"Dyrygent": wstrząsający obraz, który podzielił Czechów
"Dyrygent" w nieśpieszny sposób prowadzi nas przez historię wyróżniającej się na zajęciach w szkole muzycznej trzynastoletniej Karoliny (debiutująca Kateřina Falbrová), która najpierw otrzymuje propozycję dołączenia do głównego zespołu, następnie pobytu na elitarnym zimowym zgrupowaniu, prestiżową funkcję solistki i wreszcie szansę wyjazdu w trasę po USA.
Jesteśmy świadkami powolnego przesuwania granic, wykorzystywania rangi autorytetu oraz gry na ambicjach i odczuciach bohaterki i jej koleżanek. Kierujący chórem Vit Mácha (w tej roli słowacki aktor Juraj Loj) niczym rasowy drapieżnik karmi się dojrzewaniem Karoliny, jej pragnieniem wydobycia się z kokonu dziecka, uzyskania samodzielności i dorównania starszej siostrze Lucie (Maya Kintera), która ma w chórze ugruntowaną pozycję. I która, choć prawdopodobnie również należy do listy ofiar nauczyciela, będzie w milczeniu i z zazdrością przyglądać się jej wchodzeniu w pułapkę zastawioną przez dyrygenta.

Punktem wyjścia do scenariusza filmu Ondřeja Provazníka była historia głównego dyrygenta Bambini di Praga - Bohumila Kulínskiego, skazanego w 2009 roku na pięć i pół roku więzienia za wykorzystanie seksualne w latach 1984-2004 kilkudziesięciu młodych chórzystek. Twórcy zdecydowali się jednak na zmianę personaliów. Tytułowy bohater kieruje działającym w Pradze chórem Canticella, a jego główna filmowa ofiara nosi w sobie cechy kilku ofiar czeskiego dyrygenta. Jednak fakt, że do skazania Kulínskiego doprowadziły w dużej mierze zeznania noszącej to samo imię byłej chórzystki Karoliny Ruppertovej (odmówiła współpracy przy filmie), wywołał w Czechach dyskusję o wtórnej wiktymizacji. A obraz jako oficjalny kandydat Czech do Oscara podzielił w tym względzie tamtejsze środowisko filmowe.
Z punktu widzenia polskiego widza to jednak fakty niemające większego wpływu na ekranową opowieść, ale wiele mówiące o tym, jak trudno opowiadać takie historie bez powtórnego ranienia tych, którzy już raz zostali skrzywdzeni.
"Dyrygent": znakomita rola debiutującej na dużym ekranie Kateřiny Falbrovej
"Dyrygent" to film oparty w dużej mierze na znakomitej roli Kateřiny Falbrovej, która w momencie realizacji zdjęć miała zaledwie 13 lat. Przypominająca urodą pochodzącą z Czech, popularną w latach 80. i 90. modelkę i aktorkę Paulinę Porizkovą, młoda aktorka za tę kreację otrzymała w tym roku Czeskiego Lwa (nominowany w 13 kategoriach film ostatecznie dostał też statuetki za dźwięk i muzykę). To kreacja zbudowana na niewinności, fascynacji otwierającym się światem, zaufaniu i nieumiejętności dostrzeżenia czających się zagrożeń, które film każe nam rozpoznać na długo przed tym, zanim w pełni się zmaterializują.
Provazník osadza swoją opowieść w epoce transformacji, gdy słowo "kariera" miało w sobie moc na poły magiczną, a perspektywa wyjazdu do USA brzmiała niczym fantazja rodem z kinowego ekranu, ustawiając dyrygenta w roli demiurga mogącego za dotknięciem batuty odmienić los przeciętnej czeskiej nastolatki.
Dziś, gdy czytamy o aferze Epsteina, widzimy że te mechanizmy działały skutecznie jeszcze nawet kilkanaście lat temu. A bardzo prawdopodobne, że w dużym stopniu występują i dziś. Nie bez powodu pięć lat temu na gali Czeskich Lwów statuetka dla najlepszego filmu oraz Nagroda Publiczności trafiły w ręce Víta Klusáka i Barbory Chalupovej, autorów dokumentu "Złapani w sieci", pokazującej porażającą skalę wykorzystywania młodych osób w internecie. I choć "Dyrygent" to kino fabularne, odwołujące się do historii z przeszłości, to zawarte w nim ostrzeżenie przed uleganiem blaskowi różnej maści autorytetów, pozostaje boleśnie aktualne.
7,5/10
"Dyrygent" (Sbormistr), reż. Ondřej Provazník, Czechy, Słowacja 2025, dystrybutor: nazywowkinach.pl, premiera kinowa: 10 kwietnia 2026 roku.











