Arnold Schwarzenegger i Sylvester Stallone
Arnold Schwarzenegger i Sylvester Stallone zaczęli rozkręcać swe kariery w drugiej połowie lat 70. XX wieku. W kolejnej dekadzie obaj zostali ikonami kina akcji. Chociaż w końcu wystąpili razem w trzech częściach "Niezniszczalnych" i "Planie ucieczki", na początku nie było mowy o współpracy. To była ostra rywalizacja i na pewno nie należała do przyjacielskich.
Wszystko zaczęło się w 1977 roku podczas rozdania Złotych Globów. Schwarzenegger był nominowany za najlepszy debiut w filmie "Niedosyt". Z kolei "Rocky", którego Stallone był gwiazdą i autorem scenariusza, miał szansę na sześć statuetek. Organizatorzy posadzili dwóch młodych gwiazdorów przy jednym stole. "Spytałem, kim jest ten wielki facet" - wspominał Stallone w rozmowie z "Variety". "A on na to: 'jestem Arnold Schwarzenegger, nowy talent roku'. To ja na to: 'przepraszam, dobrze'".
Schwarzenegger wygrał w swojej kategorii. Z kolei "Rocky" ciągle przegrywał. Przyszły "Terminator" co chwilę dogryzał Stallone'owi. Gdy opowieść o ubogim bokserze, który ma szansę walki z mistrzem świata, została uhonorowana jako najlepsza produkcja dramatyczna roku, cisnął w stronę Schwarzeneggera wielki wazon z kwiatami. "Pomyślałem sobie: rękawica rzucona" - wspominał.
W kolejnych latach obaj walczyli o pierwsze miejsce w box-offisie. Wkrótce ich rywalizacja przeniosła się na inne aspekty ich ról. "[Stallone] musiał używać większej broni. Najpierw był konkurs na to, kto ma większą spluwę, a potem kto używa większego noża" - śmiał się Schwarzenegger podczas spotkania z publicznością na Beyond Fest w 2017 roku. "Pamiętacie? Nóż Rambo zrobił się tak wielki, że wyglądał jak miecz! Nikt takiego nie ma! Stallone kazał sobie taki zrobić, więc ja musiałem zamówić sobie większy. I tak to się kręciło. Kto fajniej zabijał przeciwników? Kto zabił na ekranie więcej osób? Czyje filmy zarobiły więcej? Kto wygląda przed kamerą, jakby miał mniej tłuszczu? To trwało i nie miało końca. To było niewiarygodne".
Rywalizacja Stallone'a i Schwarzeneggera była tak zacięta, że w pewnym momencie gwiazdor "Gliniarza w przedszkolu" postanowił celowo wepchnąć swojego rywala na minę. Gdy nadarzyła się ku temu okazja, wmanewrował go w realizację jednego z najgorszych filmów lat dziewięćdziesiątych. Na początku ostatniej dekady XX wieku do rąk Schwarzeneggera trafił scenariusz komedii "Stój, bo mamuśka strzela". Opowiadał o policjancie, który jest zmuszony zamieszkać ze swoją nadopiekuńczą matką.
"Przeczytałem scenariusz, który był tak bardzo zły. Robiłem już filmy, które należało spuścić w toalecie. Jednak ten był naprawdę zły. Ponieważ było to w czasie naszej wojny [ze Stallone'em], pomyślałem sobie, że wypuszczę plotkę, że jestem bardzo zainteresowany. Wiem, jak to działa w Hollywood. Potem zażądam o wiele za dużo pieniędzy. A oni pomyślą, że może spróbować zaangażować Slya, może zrobi to taniej. Powiedzieli mu: 'Schwarzenegger jest zainteresowany. [...] Mówił o tym. Jeśli chcesz mu to zabrać, jest taka możliwość'. A on się na to nabrał! Totalnie połknął haczyk! Tydzień później usłyszałem, że podpisał kontrakt" - śmiał się Schwarzenegger.
Stallone potwierdził tę historię, gdy gościł w programie Jonathana Rossa. "Przez jakiś czas nie mogliśmy znieść, że obaj żyjemy w jednej galaktyce. Naprawdę się nienawidziliśmy" - przyznał filmowy Rocky. "[Schwarzenegger] jest całkiem inteligentny. Zaczął chodzić po mieście i mówić: 'Nie mogę się doczekać, aż nakręcę ten film'. Poszedłem do mojego agenta i kazałem mu to zabrać, chciałem go zastąpić. Dostałem rolę i zdałem sobie sprawę, co to za szajs. A tamten się śmiał".
