Indiana Jones (Harrison Ford), poszukiwacz skarbów i wykładowca uniwersytecki, zostaje poproszony przez przedstawicieli wywiadu Stanów Zjednoczonych o odnalezienie Arki Przymierza - skrzyni, w której przechowywane są tablice z Dekalogiem. Jej poszukiwania prowadzi armia niemiecka, a pomaga jej René Belloq (Paul Freeman), rywal archeologa. Dowódcy wierzą, że po jej odnalezieniu ich wojsko stanie się niezniszczalne. Jones otrzymuje rozkaz znalezienia Arki, zanim zrobi to Belloq.

"Poszukiwacze zaginionej Arki". List miłosny do kina i popkultury
"Poszukiwacze zaginionej Arki" narodzili się w 1977 roku, gdy Steven Spielberg odpoczywał na Maui po zakończeniu zdjęć do "Bliskich spotkań trzeciego stopnia". Przypadek chciał, że w tym samym miejscu przebywał także jego przyjaciel George Lucas, odreagowujący ogromny sukces "Gwiezdnych wojen". Spielberg zdradził mu wówczas, że marzył o nakręceniu filmu o Jamesie Bondzie. Lucas podzielił się z nim wtedy swoim niezrealizowanym pomysłem. Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku, niemal w tym samym momencie, gdy zaczął rozwijać "Gwiezdne wojny", napisał "The Adventures of Indiana Smith" - scenariusz inspirowany filmami przygodowymi i pulpowymi komiksami, którymi zachwycał się jako dziecko. Bohater otrzymał imię po... psie reżysera.
Podstawy fabuły filmu Lucas opracował w 1975 roku wraz z Philipem Kaufmanem, twórcą "Inwazji porywaczy ciał". Ojciec "Gwiezdnych wojen" widział swego bohatera jako kobieciarza i właściciela klubu nocnego. Kaufman zasugerował, by zamiast tego piastował on funkcję wykładowcy uniwersyteckiego, który po godzinach zamienia tweedową marynarkę na skórzaną kurtkę i szuka skarbów po całym świecie. To także on wpadł na pomysł, by w centrum fabuły znalazła się Arka Przymierza, a antagonistami byli przedstawiciele niemieckiej armii. Zanim Kaufman i Lucas zaczęli finalizować projekt, ten pierwszy został zaangażowany do "Wyjętego spod prawa Joseya Welesa" Clinta Eastwooda. Przygody Indiany Smitha trafił na półkę, a Lucas skupił się na "Gwiezdnych wojnach".
"Poszukiwacze zaginionej Arki". Jak Indiana Smith stał się Indianą Jonesem
Spielberg tak zapalił się do "Poszukiwaczy zaginionej Arki", że zgodził się zasiąść za ich kamerą. Polecił także Lucasowi, by zatrudnił Lawrence'a Kasdana jako scenarzystę. Ten zaledwie miesiąc wcześniej sprzedał swój pierwszy tekst. Jak wspominał w wywiadzie dla magazynu "Empire", gdy pierwszy raz spotkał Lucasa, ten powiedział: "Chcę nakręcić taki film: bohater nazywa się po moim psie, ma bicz, coś w stylu starych seriali". Następnie wstał i podszedł do Kasdana. "Uściśnijmy sobie dłonie, możliwe, że jesteśmy w historycznym momencie" - oznajmił. I się nie pomylił.
