Cannes - Konkurs Główny: "Gentle Monster" i przerażające sekrety, które skrywa najbliższy mężczyzna
Główna bohaterka, córka znanej francuskiej artystki, chcąc odkleić z czoła etykietę nepo baby, tworzy alternatywne aranże utworów napisanych… wyłącznie przez mężczyzn. Jak sama zauważa w rozmowie z matką - o uczuciach nie umieją oni rozmawiać inaczej niż poprzez piosenki. Niewinny tekst w towarzystwie kilku prostych akordów okazuje się iście proroczy, biorąc pod uwagę to, ile przerażających sekretów skrywa przed nią najbliższy mężczyzna w jej życiu.
Pomysł na scenariusz "Gentle Monster" zrodził się w głowie reżyserki Marie Kreutzer już kilka lat temu. Prawdziwym, choć tragicznym katalizatorem tego procesu było wyjście na jaw, że jeden z członków ekipy jej cenionego filmu "W gorsecie" został oskarżony o posiadanie kilkudziesięciu tysięcy plików z dziecięcą pornografią.
Introspekcję własnych przeżyć z tym związanych przelała na papier, osadzając historię w jeszcze bardziej dramatycznym (jeśli skalę dramatu można tu w jakikolwiek sposób ocenić) kontekście. Życie rodzinne Lucy (bezbłędna Léa Seydoux) doznaje paraliżu w momencie, w którym w ich wiejskim domu pojawia się policja z nakazem przeszukania. Philip (Laurence Rupp), wrażliwy fotograf cierpiący na ataki paniki i stany depresyjne, jest oskarżony o posiadanie i rozprowadzanie pornografii.
W pierwszej chwili wydaje się to wręcz absurdalne, patrząc na jego przywiązanie do rodziny i głęboką więź z synem Johnnym (Malo Blanchet). Ale może właśnie te pojedyncze fragmenty ich relacji powinny Lucy zaniepokoić? Sekrety, jakie wspólnie ukrywali. Liberalny stosunek do nagości w obecności dziecka. Ukrywanie się w sypialni z laptopem pod pozorem pracy. Szok i syndrom wyparcia oddziałują w parze z desperacją i próbą ochrony syna, łącznie z kwestionowaniem wszystkiego, co do tej pory wiedziała (albo sądziła, że wiedziała) o własnym mężu.
"Gentle Monster": skomplikowany dramat o rozpadzie "idealnej" rodziny
Kreutzer warstwa po warstwie odziera nieskazitelny wizerunek oprawcy, posługując się półsłówkami, niedopowiedzeniami i sprzecznościami, jakie jakże często towarzyszą podobnym dochodzeniom. "Gentle Monster" bliżej jednak do skomplikowanego dramatu o rozpadzie "idealnej" rodziny niż do rasowego kryminału.
Na podobieństwo "Anatomii upadku", w której do samego końca nie poznaliśmy prawdy o tym, co zrobiła (lub czego ostatecznie nie zrobiła) bohaterka Sandry Hüller, reżyserka tworzy przerażający portret agresora (?), jego zaślepionej miłością żony i dziecka, które (być może) pod fasadą rozbrykanego malca skrywa nieopisaną traumę.
Czujne oko kamery skupia się jednak nie tyle na samej dziecięcej perspektywie, co na tragedii głównej bohaterki, którą obserwujemy w kilku różnych stadiach żałoby po miłości do ukochanego. Ten nie daje po sobie poznać żadnych oznak winy. Co więcej, przekonuje, że tysiące plików, które przez lata gromadził na twardym dysku - w tym te z udziałem ich dziecka - były mu potrzebne w ramach researchu do filmu dokumentalnego. Gdy i ta wymówka okazuje się farsą, szybko pojawiają się kolejne argumenty, które mają zmiękczyć serce widza i odwrócić uwagę od sedna sprawy. Rozmawiamy w końcu o pornografii, rozprowadzanej w sieci pod oburzającym pseudonimem GentleMonster_8. W obliczu niegasnącego uczucia między dwójką głównych bohaterów, nawet i tak potężny kaliber Lucy jest w stanie zbagatelizować w imię miłości do męża.

Przejmujący mechanizm manipulacji i fenomenalna Léa Seydoux
Wyjątkowo przejmujący mechanizm manipulacji, spirali kłamstw, ale i czystej hipokryzji Kreutzer obrazuje również w ramach drugoplanowego wątku policjantki Elsy Kühn, prowadzącej śledztwo w sprawie Philipa. Funkcjonariuszka, która - jak sama przekonuje - nareszcie wykonuje pracę, która ma znaczenie, w domowym zaciszu kryje przewinienia własnego ojca, próbując przekupić kobietę, którą skrzywdził. Wniosek z tego taki: nieważne, jak wiele patriarchalnych zasad udało się obalić. Opresyjni mężczyźni zawsze znajdą wsparcie w swoich kobietach.
Bezowocna próba udowodnienia, że jej mąż jest oprawcą, doprowadza główną bohaterkę na skraj wytrzymałości. Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście fenomenalna Léa Seydoux, która złożonością swojej postaci, drżącym żonglowaniem między rozpaczą, wściekłością i matczyną intuicją może (i nawet powinna) sięgnąć w tym roku po aktorską Złotą Palmę.
Scenariuszowo "Gentle Monster" proponuje nam bądź co bądź klasyczną post-love story, w której bohaterka musi stopniowo zaliczyć kolejne stopnie wyjścia z "uzależnienia" od miłości, w imię zdroworozsądkowej ochrony dziecka. Sam aspekt pedofilii i treść nagrań pozostaje dla widza w sferze domysłów - dla Kreutzer najważniejsza jest dynamika między postaciami. I to udaje jej się zbalansować w godny podziwu sposób.
Dochodzenie do prawdy jest tu dla odbiorcy jednocześnie w pełni satysfakcjonującym, jak i głęboko traumatyzującym doświadczeniem. Aktorstwo robi tu robotę o wiele bardziej stymulującą percepcję niż nadmiar zwrotów akcji czy niespokojna ścieżka dźwiękowa. Kreutzer tworzy udany, choć nie wybitny, dramat o sile kobiet gotowych do największych poświęceń w imię matczynej miłości. To, czy wszystkie zarzuty stawiane Philipowi miały pokrycie w rzeczywistości staje się już kwestią drugorzędną. Rozpad rodziny stał się faktem, bez względu na to, po czyjej stronie jesteśmy i komu ufamy. Choć to w "Gentle Monster" do samego końca nie będzie wcale oczywiste.
7/10
"Gentle Monster", reż. Marie Kreutzer, Austria, Niemcy, Francja, Szwecja 2026.












