Tadeusz Łomnicki urodził się 18 lipca 1927 roku w Podhajcach. Ojciec był urzędnikiem pocztowym, a matka nauczycielką.
W czasie wojny pracował fizycznie, później jako liczarz (liczył i sortował gotówkę) w Banku Emisyjnym. Dorabiał grą na skrzypcach, działał w Szarych Szeregach.
Po wojnie przez krótki czas służył nawet w Milicji Obywatelskiej, pilnując zakładów przemysłowych. Szybko jednak zrozumiał, że jego prawdziwym miejscem jest scena. Trafił do studia przy krakowskim Starym Teatrze, gdzie miał okazję uczyć się m.in. od Juliusza Osterwy i rozpoczął blisko pięćdziesięcioletnią drogę artystyczną.
Tadeusz Łomnicki: koledzy nie mieli wątpliwości. Był numerem jeden
Dla kolegów po fachu Łomnicki był zjawiskiem.
- To był największy polski aktor drugiej połowy XX wieku. Numer jeden. Bez dyskusji - mówił po jego śmierci Andrzej Łapicki.
W trakcie przygotowań do kolejnych ról był wręcz obsesyjnie perfekcyjny.
- Pamiętam, jak podczas próby generalnej "Dożywocia" Fredry, gdzie grał wspaniale Łatkę, wchodzę do garderoby, patrzę i widzę jak Łomnicki nożycami przystosowuje swój surdut, żeby wyglądał bardziej szmatławo. Wymagał od siebie więcej niż od kogokolwiek innego - wspominał Łapicki.
Jednak to nie teatr zapewnił mu sławę i miłość widzów. Dla milionów widzów już na zawsze pozostał panem Wołodyjowskim.
Tadeusz Łomnicki: przed Wołodyjowskim uciekał przez pół roku
Choć dziś trudno wyobrazić sobie "Pana Wołodyjowskiego" bez Tadeusza Łomnickiego, aktor początkowo stanowczo odrzucał propozycję Jerzego Hoffmana.
- Propozycja Hoffmana mnie przeraziła. W jednej sekundzie zrozumiałem, jaki rodzaj odpowiedzialności wziąłbym na siebie, gdybym się zgodził. Zacząłem Jurka unikać i robiłem to przez pół roku - wspominał po latach.
Obawiał się, że nie podoła zadaniu. Miał już 40 lat, nie był wysportowany, nie umiał jeździć konno ani fechtować, a przecież Wołodyjowski musiał być przede wszystkim znakomitym szermierzem.
Kiedy w końcu Hoffman doprowadził do rozmowy, Łomnicki próbował ratować się kolejnym fortelem. Twierdził, że ma poważną kontuzję kolana.
- Chytreńko zwołał konsylium i lekarze orzekli, że jestem zdrów jak koń - opowiadał potem z rozbawieniem.
Nie było już odwrotu.
Aktor schudł aż 16 kilogramów, przez kilka miesięcy codziennie trenował jazdę konną i szermierkę pod okiem Andrzeja Osadzińskiego. Efekt przeszedł do historii polskiego kina. To właśnie jego charakterystyczny sposób poruszania wąsem, błyskawiczne pojedynki na szable i spokojna, pełna godności gra sprawiły, że Michał Wołodyjowski do dziś pozostaje jedną z najbardziej lubianych postaci polskiego filmu.
- Wyczułem, że w tym człowieku bije wielkie serce Polaka. Starałem się zagrać człowieka skromnego, ale zdecydowanego. Takiego, który dla ojczyzny nie zawaha się przed ostatecznością - mówił.
Rola przyniosła mu nie tylko ogromną popularność, ale również miłość widzów.
- Widownia mnie przyjęła. Wszędzie czuję się bardzo bezpiecznie i ludzie odnoszą się z serdecznością - wspominał.
Praca na planie filmu przyniosła mu też coś więcej - miłość, a potem zawód miłosny.
