, zarabiając w Stanach Zjednoczonych jedynie nieco ponad 17 milionów dolarów. Krytycy byli bezlitośni, punktując dosadną i nieprzystającą do kreskówkowego humoru brutalność, brak dobrych dowcipów oraz nagromadzenie postaci, z których każda chce być zabawniejsza od pozostałych. Kilka miesięcy później film otrzymał sześć nominacji do Złotych Malin. Zwyciężył w trzech kategoriach - najgorsza produkcja roku, reżyseria i scenariusz. "To była jedna z najbardziej bałaganiarskich produkcji w historii Hollywood" - twierdził krytyk David Hughes. Co ciekawe jest on ogromnym fanem filmu, na którego temat napisał nawet książkę pod tytułem "The Unmaking of Hudson Hawk".
Po jednym z pokazów przedpremierowych Richard E. Grant spojrzał na Andie MacDowell. Oboje stwierdzili, że ten film będzie najpewniej zakończeniem ich karier. Lata później aktor wpadł na krytyka Marka Kermode'a, który zdradził mu, że "Hudson Hawk" mu się podobał. "[Ten film] to kupa parującego oślego łajna, a pan jest idiotą" - odpowiedział mu Grant. Zdanie Kermode'a podziela jednak wiele osób. Pisarka i krytyczka Kim Newman przyznała w rozmowie z BBC, że według niej świat wymyślony przez Willisa był "ciekawy, miał też sporo wdzięku i pomysłowości". "Na pewno jest lepszy od wielu filmów, które stały się hitami. Widzieliście 'Bodyguarda'? To był jeden z najbardziej dochodowych filmów swoich czasów, a zaraz po seansie zupełnie wylatuje z głowy" - argumentowała.
W 1996 roku Bruce Willis promował thriller "12 małp", w którym jego bohater cofa się w czasie, by zapobiec rozprzestrzenieniu się groźnego wirusa. Na pytanie jednego z reporterów, do którego momentu w przeszłości chciałby wrócić, aktor bez zastanowienia odpowiedział, że do dnia przed rozpoczęciem produkcji "Hudsona Hawka". Mógłby wtedy powstrzymać się przed nakręceniem tego filmu. Z kolei Robert Kraft wrócił do produkcji po niemal 30 latach. Po seansie przyznał, że "nie jest taka zła".