"Schwarzenegger nabrał mnie, żebym wystąpił w tym" - mówił Stallone w programie porannym "Fox and Friends". "To był ten moment, gdy myślałem 'Po co tu jestem?'. Była jedna scena, w której chcieli, żebym zagrał w ogromnej pieluszce". Stallone do dziś twierdzi, że "Stój, bo mamuśka strzela" jest najgorszym filmem w jego karierze. Zgodzili się z nim krytycy i widzowie. Produkcja otrzymała trzy Złote Maliny: dla najgorszego aktora (Stallone), najgorszej aktorki drugoplanowej (Estelle Getty, który zagrała tytułową mamuśkę) oraz scenariusz. Jedyny plus całej sytuacji? "Przynajmniej nie musiałem urodzić dziecka" - żartował Stallone, nawiązując do komedii "Junior", w której Schwarzenegger zagrał naukowca w ciąży.
W kolejnych latach relacje między aktorami znacznie się ociepliły. Dziś są jednymi z najlepszych przyjaciół w Hollywood. "Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, bo nie wyglądało to ładnie. Ciągle się atakowaliśmy. Wyzywaliśmy się, wytykaliśmy sobie słabości, we wszystkim konkurowaliśmy" - wspominał filmowy Terminator.

Steven Seagal i Jean-Claude Van Damme
Jean-Claude Van Damme i Steven Seagal zyskali sławę pod koniec lat 80. XX wieku. Obaj szybko dali znać, że za sobą nie przepadają. Gwiazdor "Liberatora" gościł w 1991 roku w programie Arsenio Halla. Spytany o Van Damme'a, początkowo unikał odpowiedzi. "Obiecałem moim mistrzom, że będę dziś grzecznym" - mruknął. Hall nie dawał jednak za wygraną. Przypominał o sportowych osiągnięciach Belga. "Czy [Van Damme] był jakimś mistrzem, jest kwestią dyskusyjną. Nie jestem złośliwy czy coś takiego. Życzę mu wszystkiego dobrego, ale jest mnóstwo ludzi twierdzących, że to nieprawda".
Van Damme nie był zachwycony tymi komentarzami. Skonfrontował się z Seagalem podczas wydarzenia w sieci restauracji Planet Hollywood. Mistrz aikido zapewniał go, że nie miał nic złego na myśli i sprowadził wszystko do żartobliwej "zawodowej rywalizacji". Chociaż uścisnęli sobie ręce, ich konflikt tylko się zaostrzał. Van Damme nazywał swojego rywala "nudnym" oraz "macho walczącym w garniaku". Seagal nie pozostał mu dłużny. "Mogę się śmiać? Czy myślę, że Jean-Claude jest twardzielem albo mistrzem sztuk walki? Nie" - mówił w kolejnym wywiadzie.

Miarka przebrała się w 1997 roku, gdy obaj gościli na przyjęciu w posiadłości Sylvestra Stallone'a. Van Damme miał wyzwać Seagala na pojedynek. Kłótnię przerwał im gospodarz, który kazał załatwić swoje sprawy na zewnątrz. Gwiazdor "Krwawego sportu" spełnił jego życzenie, jednak do walki nie doszło. "Czekałem dwie godziny, ale nikt się nie pojawił. Seagal zachował się bardzo nieładnie" - żartował później Van Damme.
Według Stallone'a Belg nie dał za wygraną i odnalazł swojego przeciwnika w jednym z klubów nocnych, jednak i tym razem Seagalowi udało się wymigać od walki. Gdyby do niej doszło, filmowy Rambo stawiał na wygraną Van Damme'a. Gwiazdor "Wygrać ze śmiercią" był innego zdania. "To byłoby jak zmiażdżenie mrówki" - mówił w swoim reality show "Steven Seagal Lawman". W kolejnych latach gwiazdy "Kickboxera" i "Liberatora" nie szczędziły sobie uszczypliwości. "Steven świetnie się prezentuje. Jasne, mógłby zrzucić trochę wagi, co nie jest wcale takie trudne. Ma dużo charyzmy. Czasem mówi o mnie brzydko, ale według mnie to głupoty... To miły facet" - mówił Van Damme w 2012 roku, proponując, by Seagal zagrał złoczyńcę w trzeciej części "Niezniszczalnych".

Vin Diesel i Dwayne Johnson
Dwayne Johnson dołączył do serii "Szybcy i wściekli" w jej piątej odsłonie z 2011 roku. Dawny zapaśnik od początku nie dogadywał się z Vinem Dieselem, gwiazdorem cyklu. W poście na Instagramie z sierpnia 2016 roku, gdy kręcono ósmą część "Szybkich i wściekłych", Johnson dał temu wyraz. "Żadna inna seria nie sprawia, że puls mi przyspiesza. Moje koleżanki z planu były zawsze niesamowite i kocham je. Moi koledzy to inna historia" - pisał Johnson. "Jedni zachowywali się jak prawdziwi mężczyźni i profesjonaliści. Inni nie bardzo. Ci, którym to nie wyszło, są zbyt tchórzliwi, żeby się zmienić. Słodziaki".
