"Requiem dla snu": koprodukcja Narodowego Starego Teatru w Krakowie z warszawskim Teatrem STUDIO
Premiera spektaklu "Requiem dla snu" w reżyserii Jakuba Skrzywanka odbyła się 17 kwietnia 2026 roku na Dużej Scenie Teatru Studio w Warszawie. Krakowska premiera - tydzień później, 25 kwietnia na Scenie Kameralnej Narodowego Starego Teatru.
Przedstawienie na podstawie głośnej powieści Huberta Selby'ego Jr. to pierwsza koprodukcja Narodowego Starego Teatru z warszawskim Teatrem STUDIO.
Opublikowana w 1978 roku powieść Selby'ego opowiada o czwórce bohaterów, którzy - próbując spełnić swoje marzenia - popadają w różne uzależnienia. Historia ujawnia mechanizmy autodestrukcji, w których pragnienie lepszego życia stopniowo przekształca się w pułapkę, prowadzącą do izolacji i osobistej katastrofy. Książka zyskała międzynarodową sławę dzięki głośnemu filmowi Darrena Aronofsky'ego z 2000 roku. W "Requiem dla snu" wstrząsające kreacje stworzyli Ellen Burstyn (nominowana za te rolę do Oscara) oraz Jennifer Connelly i Jared Leto.
"Było coś kuszącego w zmierzeniu się z tym kultowym filmem z młodości, z którego dziś pamięta się przede wszystkim jedną scenę, ale który na pewno odcisnął na mnie, na nas, swoje mocne piętno, pozostał gdzieś pod skórą na całe życie. Zachwycił nas język książki: trashowy, pośpieszny, brudny, potoczysty, a jednocześnie zastanowiła jej podejrzliwie trącąca moralitetem, konserwatywna wymowa, posępna rozkosz, z jaką autor doprowadza swoich bohaterów do końca, strąca poza krawędź i wymierza im karę za hedonistycznie prowadzone życie" - zapowiada spektakl Jan Czapliński, współautor scenariusza, odpowiedzialny za dramaturgię przedstawienia.
"Tak naprawdę to jest spektakl o relacjach, w których tkwimy sami ze sobą, z innymi, a może nawet o braku kontaktu z innymi i o tym, jak i czym zasypujemy te braki. Potocznie możemy to nazwać różnym używkami, ale my myślimy o tym w znaczeniu o wiele szerszym" - powiedział na spotkaniu z dziennikarzami tuż przed krakowską premierą "Requiem dla snu" Jakub Skrzywanek, reżyser spektaklu i dyrektor artystyczny Narodowego Starego Teatru.
"Selby napisał tę powieść w 1978 roku. Aronofsky dwadzieścia kilka lat później ją zekranizował, a my dzisiaj - dwadzieścia kilka lat po nim - znowu sięgamy po tę historię. To nie jest jednak wierna adaptacja książki jak film, bo on był naprawdę bardzo wiernym odzwierciedleniem powieści Selbiego. U nas powieść tak naprawdę jest punktem startu" - dodał reżyser.
Skrzywanek w rozmowie z Anną Kempys z serwisu Interia Film opowiedział o tworzeniu tego niezwykłego spektaklu. Prace z Janem Czaplińskim nad scenariuszem trwały pół roku.
- Na pewno nie chcieliśmy tworzyć moralitetu, chcieliśmy stworzyć obraz współczesności, w której algorytmy, media i social media produkowane są w taki sposób, żeby nas od tego uzależnić. Zaczynamy od mojej ulubionej sceny z powieści, nawet nie z filmu, w której syn przychodzi do matki, żeby ją przeprosić i kupuje jej nowy telewizor, a w połowie rozmowy orientuje się, że ona jest totalnie pod wpływem jakichś używek. Ważna dla nas była opowieść o tym, jak można utknąć w relacji bycia z drugą osobą. Złożyliśmy sobie, żeby ten spektakl był takim drivem, który ma widzowi dać poczucie, jakby to on był pod wpływem środków odurzających - mówił reżyser.
Skrzywanek wspominał, że kiedy obejrzał film Aronofskiego pierwszy raz, miał zaledwie... 13 lat.
