W 1983 roku Sylvester Stallone skontaktował się z wytwórnią Cannon Film w sprawie realizacji sequela "Rambo: Pierwszej krwi". W przeciwieństwie do oryginału kontynuacja miała koncentrować się przede wszystkim na akcji. Pomysł na fabułę był prosty: weteran wracał po latach do Wietnamu, by uwolnić znajdujących się tam amerykańskich więźniów wojennych. Kuzyni Menahem Golan i Yoram Globus, właściciele Cannon, byli bardzo chętni do współpracy. Niestety, drugi "Rambo" okazał się dla nich zbyt kosztownym projektem. Ich filmy kosztowały zwykle od miliona do trzech milionów dolarów. Tymczasem Stallone ustalił wstępny budżet na 30 milionów (ostatecznie wyniósł on 25,5 miliona).

"Zaginiony w akcji" był budżetowym "Rambo 2"
Pomysł na film przypadł jednak do gustu Golanowi i Globusowi. Kuzyni postanowili stworzyć na jego podstawie własną produkcję, która zmieściłaby się w akceptowanym dla nich budżecie. Gdy scenariusz był gotowy, zaczęli szukać swej gwiazdy. Wtedy zgłosił się do nich Chuck Norris, mistrz sztuk walki, który po występie w "Drodze smoka" u boku Bruce'a Lee rozwijał karierę aktorską. Niedawno święcił triumfy za sprawą sukcesu filmu "Samotny wilk McQuade" i szukał nowego projektu. Wtedy skontaktował się z nim reżyser Lance Hool ze scenariuszem na podobny temat. Być może także zainspirował go "Rambo 2", którego treatment krążył po Hollywood od jakiegoś czasu.
Norris był zaintrygowany. Przy okazji czuł, że poprzez występ w filmie odda hołd swemu młodszemu bratu Wielandowi, który zginął podczas wojny w Wietnamie w 1970 roku. Razem z Hoolem szukali studia, ale przez długi czas spotykali się z odmowami. Dopiero Golan i Globus zgodzili się sfinansować produkcję. W dodatku Cannon miało gotowy drugi scenariusz. Włodarze wytwórni zgodnie stwierdzili, że zrealizują równocześnie dwa filmy, które ukażą się przed premierą "Rambo 2".
Norris miał wcielić się w Jamesa Braddocka, który przeżył dwa i pół roku w obozie jenieckim w Północnym Wietnamie. Pierwsza część przedstawiała jego ucieczkę i zemstę na znęcającym się nad nim pułkowniku Yenie. W sequelu wracał do dżungli po dziesięciu latach, by sprowadzić do domu wciąż więzionych amerykańskich żołnierzy.

Przed premierą zamieniono kolejność filmów
Zdjęcia rozpoczęły się w styczniu 1984 roku. Hool realizował scenariusz, który przyniósł do Norrisa. Natomiast tekst Cannon Film przerobiono na kontynuację. Za jej kamerą stanął Joseph Zito. Norris zaangażował do produkcji swojego brata Aarona, który był koordynatorem kaskaderów. Zatrudnił także jako statystę Jeana-Claude'a Van Damme'a, swojego przyjaciela i belgijskiego mistrza sztuk walki, który starał się rozpocząć karierę aktorską.
Film otrzymał tytuł "Zaginiony w akcji". Premierę pierwszej części zapowiedziano na listopad 1984 roku. Sequel miał wejść do kin w marcu 1985 roku. Jednak po zakończeniu montażu Golan i Globus stwierdzili, że produkcja Zito jest lepsza. Uznali, że taki początek serii da jej większe szanse na sukces. Postanowiono zmienić kolejność. Tak oto pierwsza część stała się prequelem i zmieniła tytuł na "Zaginiony w akcji 2: Początek".

Chuck Norris nie myślał o niebezpieczeństwach na planie "Zaginionego w akcji"
Z powodu ograniczeń budżetowych zdjęcia na Filipinach nie należały do najbezpieczniejszych. Nie było mowy o zabezpieczeniach kaskaderskich. W finale "Zaginionego w akcji" Braddock zwisa na sznurowej drabince lecącego helikoptera. Norris sam wykonał tę scenę. Upadek z takiej wysokości zakończyłby się dla niego pewną śmiercią.
Z kolei w drugiej części jego bohaterowi zostaje założony na głowę worek ze szczurem w środku. "Nigdy tego nie zapomnę. To był czas mojej młodości i głupich decyzji. Nie mogli znaleźć sztucznego szczura, więc powiedziałem: 'Weźmy prawdziwego'. [...] Wiszę ze szczurem w ustach i zastanawiam się, kiedy złapię dżumę" - wspominał w wywiadzie dla magazynu "Empire" z 2012 roku. Na planie pojawiali się także miejscowi watażkowie, którzy sterroryzowali ekipę filmową. Finał mógł być tragiczny, ale bandyci rozpoznali Norrisa. "Podpisywałem im autografy, a oni trzymali mi wtedy broń przy głowie i zabierali moje pieniądze" - wspominał.
Współpraca Norrisa z Cannon Film zaczęła się i skończyła na "Zaginionym w akcji"
Pierwszy "Zaginiony w akcji" okazał się kasowym sukcesem. Przy budżecie wynoszącym nieco ponad 2 miliony dolarów zarobił prawie 23 miliony. Krytycy byli bezlitośni, ale Golan i Globus gratulowali sobie świetnej decyzji. Druga część zarobiła 10 milionów, co także było zadowalającym wynikiem. Golan bez wiedzy swego kuzyna podpisał z Norrisem umowę na pięć produkcji, gwarantując mu milionową gażę za każdą z nich. W 1985 roku ukazała się "Inwazja na USA", za którą również odpowiadał Zito. W 1986 roku do kin wszedł "Oddział Delta", w którym Norrisowi partnerował Lee Marvin.
Współpracę aktora z wytwórnią zakończył "Zaginiony w akcji 3" z 1988 roku. Za kamerą stanął brat Norrisa, a on sam był współtwórcą scenariusza. Chociaż aktor uważał, że to najlepszy film z serii, przyniósł on straty - zarobił niewiele ponad siedem milionów dolarów przy dziewięciomilionowym budżecie. Na tym zakończyła się współpraca przyszłego "Strażnika Teksasu" z Cannon Films. Golan i Globus nie szukali długo nowej gwiazdy. W tym samym roku Van Damme zaczął nachodzić ich z prośbą o szansę w przemyśle filmowym. Golan bez entuzjazmu dał mu scenariusz "Krwawego sportu". Reszta jest historią.











