Jest prawdziwą ikoną Hollywood. Ponad cztery dekady na scenie
Stanley Tucci od lat 80. buduje imponującą karierę. Jest prawdziwą ikoną Hollywood, ojcem siódemki dzieci, pasjonatem kuchni i życia. Mimo choroby, która całkowicie zmieniła jego życie, wciąż pozostaje aktywny zawodowo. Jego ostatni występ w "Konklawe" zachwycił wszystkich. 11 listopada aktor kończy 65 lat.
Stanley Tucci urodził się w 1960 roku w Stanach Zjednoczonych. Jest potomkiem włoskich imigrantów, jego dziadkowie pochodzili z Kalabrii, chociaż sam przyznaje, że po włosku mówi słabo. Języka zaczął się uczyć dopiero w wieku 13 lat. W 1982 ukończył studia na Wydziale Dramatycznym Nowojorskiego Uniwersytetu Stanowego w Purchase i wyruszył do Nowego Jorku, by rozpocząć wielką karierę.
Jeszcze w tym samym roku debiutował na deskach Broadwayu w sztuce "Królowa i rebelianci". W latach 80. po raz pierwszy pojawił się również na wielkim i małym ekranie. Kolejna dekada owocowała dla niego w szereg różnorodnych ról, ale to błyskotliwe przedstawienie tytułowego bohatera w filmie Paula Mazursky'ego "Winchell" (1998) przyniosło mu nagrodę Emmy i Złoty Glob. Kolejny Złoty Glob otrzymał za rolę podpułkownika Adolfa Eichmanna w "Ostatecznym rozwiązaniu" (2001).
W 2006 roku Tucci wystąpił w jednym z najbardziej swoich charakterystycznych filmów. W "Diabeł ubiera się u Prady" wcielił się w Nigela Kiplinga pracującego dla guru mody - Mirandy Priestly.
"Po filmie 'Diabeł ubiera się u Prady' nie mogłem znaleźć pracy i nie potrafiłem tego do końca zrozumieć, ale tak już to bywa. Brałem się za rzeczy, które niekoniecznie chciałem robić, ale co mi pozostało?" - twierdził aktor.
Co ciekawe, to właśnie po kultowym filmie otrzymał rolę w poruszającej produkcji "Nostalgia anioła" (2009). Za kreację bezdusznego George'a Harveya był nominowany do Oscara, Złotego Globu, nagród BAFTA, SAG i Critics' Choice. W tym samym roku zagrał również w amerykańskim komediodramacie "Julie i Julia".
Osoby, które wychowały się na książkach Suzanne Collins, na pewno bardzo dobrze znają Stanleya Tucciego z jego występu w ekranizacjach książek "Igrzyska śmierci". Aktor zagrał tam ekstrawaganckiego Caesara Flickermana. W ostatnim czasie 65-latka mogliśmy go oglądać w dramacie Edwarda Bergera "Konklawe", gdzie wszyscy docenili jego warsztat. U boku Ralpha Fiennesa, Johna Lithgowa i Isabelli Rossellini wcielił się w amerykańskiego kardynała Belliniego.
Stanleya Tucciego znamy nie tylko jako aktora, ale też producenta, reżysera czy... smakosza. Gwiazdor zrealizował programy kulinarne, m.in. "Stanley Tucci: Searching for Italy". Wydał także wiele książek kucharskich: "The Tucci Cookbook", "The Tucci Table: Cooking With Family and Friends", "Taste: My Life Through Food" i "What I Ate in One Year".
Na drodze jego pasji do gotowania i smakowania mogła stanęła poważna choroba. W 2017 roku Tucci dowiedział się, że ma nowotwór jamy ustnej. Od początku wiedział, że nawet leczony może spowodować wiele powikłań. "Bałem się, że stracę, może nawet na zawsze, jedną z najważniejszych rzeczy w życiu: zdolność smakowania i cieszenia się jedzeniem" - napisał w kulinarnej autobiografii.
Leczenie faktycznie sprawiło, że przez jakiś czas aktor nie czuł smaku i bardzo źle się czuł. Na całe miesiące zamknął się w sypialni. W podobnym okresie na świat przyszło jego siódme dziecko, córeczka Emilia. To ona była dla niego motywacją, by się nie poddawać.
Stanley Tucci obecnie jest ojcem siedmiu pociech i idzie przez życie z drugą żoną, Felicity Blunt, która prywatnie jest siostrą aktorki Emily Blunt. Jego pierwsza ukochana zmarła na nowotwór w 2009 roku. "Kochałem ją i nigdy nie przestanę" - wyznał Tucci w jednej ze swoich książek.
Zobacz też: Uwielbiana na całym świecie seria powraca. Fani będą zadowoleni