- Pamiętam to bardzo dobrze. Miałem 13 lat, byłem w gimnazjum, uciekłem z lekcji, bo mój przyjaciel powiedział, że jego rodzice wypożyczyli ten film na DVD. Była chyba dwunasta w południe, siedzieliśmy na dywanie przyklejeni do ekranu. Pamiętam te wszystkie obrazy ciał, ran, blizn, powiększających się źrenic, ale wyparłem całą seksualność tego filmu. Odświeżyłem go sobie po latach i zrobił na mnie wielkie wrażenie, szczególnie ta słynna scena z Marion [jedna z bohaterek - red.]. Co ciekawe, tej sceny nie ma w powieści. Jest tam tylko jedno zdanie, że Marion dostała zaproszenie na udział w programie artystycznym. Oczywiście między wierszami możemy się domyślać, czym ten program artystyczny jest - w filmie Aronofskiego to zostało pokazane w bardzo mocny sposób.
Czy twórcy spektaklu chcieli "odbić się" od filmu? Czy przedstawienie ma jakoś korespondować z "Requiem dla snu" Aronofskiego?
- To legendarny film i mamy w spektaklu takie małe mrugnięcie okiem do widza, ale bardzo staraliśmy się od tego odciąć. Jesteśmy teraz w innych czasach, używamy innych środków, a przede wszystkim teatr to zupełnie inne medium. Niesamowite jest to, co zrobił Aronofsky. Średnio w filmie mniej więcej stuminutowym, a tyle ma "Requiem dla snu", jest około 600, maksymalnie 700 ujęć. A "Requiem..." ma ich ponad dwa tysiące! Aronofsky mówił o tym, że to jest montaż hip-hopowy, tak to nazywał. Oczywiście my w teatrze nie jesteśmy w stanie tego zrobić w taki sposób. Staraliśmy się skupić na innych rzeczach.
Co dla twórcy teatralnej wersji "Requiem dla snu" jest najważniejszym tematem tego przedstawienia?
- Podczas pracy nad tym spektaklem i cały czas jak go teraz oglądam, nie opuszcza mnie myśl, jak bardzo szybko można się pogubić i jak bolesne jest, kiedy orientujesz się, w jakim jesteś miejscu. Jak bardzo możesz obrzydzać samego siebie i jak bardzo w tym obrzydzeniu możesz się dojść do decyzji absolutnie nieodwracalnych. Dla mnie to jest opowieść o ogromnym smutku i samotności.
Jakub Skrzywanek dodał, że to spektakl od osiemnastego roku życia. - To jest bardzo ważne. My nie zapraszamy na miły wieczór w teatrze, ale chyba nikt nie spodziewał się, że tak będzie. Te środki, które tutaj stosujemy, są mocne.

"Requiem dla snu": obsada i twórcy spektaklu
"Pracowaliśmy na dwa miasta. Pięć tygodni prób w Warszawie, pięć tygodni prób w Krakowie. Wzięliśmy z obu zespołów to co najlepsze" - mówił dziennikarzom Skrzywanek.
Bohaterów spektaklu "Requiem dla snu" grają: Anna Radwan (Stary Teatr), Daniel Dobosz (Teatr STUDIO), Magda Grąziowska (Stary Teatr), Adam Nawojczyk (Stary Teatr), Rob Wasiewicz (Teatr STUDIO), Krzysztof Zawadzki (Stary Teatr), Marta Zięba (Teatr STUDIO), Ewelina Żak (Teatr STUDIO) i Justyna Skoczek (muzyka na żywo).
Spektakl budują - oprócz scenografii Grzegorza Layera, oświetlonej przez Jacqueline Sobiszewski i projekcji Natana Berkowicza - queerowe kostiumy autorstwa Lili Dziedzic, inspirowane epoką późnego renesansu, barokiem i rokoko. Ich symboliczną dominantą jest czerwień, którą można odnaleźć w kreacji każdej z postaci.
Autorem organowej muzyki jest Marcin Masecki - jeden z najbardziej wyrazistych współczesnych polskich pianistów i kompozytorów, którego twórczość balansuje między klasyką, jazzem a eksperymentem. "To requiem jest mszą żałobną dla naszych marzeń" - opisują muzykę do tego spektaklu twórcy.
"Jest ogromne zainteresowanie spektaklem. Nie pamiętam czegoś takiego od wielu lat. W Krakowie mamy wyprzedane bilety na trzy miesiące do przodu, a w przypadku Warszawy na sześć miesięcy do przodu. To jest naprawdę wyjątkowa rzecz" - oświadczył Jakub Skrzywanek.








!["Posłani" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSSXVVHREPCLY-C401.webp)