Trzej mężczyźni spędzili kolejne dni na przerzucaniu się pomysłami. Gdy jeden dawał się ponieść fantazji, pozostali sprowadzali go na ziemię. Spielberg miał specyficzną wizję majora Tohta, oficera tajnej policji i jednego z drugoplanowych antagonistów. Wedle jego pomysłu nazista posiadałby protezę dłoni, będącą jednocześnie karabinem maszynowym i miotaczem ognia. Lucas wymarzył sobie, by bohater znał sztuki walki i żył w przesadnym bogactwie. Spielberg nalegał, by protagonista był alkoholikiem ze smykałką do gry w karty. W końcu Lucas zasugerował, by Indiana romansował z Marion, swą graną przez Karen Allen ekranową partnerką, od kiedy ta skończyła 11 lat. Były jednak kwestie, w których trójka mężczyzn zgadzała się niemal natychmiast. Spielberg nie chciał, by bohater nazywał się Indiana Smith. Po krótkiej burzy mózgów zmieniono jego nazwisko na "Jones". Kasdan napisał scenariusz w biurze twórcy "Szczęk", gdy ten pracował nad komedią wojenną "1941".

"Poszukiwacze zaginionej Arki". To nie Harrison Ford miał zagrać Indianę Jonesa
Chociaż dziś nie można wyobrazić sobie, by w Indianę Jonesa nie wcielił się Harrison Ford, nie był on pierwszym wyborem twórców. Aktor przypomniał o tym podczas promocji "Indiany Jonesa i Artefaktu Przeznaczenia", piątej części cyklu z 2023 roku. "Tom Selleck miał tę robotę, ale był też zobowiązany do występu w serialu telewizyjnym i nie mógł obejść tego kontraktu" - mówił aktor w czasie Taormina Film Festival. "Byłem drugim wyborem i dziś jestem bardzo wdzięczny Tomowi. Dziękuję ci, Tom, chłopie. Jeśli mnie słyszysz, jeszcze raz ci dziękuję".
Tom Selleck często mierzył się z pytaniami o rolę Indiany Jonesa. Od początku castingu był faworytem Spielberga. "Co mnie wkurza... Ludzie, Wikipedia, wszyscy mówią, że odrzuciłem tę rolę. Wcale nie, dostałem ją!" - wspominał Selleck w talk-show Rachel Ray. "Wziąłem udział w zdjęciach próbnych, a Steven Spielberg i George Lucas powiedzieli: masz tę rolę. Ja na to, że nakręciłem taki jeden pilot i mam nadzieję, że nie ma tu żadnego konfliktu interesów. Oni powiedzieli, żeby się tym nie martwić. Tyle że ten pilot to był 'Magnum', a telewizja CBS powiedziała: nie, nie możesz wystąpić w obu produkcjach".
Jak się później okazało, "Magnum" trafił do produkcji właśnie z powodu starań Spielberga o aktora - jego akcje poszły gwałtownie w górę, a władze CBS nie chciały wypuścić takiej gwiazdy. Ostatecznie zdjęcia do "Magnuma" zostały wstrzymane na trzy miesiące z powodu strajku aktorów. Selleck mógł więc wystąpić w "Poszukiwaczach zaginionej Arki". Jednak gdy rozpoczął się strajk, rola była już w rękach Forda. Tego zatrudniono w ostatniej chwili, gdy do zdjęć zostały tygodnie.
Lucas był sceptyczny do sugestii Spielberga, by zaangażować Forda. Aktor zdobył ogromną popularność dzięki "Gwiezdnym wojnom" i dla ojca sagi było wątpliwe, czy zgodzi się na udział w kolejnej serii. Mimo to pokazał mu scenariusz "Poszukiwaczy zaginionej Arki". "Chcę, żebyś to przeczytał. Chcę, żebyś przeczytał to w ciągu godziny" - powiedział mu Lucas. Gdy Ford był po lekturze, polecono mu spotkać się ze Spielbergiem. Aktor uczynił to z pewnym wahaniem, bo nie znał osobiście twórcy "Szczęk". Po godzinnej rozmowie Ford zgodził się na udział w "Poszukiwaczach zaginionej Arki" i dwóch sequelach. Zażądał przy tym siedmiocyfrowej gaży, procentu od zysków oraz możliwości przepisania swoich dialogów. Nikt z nim nie dyskutował.
