Moim ulubionym filmem braci Farrelly nie są oba wyżej wymienione klasyki, ale "Kręglogłowi" (1996), który nadal się nie zestarzał i nadal jest kwintesencją ich bezczelnego stylu. Głupie i często wyjątkowo niesmaczne żarty mieszają się tam z wielką empatią do sympatycznych i niezdarnych looserów, ale też wyjątkowymi epizodycznymi rolami, które zapisały się w klasyce gatunku. Bill Murray jako Ernie McCracken jest przecież postacią nieśmiertelną niczym Jeff Lebowski i Walter Sobczak z kręgielni, która mogłaby stać obok tej z arcydzieła braci Coen. Nie inaczej jest nawet w mniej udanych filmach Farrellych, jak "Ja, Irena i Ja" z Jimem Carreyem czy "Skazani na siebie". W każdym z tych filmów przynajmniej jedna scena, albo jeden bohater wchodził do kanonu gatunku.
"Balls Up" ma punkt wyjściowy perfekcyjnie pasujący do tego rodzaju kina. Z każdą kolejną minutą jednak okazuje się, że wszystko co w filmie najzabawniejsze i najbardziej obrazoburcze, zawarte jest w zwiastunie.
"Balls Up": zachowawcza komedia. Czego zabrakło?
Napisany przez Rhetta Reese'a i Paula Wernicka (mają na koncie tak błyskotliwe komedie jak "Zombieland" i "Deadpool") film opowiada o sprzedawcy Bradzie (Mark Wahlberg) i projektancie Elijah (Paul Walter Hauser), który jadą na Mundial do Brazylii, by sprzedać nowatorskie prezerwatywy. Co jest w nich nowatorskiego? Otóż zakrywają nie tylko przyrodzenie, ale też… jądra. Zabawne? Dla fanów "Głupiego i głupszego" na pewno. Ja po takim otwarciu filmu wygodnie rozsiadłem się z popcornem w ręku i…no właśnie. I nic. Z każdą kolejną sceną widać wyraźnie, że pary i błysku twórcom starczyło wyłącznie na pierwszy kwadrans.
Obciachowa para sprzedawców rujnuje Brazylijczykom Mundial, co przecież jest uderzeniem w ich najważniejszą wartość religijną. Ba, pojawia się Nawet baron narkotykowy grany przez Sache Barona Cohena. Dlaczego tego epizodu nie zapamiętałem na dłużej jak Billa Murraya? Dlatego, że "Balls Up" to ciąg średniej jakości skeczy, które wyparowują z głowy momentalnie po seansie. Pochwalić można jednak aktorstwo, które zawsze było najmocniejszą stroną kina Farrelly. Hauser jest aktorem wciąż nie do końca odkrytym, a przecież zarówno w "Richard Jewell", jak i serialu "Czarny ptak" pokazał, że ma ogromny potencjał dramatyczny. Komediowy też. Ma wyczucie czasu i dystans do własnej sylwetki. Buduje też chemię z Wahlbergiem. Tyle, że to wszystko jest grane na zachowawczych półśrodkach.

Gdzieś daleko czuć klimat dawnego kina z pieczątką Farrelly, ale można odnieść wrażenie, iż wszystkie najbardziej odjechane pomysły zostały stępione przez koordynatorów do spraw przeróżnych wrażliwości. Nie jest to politycznie poprawna komedia, ale nie ma też bezczelności "Sposobu na blondynkę". Szczególnie jednej sceny z włosami Cameron Diaz. A przecież cały ten film miał mieć właśnie taki poziom i dotykać tej sfery żartów. A może to Oscar za "Green Book" tak zmienił Petera Farrelly'ego, że teraz nie potrafi już docisnąć pedału do końca? Cóż, poczekajmy, gdy do duetu wróci Bobby. Może bracia tylko we dwóch potrafią bezczelnie opowiadać o męskich duetach, którzy zawsze trafiają na jakąś dziewczynę ich koszmarów.
5/10
"Balls Up", reż. Peter Farrelly, USA. Data premiery na Prime Video: 15 kwietnia 2026 r.











