W czasie przeszłym Siergiej Łoźnica szuka klucza do zrozumienia tego, co stało się z dawnym ZSRR, z Europą i ze światem. Ten współczesny mistrz kina, którego kolejne filmy, zarówno dokumenty jak i fabuły, pokazywane są na najważniejszych światowych festiwalach - ostatnio przede wszystkim w Cannes - słynie z kreacyjnego wykorzystywania archiwaliów, budowania z zachowanych materiałów filmowych innowacyjnych treści.
"Dwaj prokuratorzy": Ten film brzmi złowieszczo aktualnie
W jego najnowszym filmie archiwaliów nie ma, ale w ponurej, kasandrycznej opowieści opartej na wspomnieniach Georgija Demidowa, wybrzmiewają w zasadzie wszystkie elementy "sprawy Łoźnicy".
Demidow jest zresztą postacią ciekawą samą w sobie i warto poświęcić pisarzowi kilka zdań. Powieść "Dwóch prokuratorów" została napisana w 1969 roku, ale na pierwsze wydanie czekała prawie cztery dekady. Literatura, jak się okazuje, to wciąż niebezpieczne medium. Demidow, zmarły w 1987 roku pisarz, z wykształcenia był fizykiem, pracował w Charkowie, w Instytucie Elektrotechnicznym, skąd w 1938 roku został zaaresztowany, a następnie torturowany przez wiele miesięcy przez NKWD, wreszcie osadzony w gułagu w Kołymie, gdzie spędził kolejnych czternaście lat.
Tamto dramatyczne doświadczenie odbiło się na całej jego twórczości. Pisał do końca życia. Były to przede wszystkim wspomnienia, impresje obozowe. Za życia pisarza nie ukazał się ani jeden jego utwór; co więcej, KGB skonfiskowało wszystkie rękopisy, zabrało również Demidowowi maszynę do pisania, bez której nie mógł tworzyć - w gułagu odmroził palce. Umarł w zapomnieniu. Dopiero wiele lat po śmierci pisarza ukazały się jego pierwsze powieści. Zachwyciły między innymi Łoźnicę.
Najnowszy film twórcy "Łagodnej", opowieść rozgrywająca się w latach trzydziestych XX wieku, brzmi złowieszczo aktualnie. Więzienia na całym świecie pełne są dzisiaj ofiar systemów, a dyktatury i mechanizmy opresji mają się nawet lepiej niż sto lat temu.
Kino, które wymaga współuczestnictwa
"Dwaj prokuratorzy" (czy tytuł nie powinien przypadkiem brzmieć "Dwóch prokuratorów"?) wpisują się w wielki temat Łoźnicy, obsesyjnie przezeń eksplorowany w każdym niemal, sygnowanym jego nazwiskiem tytule. Chodzi o obronę godności wobec zniewolenia systemu, zniewolenia państwa.
Kino Siergieja Łoźnicy wymaga skupienia, wysiłku intelektualnego. Przede wszystkim wymaga współuczestnictwa. To całkiem spore wymagania wobec widza, w czasach, kiedy nie czyta się, tylko scrolluje, a skupienie uwagi możliwe jest na kilka sekund, nie na cały, statyczny, dwugodzinny seans.
Łoźnica wiele zatem od widza wymaga, ale jeszcze więcej wymaga od siebie. Nie odpuszcza, pracując ze sprawdzonymi artystami - satysfakcja, że w tej ekipie jest także nasza wspaniała kostiumografka, Dorota Roqueplo, to kolejny już film, który stworzyli razem - wychodzi bowiem z założenia, że w kinie, a przynajmniej w jego kinie, temat jest najważniejszy. Temat, a dopiero za nim kinogeniczne atrakcje. Wszystko, co jest i nie jest filmem.
Nie zaniedbuje formy, w kinie Łoźnicy, również w "Dwojgu prokuratorach", musi być nieskazitelna, dba o to przede wszystkim urodzony w ZSRR, w Kiszyniowie (dzisiejsza Mołdawia), wielki operator, Oleg Mutu, pracujący z największymi twórcami rumuńskiej "nowej fali" (Cristian Mungiu, Cristi Puiu), a w Polsce z Tomaszem Wasilewskim ("Głupcy", "Zjednoczone Stany Miłości"). Kadry Mutu są zawężone, brakuje w nich powietrza, tym powietrzem jest budulec filmowy, słowo, zoom na twarz aktora, który również otrzymuje u Łoźnicy zadanie specjalne. Jest kodyfikatorem określonej treści. Zadanie do przekazania, sprawa do załatwienia. I to się, w większości przypadków, udaje.
Dola Łoźnicy. Usłyszeć najpierw echo
Akcja "Dwojga prokuratorów" rozgrywa się w 1937 roku w ZSRR. Rosja opętana jest stalinowską czystką. Setki, tysiące donosów, aresztowań, nikt nie pyta o rzeczywistą winę, nikt nie pyta o nic. Pytania są kosztowne. Można zapłacić za nie życiem: własnym lub cudzym.
W jednym z niewielkich więzień zutylizowano setki pism od niewinnie oskarżonych więźniów politycznych, jeden z takich listów od ofiary agentów NKWD jakimś cudem trafia jednak do młodego, idealistycznie nastawionego komunisty, prokuratora Aleksandra Korniejewa w powściągliwej kreacji Aleksandra Kuzniecowa. Mężczyzna nie odpuszcza, stawia sobie za cel spotkanie z więźniem, uważa, że prawodawstwo jest wciąż możliwe. Sprawa ociera się o Moskwę, prokuratora generalnego. Determinacja "jedynego sprawiedliwego" wobec wielkiego mechanizmu kontroli, wyzysku, to jednak walka z góry skazana na przegraną.
I Łoźnica nie daje nam żadnej nadziei, że może być inaczej. Pokazuje jednak, że "jedyni sprawiedliwi" są tymi, którzy ten świat mogą jeszcze uratować. I że warto o nich kręcić filmy.
Jacek Podsiadło w wierszu "Tamto to" z tomu "Echo wydarzeń", pisał: "Zostałem poetą. To znaczy najpierw słyszę echo, dopiero potem głos".
Dola Łoźnicy, dola artystów. Usłyszeć najpierw echo. Echo dudniące.
7/10
"Dwaj prokuratorzy" (Zwei Staatsanwälte), reż. Siergieł Łoźnica, Łotwa/Ukraina/Rumunia/Niemcy/Litwa/Holandia/Francja 2025, dystrybutor: Aurora Films, premiera kinowa: 23 stycznia 2026 roku.