Dwa dni później opublikował kolejny post, tym razem w bardziej pojednawczym tonie. "W rodzinie zawsze zdarzają się różnice zdań i przekonań. Dla mnie konflikt może być czymś dobrym, jeśli prowadzi do jakiegoś rozwiązania. Wychowałem się w atmosferze zdrowych konfliktów i akceptuję je. Jak każda rodzina, jesteśmy dzięki temu lepsi" - pisał. "Ostatecznie ja i moi koledzy z 'Szybkich i wściekli 8' zgadzamy się, że najważniejsze jest dostarczenie światu niesamowitego filmu".
Diesel odniósł się do jego słów przy okazji premiery "Szybkich i wściekłych 8" w kwietniu 2017 roku w rozmowie z "USA Today". "Według mnie niektóre rzeczy zostały wyolbrzymione. Myślę, że nie było to zamiarem [Johnsona]. Wiem, że docenia, jak bardzo pracuję nad tą serią. W moim domu jest 'wujkiem Dwayne'em'" - mówił aktor. Następnie dodał, że kolega z planu nie wie, ile mu zawdzięcza.

"Chronię tę franczyzę. Chronię wszystkich, w tym Dwayne'a. Chroniłem go bardziej, niż kiedykolwiek będzie wiedział. I to nie ma znaczenia. On nie musi o tym wiedzieć, ale docenia to. […] Dwayne Johnson ma tylko jednego starszego brata w świecie filmu i jestem nim ja". Johnson skomentował, że "ma jednego starszego brata i to jego brat przyrodni. Tyle".
Szczegóły konfliktu dwóch gwiazdorów zostały opisane w "Rolling Stone" w 2018 roku. Wynikało z niego, że Diesel i Johnson nie nagrali razem ani jednej sceny do ósmej części. Dawny zapaśnik tłumaczył, że obu dzieli "podejście do kręcenia filmów i współpracy". Wyraził także wątpliwości, czy po premierze spin-offa "Hobbs i Shaw" wróci do serii "Szybcy i wściekli". Zaznaczył, że nie żywi wobec Diesela "żadnej urazy". Autor artykułu dodał jednak, że po tych słowach zaczął głośno się śmiać. Gwiazdor serii odpowiedział, że jako producent robił wszystko, by aktorzy w nią zaangażowani wypadli jak najlepiej i nie żałuje swych decyzji.
Johnson odniósł się do ich konfliktu ponownie w rozmowie z "Vanity Fair" z października 2021 roku. Zaradził, że zgodził się wystąpić w ósmej części pod warunkiem, że nie będzie miał wspólnych scen z Dieselem. "Tak było najlepiej. Dla wszystkich" - stwierdził. Dodał, że jego zdanie o metodach pracy gwiazdy cyklu podzielali członkowie ekipy filmowej.
Johnson nie pojawił się w dziewiątej części serii. W listopadzie 2021 roku Diesel opublikował ich wspólne zdjęcie na swoim koncie na Instagramie. "Mój braciszku Dwayne. Nadszedł czas. Świat czeka na finał 'Szybkich i wściekłych 10'. Jak wiesz, moje dzieci nazywają cię 'wujkiem Dwayne'em'. Nie ma świąt, w które nie wysyłacie do siebie nawzajem życzeń. Nadszedł czas. Nasze dziedzictwo czeka. Mówiłem ci lata temu, że dotrzymam obietnicy danej Pablo. Przyrzekłem mu, że w finałowej, dziesiątej odsłonie dosięgniemy szczytu" - czytamy w komentarzu do niego. W rozmowie ze stacją CNN Johnson przyznał, że był zaskoczony tym wyznaniem. Nazwał je manipulacją. Nie podobało mi się, że Diesel wspomniał o swoich dzieciach, a także o tragicznie zmarłym w 2013 roku Paulu Walkerze ['Pablo'].
"Rozmawialiśmy o tym miesiące temu i doszliśmy do jasnych wniosków. Moim celem od początku było zakończenie niesamowitej przygody z serię 'Szybcy i wściekli' z gracją i wdziękiem. Szkoda, że ten publiczny dialog to przekreślił" - mówił Johnson, zaznaczając, że nie wystąpi w dziesiątej odsłonie serii. Ostatecznie pojawił się jednak w scenie między napisami filmu. "Zeszłego lata Vin i ja zostawiliśmy wszystkie zaszłości za sobą" - napisał Johnson w mediach społecznościowych po premierze filmu. Zapewnił, że obaj chcą dbać o franczyzę, bohaterów i fanów, których kochają.










