Fabuła był uwspółcześnioną adaptacją "Wyspy doktora Moreau" H.G. Wellsa z 1896 roku. Głównym bohaterem był Edward Douglas (David Thewlis), którego samolot rozbija się na Morzu Jawajskim. Życie ratuje mu Montgomery (Val Kilmer). Okazuje się, że pracuje on dla doktora Moreau (Marlon Brando), szalonego naukowca, który zbudował swój raj na opuszczonej wyspie. Towarzyszą mu stworzone przez niego hybrydy ludzi i zwierząt. Doktor zapewnia, że jest bliski stworzenia idealnej formy życia. Jednak jego twory zaczynają buntować się przeciwko niemu.
Wytwórnia chciała zatrudnić Romana Polańskiego
Wywodzący się z RPA reżyser Richard Stanley marzył o adaptacji książki Wellsa od wielu lat. O urodzonym w 1966 roku filmowcu zrobiło się głośno za sprawą jego głośnego debiutu "Hardware" z 1990 roku. Jego kolejna produkcja, horror "Diabelski pył" z 1992 roku, została także bardzo dobrze przyjęty. Dzięki temu reżyserowi udało się namówić wytwórnię New Line Cinema do realizacji swojej wersji "Wyspy doktora Moreau". Stanley rozpoczął prace z budżetem w wysokości ośmiu milionów dolarów. Na miejsce zdjęć wyznaczono Cairns w Australii.
Pierwsze komplikacje pojawiły się chwilę później. New Line Cinema zdecydowało zaangażować do tytułowej roli Marlona Brando. Produkcja nagle stała się wysokobudżetowa, a włodarzom studia nie uśmiechało się oddanie jej niespełna trzydziestoletniemu reżyserowi. Zdecydowano się zastąpić go Romanem Polańskim. Młody filmowiec nie zamierzał na to pozwolić. Zażądał spotkania z Brando, podczas którego próbował przekonać go do swej wizji. Wcześniej poprosił znajomego czarnoksiężnika, by w tym samym czasie odprawił rytuał. Legendarny aktor wsparł Stanleya. "Jest duże prawdopodobieństwo, że to za sprawą voodoo lub innej magicznej ingerencji" - mówił reżyser w dokumencie "Lost Soul: The Doomed Journey of Richard Stanley's Island of Dr. Moreau" z 2014 roku, który opowiadał o pracach nad "Wyspą...".
Castingowe perturbacje "Wyspy doktora Moreau"
Gdy pierwotny reżyser objął ponownie swą funkcję, rozpoczęto kompletowanie obsady. Rola Douglasa trafiła do Bruce'a Willisa. Z kolei w Montgomery'ego miał wcielić się James Woods. Marco Hofschneider, młody i szerzej nieznany niemiecki aktor, został zaangażowany jako asystent Moreau. Fairuza Balk otrzymała rolę Aissy, córki doktora, hybrydy człowieka i kota. Do realizacji kostiumów i charakteryzacji zatrudniono prestiżowe studio Stana Winstona, które wcześniej pracowało przy "Terminatorze 2: Dniu sądu". New Line Cinema nalegało na złagodzenie niektórych pomysłów Stanleya, ale poza tym preprodukcja przez pewien czas nie napotykała większych problemów.
Wtedy z udziału w filmie zrezygnował Willis. Właśnie rozwodził się z Demi Moore i z powodów prawnych nie mógł pozwolić sobie na kilka miesięcy na innym kontynencie. "I wtedy popełniłem strategiczny błąd. Poznałem Vala Kilmera" - wspominał Stanley. Aktor był wtedy u szczytu popularności po rolach w "Tombstone" i "Batman Forever". Stanley poleciał do Tokio, by się z nim spotkać. Okazało się, że plotki o arogancji gwiazdora nie były przesadzone. W dodatku dowiedział się on niedawno, że jego żona Joanne Whalley zamierza się z nim rozwieść, przez co był jeszcze bardziej drażliwy. Kilmer poinformował reżysera, że jego dni zdjęciowe muszą zostać zredukowane o prawie połowę. W rezultacie New Line Cinema zdecydowało powierzyć mu rolę Montgomery'ego. Woods został zwolniony, a produkcja wciąż pozostawała bez głównego bohatera. W końcu zdecydowano się zaangażować Roba Morrowa, gwiazdę popularnego wówczas serialu "Przystanek Alaska".
