Powrót kultowej komedii spisany był na straty. Czwarta część powstanie dzięki... Trumpowi?
Plotki o kontynuacji "Godzin szczytu", jednej z najbardziej popularnych serii komediowych, pojawiły się już w 2017 roku - dokładnie dekadę po premierze trzeciej odsłony cyklu. Twórcy przeżyli jednak wiele rozczarowań. Ze względu na kontrowersje związane z reżyserem oryginalnych filmów, żadne studio nie chciało podjąć się próby wskrzeszenia serii. Teraz na jaw wyszła informacja, że w końcu się udało i film powstanie, a to za sprawą wsparcia ze strony... samego prezydenta!
W 1998 roku na wielkie ekrany trafiła pierwsza część z cyklu "Godziny szczytu", który okazał się wielkim hitem na całym świecie i finalnie doczekał się aż dwóch kontynuacji. Fabuła pokazywała współpracę dwóch policjantów: rozgadanego i otwartego Jamesa Cartera (Chris Tucker) oraz stonowanego inspektora z Hong Kongu, Lee (Jackie Chan). Mimo kulturowych różnic i odmiennych cech charakteru mężczyźni łączyli siły, by rozwiązywać kryminalne zagadki.
Pierwsza odsłona zarobiła aż 244 mln dolarów, a kolejne odniosły jeszcze większy sukces. Druga część zadebiutowała w 2001, przynosząc zysk 347 mln dolarów, a "Godziny szczytu 3", które odnotowały wynik 258 mln dolarów, widzowie oglądali w kinach w 2007 roku.
Pierwsze pogłoski o wznowieniu serii pojawiły się w 2017 roku. Twórcy zetknęli się jednak ze ścianą - nikt nie chciał związać się z serią, którą wyreżyserował Brett Ratner. Mężczyzna został oskarżony przez wiele kobiet o nadużycia. Z tego powodu studio Warner Bros. zerwało z nim wszelkie kontakty, a Sony i Lionsgate już na starcie odmówiły udziału w czwartek odsłonie cyklu.
Sami aktorzy wyrażali chęć powrotu do kultowych ról. Jeszcze niedawno Jackie Chan mówił w jednym z wywiadów: "Pospieszcie się! W przeciwnym razie Chris Tucker i ja będziemy mieli po 100 lat. Będziemy staruszkami grającymi w 'Godzinach szczytu'".
Teraz świat obiegła informacja, że Paramount zajmie się dystrybucją filmu "Godziny szczytu 4". Długo oczekiwana kontynuacja podobno skorzystała na interwencji samego prezydenta USA! To Donald Trump miał osobiście poprosić studio o wznowienie serii, jak donosi "Semafor". Brett Ratner ponownie podejmie się reżyserii produkcji i będzie to jego pierwszy film fabularny od 2014 roku. Wcześniej zaznajomił się z parą prezydencką, gdy zrealizował dokument "Melania", za którego dystrybucję Amazon zapłacił 40 milionów dolarów.
Paramount ma otrzymać prowizję za dystrybucję filmu, ale nie będzie zajmować się ani marketingiem, ani finansowaniem filmu. Warner Bros., które związane było z oryginalną serią, otrzyma procent z przychodów jeszcze zanim finansiści odzyskają jakiekolwiek koszty.
Zobacz też: Nowy film zdobywcy Oscara. Autoironia i poprawność polityczna