Gra "Mortal Kombat" studia Midway Games ukazała się w 1992 roku. Nie miała tylu postaci, co konkurujący z nią "Street Fighter II". Walka nie była tak płynna, a styl walki wypadał dosyć prosto. Te niedostatki nadrabiano wyolbrzymioną brutalnością, która wywołała ogromne kontrowersje, ale też przysporzyła produkcji wielu fanów. Jej sequel pojawił się w salonach gier już w 1993 roku. Fabuła była pretekstowa. Skupiała się na walce sił Ziemi z przedstawicielami innego wymiaru Outworld w tytułowym turnieju. Stawką był los planety.
"Mortal Kombat". Twórcy gry nie wierzyli w sukces filmu
W 1993 roku, gdy druga część gry znajdowała się jeszcze w fazie testowania, studio Midway odwiedził producent filmowy Lawrence Kasanoff. Stwierdził, że "Mortal Kombat" ma potencjał na kinowy hit. Jej twórcy nie byli jednak przekonani, wskazując na artystyczne i frekwencyjne porażki kolejnych adaptacji gier wideo. Kasanoff negocjował z nimi przez kilka miesięcy. W końcu stał się właścicielem praw do adaptacji "Mortal Kombat".
"Mortal Kombat". Klucz do sukcesu filmu
Reżyserię powierzono Paulowi W.S. Andersowi, który miał wówczas na swoim koncie zaledwie jeden film, "Shopping" z 1994 roku. Niespełna trzydziestoletni twórca wiedział, że stojące przed nim zadanie nie było proste. "[Filmy na podstawie gier wideo] wydawały się wręcz przeklęte, bo było sporo nieudanych, jak ‘Znak smoka’ i ‘Super Mario Bros.’" – przyznał w rozmowie z "Entertainemnt Weekly" w 2020 roku. Anderson uważał, że "Mortal Kombat" może czekać lepszy los. Po wielu godzinach z grą stwierdził, że jej świat oferuje bogatą mitologię, która była niemniej ciekawa od samych walk. "Przypominało mi to filmową klasykę: ‘Jazona i Argonautów’ oraz ‘Wejście smoka’".
Anderson nie miał w ogóle doświadczenia z efektami specjalnymi. Nadrabiał zaległości podczas przygotowań do zdjęć. Uznał jednak, że dobrze zrealizowane walki będą podstawą sukcesu filmu. "Dwóch aktorów, którzy naprawdę potrafią się bić, to piękny obrazek, który dział i 30 lat temu, i trzy tygodnie temu" – przekonywał reżyser.
Za choreografię walk i trening aktorów miał odpowiadać Pat E. Johnson, który pracował wcześniej przy "Karate Kid" i "Wojowniczych Żółwiach Ninja". Kluczową osobą okazał się jednak Robin Shou, kaskader z Hongkongu, który wcielił się w Liu Kanga, głównego bohatera filmu. Początkowo chciał odrzucić rolę, ponieważ obawiał się, że będzie ona powielała stereotypy dotyczące Azjatów. Zmienił zdanie, gdy dowiedział się, że wcieli się w protagonistę. Doświadczenie kaskaderskie Shou pozwoliło Andersonowi lepiej pracować z tym pionem. Z kolei Johnson tak przeszkolił pozostałych aktorów, że w większości wypadków nie potrzebowali dublerów.

"Mortal Kombat". Do głównych ról rozważano wielkie nazwiska
Casting do produkcji nie był prosty. Producenci chcieli obsadzić Jeana-Claude’a Van Damme’a jako Johnny’ego Cage’a. Postać w grze została oparta na jego występie w "Krwawym sporcie". Van Damme odmówił, ponieważ wolał wystąpić w "Ulicznym wojowniku". Rozważano młode gwiazdy kina pokroju Toma Cruise’a. Ostatecznie zdecydowano się na Lindena Ashby’ego, który miał doświadczenie w sztukach walki.