Huragan ostatecznie przekreślił plany Richarda Stanleya
Ekipa filmowa udała się do Australii, by rozpocząć zdjęcia. Wtedy córka Brando odebrała sobie życie. Dwukrotny zdobywca Oscara zaszył się na swojej prywatnej wyspie, by tam przeżyć żałobę. Stanley musiał zmienić cały grafik zdjęć, by na początku zrealizować pozostałe sceny. Nie wiedział, czy Brando zdecyduje się w ogóle pojawić na planie. Reżyser obawiał się, że bez niego straci swoją pracę. Tymczasem Kilmer gwiazdorzył przy każdej okazji: kwestionował decyzje Stanleya, krytykował scenariusz i wykłócał się z dosłownie każdym członkiem ekipy. W rezultacie projekt zaczął się rozpadać już na początku zdjęć. Po dwóch dniach Morrow był pewny, że wszyscy biorą udział w katastrofie. Wybłagał u szefów New Line Cinema, by rozwiązali z nim kontrakt. Ostatecznie zastąpiono go Davidem Thewlisem.
Los Stanleya przypieczętował huragan, który uderzył w Cairns czwartego dnia realizacji. Żywioł zniszczył scenografię i sprzęt filmowy. Włodarze New Line Cinema zdecydowali o wstrzymaniu zdjęć. Następnie doszli do wniosku, że Stanley nie poradzi sobie z tym chaosem. Reżyser otrzymał faks, z którego dowiedział się o swoim zwolnieniu. Zaoferowano mu pełne wynagrodzenie pod jednym warunkiem - natychmiast opuści plan zdjęciowy. Według części relacji Stanley przeszedł załamanie nerwowe. Następnie zniknął w pobliskim lesie deszczowym. Niektórzy obawiali się, że będzie sabotował produkcję. Balk, która była po jego stronie, zdecydowała się uciec z planu do oddalonego o dwa i pół tysiąca kilometrów do Sydney. Wróciła, gdy jej agent dał jej do zrozumienia, że w innym wypadku jej kariera będzie skończona.

Val Kilmer, Marlon Brando i pojedynek na bufonadę
New Line zdecydowało się zastąpić Stanleya Johnem Frankenheimerem. Urodzony w 1930 roku reżyser, który miał na swoim koncie uznane thrillery polityczne "Kandydat", "Siedem dni w maju" oraz filmy telewizyjne "Bunt" i "Sezon w piekle", miał doświadczenie z trudnymi aktorami. Frankenheimer zgodził się pojawić na planie jak najszybciej, ponieważ bardzo chciał pracować z Brando. Nie omieszkał jednak zapewnić sobie bardzo korzystnych warunków. Zażądał sowitej gaży i kontraktu na trzy filmy, a następnie zdecydował o kolejnych zmianach w scenariuszu. Ten był przepisywany do ostatniego dnia zdjęć.
Na planie Frankenheimer okazał się tyranem, który komunikował się głównie za pomocą krzyku. "Na początku powiedział: 'słuchajcie, dopiero co przyjechałem. Nie wiem, co się dzieje. Jestem tylko reżyserem. Próbuję robić swoje. Potrzebuję w tym waszej pomocy. Bądźcie po mojej stronie, a razem przez to przebrniemy'. Trzy albo cztery dni później wspólna podróż zmieniła się w obrażenie, a to przeszło w wydzieranie się na mnie. Facet mnie nienawidził" - wspominała Balk. Z kolei australijska ekipa filmowa słyszała codziennie, że jest najgorsza na świecie. Reżyser nie dogadywał się z nikim, a najgorzej szło mu z Klimerem. "Gdybym miał nakręcić film 'Życie Vala Kilmera', tego [tutaj padł wulgaryzm] nie byłoby w obsadzie" - miał powiedzieć podczas jednego z gorszych dni. Szybko szczerze znienawidził gwiazdora. Gdy ten nagrał swą ostatnią scenę, reżyser mruknął do członków ekipy: "a teraz zabierzcie tego durnia z mojego planu".
Nikt nie był jednak przygotowany na Marlona Brando. Legendarny aktor przybył na plan tydzień po ustalonym terminie. Pojawił się w osobliwym kostiumie: w luźnej szacie, w rękawiczkach, ciemnych okularach i twarzą pomalowaną na biało. Stwierdził, że tak będzie wyglądała jego postać i nie godził się na żadne zmiany. Później dodał do tego wiadro z lodem, które nosił na głowie dla ochłody. Nie znał swoich dialogów. Tekst podpowiadano mu przez słuchawkę w uchu. Gdy nie był zadowolony, z tego, co usłyszał, improwizował. Któregoś dnia Balk poprosiła Brando, by porozmawiali o relacji ich postaci. "Nie. To szaleństwo" - usłyszała w odpowiedzi. "Ja dostaję wynagrodzenie, ty dostajesz wynagrodzenie. Ta historia nie ma sensu, więc po co się tym martwić? Jesteś piękna, po prostu rób swoje i niczym się nie martw". Gdy aktorka nie przestawała nalegać, zdradził jej, że nawet nie przeczytał scenariusza.