Tadeusz Łomnicki: Hajduczek w końcu powiedział mu: nie
O jego życiu uczuciowym krążyły legendy. Pięciokrotnie stawał na ślubnym kobiercu, dlatego żartowano nawet, że... "urodził się żonaty".
Najboleśniejszym rozczarowaniem okazał się jednak romans z Magdaleną Zawadzką. Poznali się na planie "Pana Wołodyjowskiego", gdzie zagrała jego ukochaną Baśkę.
Ich uczucie szybko wykroczyło poza plan filmowy, ale nie przetrwało próby czasu. W życiu młodej aktorki pojawił się Gustaw Holoubek - największy zawodowy rywal Łomnickiego. To jego wybrała i przy nim ułożyła sobie dalsze życie.
Tadeusz długo nie rozpaczał. Zapomnienia, jak zawsze, szukał w pracy. Wkrótce też poznał młodszą od niego o 26 lat studentkę teatrologii Marię Bojarską, która tak po latach opisywała życie u boku genialnego artysty:
- Poznałam potwora. Kogoś, kto na teatralnej scenie umiał wszystko. I maniaka, który upierał się, że wszystko to o wiele za mało.
Dodawała również: - Bycie z Tadeuszem było fascynujące i męczące zarazem. Intensywność i siła jego osobowości były niespotykanie wielka. Miałam wrażenie, że mieszkam nie z jednym, ale z dziesięcioma artystami.
Dlaczego Tadeusz Łomnicki wstąpił do PZP?
Do dziś wielu zastanawia się, dlaczego aktor związał się z PZPR. Bo związał się i to bardzo aktywnie, brał nawet udział w posiedzeniach Komitetu Centralnego.
- Polityką się zajmował, bo uważał, że tym może coś załatwić dla środowiska, dla teatru. Chociaż dzisiaj łatwo powiedzieć, że to było bez sensu, on naprawdę tak myślał - tłumaczył swojego kolegę Andrzej Łapicki.
Jednocześnie potrafił zachować niezależność. Gdy kiedyś kilku studentów naraziło się władzom, "Łom" (tak nazywano go w środowisku) jako rektor PWST dostał polecenie, by ich ukarać. Wezwał winnych do gabinetu, nakrzyczał na nich, a następnie… zakazał im udziału w pochodzie pierwszomajowym. Innym razem kazano mu odebrać jednemu ze studentów stypendium, formalnie wykonał decyzję władz, ale pieniądze wypłacał młodemu człowiekowi z własnej kieszeni.
Takich historii było więcej. Pokazywały, że Łomnicki był człowiekiem pełnym sprzeczności i niełatwym do jednoznacznej oceny.
Najczęściej też podkreśla się, że marzył o stworzeniu własnego teatru. I rzeczywiście - w 1976 roku otworzył Teatr na Woli, który stał się jego autorskim projektem i miejscem najważniejszych scenicznych kreacji.
Tadeusz Łomnicki: odszedł dokładnie tam, gdzie chciał być
22 lutego 1992 roku trwała próba "Króla Leara" w poznańskim Teatrze Nowym. Była to rola, o której marzył przez całe życie.
Podczas jednej ze scen wybiegł za kulisy. Usiadł na przygotowanym krześle i nagle osunął się na podłogę.
Premiera już się nie odbyła.
Łomnicki zmarł w wieku 64 lat na scenie - miejscu, któremu podporządkował całe swoje życie.
Jego ostatnimi wypowiedzianymi na próbie słowami były:
"Więc jakieś życie świta przede mną. Dalej, łapmy je, pędźmy za nim, biegiem, biegiem!"
Dziś, 99 lat od narodzin Tadeusza Łomnickiego, trudno o lepsze podsumowanie człowieka, który dla teatru był gotów poświęcić wszystko. I który nawet odszedł tak, jak żył - w świetle scenicznych reflektorów.
Zobacz też: O nikim tak czule nie mówi. Największego romansu życia nie przeżył z żoną