"Poszukiwacze zaginionej Arki". Kultowa scena powstała przypadkiem
Casting Forda okazał się kluczowy dla sukcesu Indiany. W interpretacji Sellecka byłby zapewne kolejnym pozbawionym wad herosem, który z każdej opresji wychodzi bez szwanku i z uśmiechem na twarzy. Ford uczynił go ludzkim. Jones wciąż wpadał w najróżniejsze tarapaty, ale zawsze kosztowały go one sporo nerwów i wysiłku. "Indiana [...] zredefiniował klasycznego amerykańskiego herosa jako kogoś, kto nie musi mieć nerwów ze stali i skóry z teflonu. [...] Zawsze wychodzi na jego, ale wcześniej musi schować swą dumę i nie może dać się ponieść emocjom" - mówił Spielberg wywiadzie dla "Empire".
Indiana zjednał sobie widzów nie tylko swoimi wadami. Był oddanym przyjacielem o silnym kompasie moralnym, który nie wahał się pomóc słabszym. Jednocześnie nie miał problemów ze stosowaniem nieczystych numerów wobec swoich oponentów. Świetnie pokazuje to jedna z najsławniejszych scen "Poszukiwaczy...", w której naprzeciwko archeologa staje wojownik uzbrojony w miecz. Zamiast stanąć z nim do nierównego pojedynku, Jones po prostu wyjmuje pistolet i strzela do swojego oponenta.
Finalny kształt tej sceny jest zresztą wynikiem przypadku. Pojedynek był szczegółowo rozpisany w scenariuszu. Jones miał odebrać przeciwnikowi broń za pomocą swojego bicza. Pech chciał, że w dniu jego realizacji Ford, podobnie jak znaczna część ekipy filmowej, cierpiał z powodu zatrucia pokarmowego. Osłabiony i odwodniony aktor nie miał siły na kaskaderskie popisy. Wyprosił więc Spielberga, by jego bohater po prostu zastrzelił przeciwnika. Reżyser się zgodził. Sam zresztą jako jeden z nielicznych uniknął zatrucia. Przed rozpoczęciem zdjęć w Tunezji zakupił duży zapas spaghetti w puszce, którym żywił się przez cały okres realizacji. Zmiana planów zadowoliła także producentów. Wycięcie skomplikowanej sekwencji walki i zastąpienie jej krótką, wymagającą kilku ujęć sceną sprawiło, że ekipa nadrobiła dwa dni opóźnienia w zdjęciach.

Indiana Jones bawił widzów przez ponad 40 lat
"Poszukiwacze zaginionej Arki" okazali się ogromnym sukcesem finansowym i artystycznym. Przy 20 milionach dolarów budżetu film zarobił niemal 390 milionów na całym świecie. Produkcję uhonorowano m.in. ośmioma nominacjami do Oscara (w tym za film i reżyserię), a cztery z nich zamieniły się w złote statuetki. W latach osiemdziesiątych XX wieku ukazały się dwa kolejne filmy z serii: prequel "Indiana Jones i Świątynia Zagłady" (1984) oraz sequel "Indiana Jones i ostatnia krucjata". Dzielny archeolog był również bohaterem książek, komiksów i gier wideo. Pojawił się także w serialu telewizyjnym "Kroniki młodego Indiany Jonesa" (1992-1996). Produkcja przedstawiała bohatera w różnych momentach jego życia. W jednym z odcinków Ford powtórzył swoją rolę i wystąpił jako pięćdziesięcioletni Indiana na dosłownie kilka minut. W tym samym czasie aktor kręcił pierwsze sceny "Ściganego", na którego potrzeby zapuścił gęstą brodę i za nic nie dał się namówić do jej zgolenia. Tym samym Indy po raz pierwszy pojawił się z bujnym zarostem.
Jones powrócił na duże ekrany jeszcze dwa razy: w 2008 roku w "Królestwie kryształowej czaszki" oraz w 2023 roku w "Artefakcie przeznaczenia". Przy okazji premiery drugiego tytułu wytwórnia Disneya potwierdziła, że będzie to zamknięcie serii.











