Russell Crowe jest gościem festiwalu filmowego w Taorminie. W sobotni wieczór odbierze tam nagrodę za swoje aktorskie dokonania, a następnie odbędzie się premiera jego najnowszego filmu - thrillera akcji "Bear Country" w reżyserii Derricka Borte.
Z tej okazji aktor odpowiadał na pytania, wracając pamięcią do swojego największego hitu, czyli "Gladiatora".
Russell Crowe: To dlatego "Gladiator" odniósł sukces
Aktor wspominał, że w 2000 roku sprzeciwił się posunięciom studia, które chciało, aby jego bohater uczestniczył w scenach seksu, wierząc, że nie będzie to pasowało do mężczyzny opłakującego śmierć żony.
"Po prostu wciąż się opierałem" - opowiadał. - "Powiedziałem: 'To historia o mężczyźnie, który mści się za śmierć żony i dziecka. Nie może być ani chwili w tej podróży, w której zatrzymuje się i uprawia seks z kimś innym. To nie ma sensu, to niszczy tę podróż'".
"Walczyli ze mną, wysyłali mi listy w tej sprawie i tak dalej, a ja po prostu obstawałem przy swoim. Na szczęście Ridley, chociaż chętnie napisałby scenę seksu ze mną i Connie Nielsen, zgodził się wtedy ze mną. I to właśnie stanowiło moralne sedno filmu" - zaznaczył Crowe.
"Kręciliśmy coś naprawdę, naprawdę staromodnego, a studio w tamtym czasie nie do końca rozumiało dlaczego" - kontynuował.
"Drugi film ledwo zarobił tyle samo, co pierwszy, ale to było 20 lat później. Biorąc pod uwagę, jak bardzo zmieniła się wartość dolara, ponieśli porażkę, a ponieśli porażkę, bo nie zrozumieli, że pierwszy film odniósł sukces ze względu na ten moralny rdzeń" - podsumował Crowe.