Faworytką do roli Sonii Blade była Bridgette Wilson. Aktorka pojawiała się na kolejnych etapach castingu i wypadała fenomenalnie. Na samym końcu musiała zrezygnować, ponieważ rozpoczynały się zdjęcia do "Billy’ego Madisona", w którym grała jedną z głównych ról. Producenci rozważali angaż Christiny Applegate. Angaż trafił ostatecznie do Cameron Diaz, która była świeżo po sukcesie "Maski" z Jimem Carreyem. Ponieważ rola była fizycznie wymagająca, aktorka przeszła długi trening. Na chwilę przed rozpoczęciem zdjęć złamała nadgarstek i nie mogła wystąpić. Należało szybko znaleźć jej zastępstwo, żeby uniknąć kosztownych opóźnień. Okazało się, że Wilson właśnie kończy zdjęcia do "Billy’ego Madisona". Aktorka zgodziła się przyjąć rolę Sonii. Dzień po ostatnim klapsie komedii z Adamem Sandlerem trafiła na plan "Mortal Kombat". Trenowała w przerwach między swoimi scenami.
Jako lorda Raidena, boga piorunów i opiekuna ziemskich wojowników, producenci widzieli Seana Connery’ego. Legendarny aktor odmówił jednak, ponieważ nie chciał przyjąć roli, która była fizycznie wymagająca. Jak przyznał, zamiast tego wolał pograć w golfa. W postać wcielił się jego kolega z planu "Nieśmiertelnego" Christopher Lambert. Aktor często improwizował swoje kwestie, co dodało filmowi sporo humoru. Jego zachowanie irytowało jednocześnie twórców gry, którzy wyobrażali sobie Raidena jako poważne i posępne bóstwo. Niemniej, po premierze filmu występ Lamberta był powszechnie chwalony.
Natomiast Cary-Hiroyuki Tagawa był jedynym wyborem do roli złego czarnoksiężnika Shang Tsunga. Aktor wypadł w roli wyniosłego złoczyńcy tak dobrze, że w kolejnych odsłonach gier postać wzorowano na jego kreacji.

"Mortal Kombat". Na planie nie brakowało urazów i wypadków
Za namową Shou aktorzy starali się jak najrzadziej korzystać z pomocy dublerów. Kosztowało ich to liczne obrażenia. Wilson w pewnym momencie wypadł bark. Na szczęście udało się go nastawić na planie. Shou żartował, że o jakości każdej sceny walki świadczy ilość poobijanych żeber. Ashby korzystał z leków przeciwbólowych. Na nic się one zdały w scenie jego walki z granym przez Chrisa Casamassę Scorpionem. Zgodnie z choreografią Cage miał przyjąć kilka kopniaków w okolicach pleców. Ashby założył specjalne ochraniacze, dzięki którym Casamassa nie musiałby markować swoich ciosów. Pech chciał, że jedno kopnięcie trafiło między ochraniacze i uszkodził nerkę swojego ekranowego partnera. Ashby przyznał później, że nigdy nie czuł takiego bólu.
Premiera "Mortal Kombat" była planowana na maj 1995 roku. Wytwórnia New Line przesunęła ją o trzy miesiące po pokazach testowych. Widzowie byli bardzo zadowoleni, ale domagali się więcej walki. Wydłużono potyczkę Johnny’ego Cage’a ze Scorpionem. W pierwotnej wersji kończy się ona w lesie. Dodano przeniesienie jej do piekielnego wymiaru Netherrealm. Nakręcono także zupełnie nową scenę pojedynku Liu Kanga z Reptile’em. W scenariuszu znajdowało się także starcie między Sonią i Jade, jedną z przybocznych Shang Tsunga. Postać wycięto z filmu. Pojawiła się dopiero w jego sequelu.
"Mortal Kombat". Reżyser żałował, że nie podjął się kontynuacji
"Mortal Kombat" miał swą premierę 16 sierpnia 1995 roku, a dwa dni później wszedł do amerykańskich kin. Chociaż krytycy narzekali, widzowie podeszli do produkcji entuzjastycznie. Film zarobił na całym świecie ponad 122 miliony dolarów. "Dzień po premierze myślałem tylko o negatywnych recenzjach. Teraz wiem, że robię filmy dla publiczności, a jeśli jej reakcja jest pozytywna, to wiem, że dobrze wykonałem swoją robotę" – przyznał dla Entertainment Weekly.
Sukces filmu sprawił, że New Line od razu rozpoczęło pracę nad sequelem. Anderson nie chciał wracać. Zamiast tego skupił się na "Ukrytym wymiarze". Gdy "Mortal Kombat 2 Anihilacja" z 1997 roku, w którym nie zagrał prawie nikt z oryginalnej obsady, okazał się jednym z najgorszych filmów w historii, przyznał, że żałuje swej decyzji.










