"Terytorium": Być jak "Serpico"
Czy to zarzut? Nie, jeżeli pamiętamy, że "Serpico" Sidneya Lumeta jest biblią każdego filmowca, który bierze się za opowieść o jedynym sprawiedliwym gliniarzu, wbrew własnemu interesowi ujawniającemu korupcję kumpli w mundurach. Jednak można już stawiać zarzuty, jeżeli pół wieku po premierze arcydzieła Lumeta oczekujemy świeżego powiewu w tym gatunku. Co przesądziło o sukcesie "Cop Land" Jamesa Mangolda czy "Dnia próby" Antoine'a Fuqua? Nie tylko znakomite kreacje aktorskie całej masy gwiazd w nich występujących, ale przede wszystkim scenariusz wychodzący ponad gatunkowe klisze.
Przywołuję tutaj amerykańską klasykę, bo Bartosz Paduch nawiązuje do niej, a nie do policyjnego kina, które ukształtowało polską kinematografię. Nie ma w "Terytorium" zapijaczonych policjantów z "Drogówki" Wojciecha Smarzowskiego, a żaden wulgarny uliczny tekst nie ma potencjału nieśmiertelności, co było wizytówką wczesnego Patryka Vegi ze świata "Pitbulla". Jeżeli szukacie natomiast romantycznego łajdaka z policyjną blachą, to odsyłam do granego w kinach "Zamachu na papieża" Władysława Pasikowskiego, czyli ojca chrzestnego polskiego kina o "brudnych gliniarzach".
Paduch i współscenarzysta Marcin Grabowski zabierają nas do małego miasteczka, gdzie główną atrakcją jest baza amerykańskiej armii. Nie do końca jest to atrakcja pożądana, bo amerykańscy chłopcy robią burdy w lokalnych barach i zachowują się na nieswoim terytorium jak namiestnicy. Na własnym terytorium są natomiast policjanci Adam (Józef Pawłowski) i Arek (Przemysław Przestrzelski), ale oni też specjalnie mądrze zachować się nie potrafią. Mają kraksę z samochodem żony burmistrza, za co trafiają na zsyłkę. Arek trafia do drogówki, a Adam zostaje przykuty do obserwacji miejskiego monitoringu.
Wtedy właśnie odkrywa dwa niepokojące nagrania. Jedno rejestruje interwencje jego kolegów po zgłoszeniu gwałtu dokonanego przy rondzie. Podobno przez amerykańskiego żołnierza. Nagranie zostaje wykasowane w kluczowym momencie. Na drugim Adam widzi (podgląda z nudów ekscentryczną sąsiadkę z różowymi włosami), jak jego ukochanej żonie Dorocie (Maja Pankiewicz), jakiś zakapturzony typ wręcza pod blokiem kwiaty. Ta sama dziwna postać w kapturze pojawia się na rondzie, gdzie miało dojść do gwałtu. Kim jest? Czy oba wydarzenia się łączą? Adam szybko przekonuje się, że nie może ufać kolegom z pracy, którzy są po uszy umoczeni w lokalne układy, ale też jego domowy mir z żoną i kilkuletnią córeczką może być iluzją.
Policyjne kino idealne na streaming
Paduch jest autorem świetnych dokumentów o Moleście Ewenement, Macieju Parowskim i grupie Totart. Nie są więc reżyserowi obce uświęcone przez raperów hasło HWDP i zamiłowanie do kina gatunkowego, które Parowski promował całe życie. Przemocowiec Arek mógłby zagrać brutalnego gliniarza w klipie Molesty, natomiast wiecznie naćpanego i cierpiącego wewnętrzne katusze Roberta (Igor Kowalunas) widzę na dawnych gdańskich imprezach ekipy Zbigniewa Sajnóga.
Dobrze się stało, że Paduch obsadził film aktorami nieogranymi w polskim kinie, bo dzięki temu łatwiej jest nam wejść w klimat prowincjonalnego miasteczka, żyjącego nie tylko pod dyktando burmistrza, proboszcza i komendanta, ale też Wuja Sama z pobliskiej enklawy z wiszącą amerykańską flagą. Zresztą ekscentryczna sąsiadka w różowych włosach (Diana Zamojska), która nagrywa na kasetach VHS życie osiedla, nazywa miasteczko kolonią. Amerykańską? Mam nadzieję, że nie jest ona wyborczynią Grzegorza Brauna.
Zobacz również:
Szkoda, że mimo tak wielu interesujących pobocznych elementów, główna oś narracji jest do bólu schematyczna. Paduch gra znaczonymi kartami i nawet gdy dostajemy narracyjne przewrotki, to temperatura ich dramaturgii jest co najwyżej letnia. Adam dostrzega korupcje kolegów i wbrew wszystkiemu chce ją ujawnić. Dlaczego? Skąd u niego taka siła charakteru i ducha? Co powoduje, że on jedyny ma jaja, by pójść na wojnę z całym układem? Paduch nie zarysowuje satysfakcjonująco przemiany głównego bohatera nawet w sytuacji, gdy wali mu się domowy fundament. Adam jest w potrzasku i nie może ufać nikomu. Jest rozdarty moralnie? Ma wątpliwości, w jaką stronę powinien pójść? Pewnie tak, ale nie widać tego na ekranie. Szkoda, bo Józef Pawłowski potrafi zagrać postać, w której emocje powoli kipią i tylko czekają na eksplozję. Ta nie następuje, chyba, że weźmiemy za nią finałową strzelaninę (taka musi przecież być w każdym rasowym cop movie!), ale i ona specjalnie efektowna nie jest.
Niemniej jednak "Terytorium" ogląda się całkiem przyjemnie. To policyjne kino pasujące pod streaming. Średniak, który nie drażni, ale też niczym nie zachwyca. Ot, kolejna opowieść o Serpico. Tym razem o imieniu Adam z polskiej prowincji. Cóż, jestem miłośnikiem kina sensacyjnego z lat 90., więc każda opowieść o samozwańczym szeryfie robiącym porządki w miasteczku sprawia mi przyjemność. Nawet jeżeli Amerykanie są w nich czarnymi charakterami, co akurat w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej zbyt pocieszające nie jest.
5/10
"Terytorium", reż. Bartosz Paduch, Polska 2025.