Brando od początku rywalizował z Kilmerem o miano największej gwiazdy na planie. Żaden z nich nie chciał wyjść jako pierwszy ze swojej przyczepy. W rezultacie produkcja opóźniała się każdego dnia o godziny. Zdemotywowani członkowie ekipy upijali się w tym czasie, by jakoś zabić czas. Brando polubił za to Nelsona de la Rosę, mierzącego zaledwie 71 centymetrów statystę. Zażądał, by otrzymał on większą rolę i towarzyszył mu w każdej scenie. W rezultacie de la Rosie przypisano wszystkie dialogi Hofschneidera, a postać graną przez Niemca zupełnie usunięto z filmu. "John [Frankenheimer] określał Brando jako geniusza... Po pracy z nim już tak nie mówił" - śmiał się asystent reżysera James Sbardelatti w "Lost Soul".
Richard Stanley podstępem wrócił na plan
Thewlis nie potrafił odnaleźć się w tym bałaganie, między reżyserem-furiatem, dwiema wielkimi gwiazdami i scenariuszem, który był codziennie przepisywany. W końcu sam zaczął wymyślać dialogi swego bohatera. Później przyznał, że niektóre z ważniejszych scen między nim i Brando były w całości improwizowane. W dodatku metoda legendarnego aktora ze słuchawką sprawiała nieoczekiwane problemy - czasem wyłapywała ona sygnał miejscowej policji. Brando potrafił w połowie dialogu zacząć recytować meldunek o napadzie. Thewlis, podobnie jak reszta ekipy, nie potrafił dojść do porozumienia z Kilmerem. "Pomylił chyba wielkość swojego talentu z wysokością wynagrodzenia" - ironizował.
Dzięki pomocy statystów na plan wrócił Stanley. Ukrył się za maską człowieka-psa, jednej z hybryd szalonego doktora i na własne oczy zobaczył chaos, jakim stał się jego wymarzony projekt. Mimo gorąca nie zdejmował kostiumu, by nie zostać zidentyfikowanym i usuniętym przez ochronę. Zanim ktoś go rozpoznał, zdążył wystąpić w kilku scenach jako statysta. "Przeszedłem pełną drogę: od osoby podejmującej decyzje kreatywne do psa" - ironizował w dokumencie "Lost Soul".

Najgorsza rola w karierze Marlona Brando?
Gdy "Wyspa doktora Moreau" weszła do kin, spotkała się z jednoznacznie negatywnym przyjęciem. Recenzenci wskazywali na rozlazłą narrację, niespójny scenariusz, nieuzasadnione okrucieństwo kolejnych scen, w końcu na nieudane lub oderwane od całości występy aktorskie. Widzowie podzielali ich zdanie. Film, który kosztował ostatecznie 40 milionów dolarów, zarobił na całym świecie zaledwie 49,6 miliona dolarów. Nominowano go do sześciu Złotych Malin, w tym za najgorszą produkcję roku, reżyserię, scenariusz i kreacje Kilmera oraz Brando. Ten ostatni został uznany w 1997 roku za najgorszego aktora drugoplanowego.
Przez lata wszyscy przerzucali się odpowiedzialnością za porażkę "Wyspy doktora Moreau". Kilmer odniósł się do niej w swojej autobiografii "I'm Your Huckleberry". "John Frankenheimer oskarżył mnie publicznie o zniszczenie filmu. Zawsze wydawało mi się dziwnie, że zwala na mnie winę za to, że nie udało mu się nakręcić angażującej produkcji. Moja postać ginie w połowie filmu, a jego druga część jest tak samo do bani jak pierwsza". Z kolei Thewlis był przekonany, że w okropieństwie filmu było coś wyjątkowego. "Spędziłem z Valem pięć najdziwniejszych miesięcy mojego życia w australijskim lesie deszczowym na planie pechowej 'Wyspy doktora Moreau'" - wspominał w mediach społecznościowych po śmierci Kilmera w kwietniu 2025 roku. "Było to tak spektakularnie ponure i okropne, że aż wyjątkowe".
Chaotyczne kulisy "Wysypy doktora Moreau" sprawiły jednak, że film przeszedł do historii kina. Twórcy opowiedzieli o swoich doświadczeniach między innymi w przytoczonym wcześniej dokumencie "Lost Soul: The Doomed Journey of Richard Stanley's Island of Dr. Moreau". W przeciwieństwie do omawianej produkcji jest to seans godny polecenia.












